24.08.12, 15:55

Męczennicy czyli historia "poznańskiej piątki"

 

Wzrastanie


Błogosławieni oratorianie zginęli jako ludzie bardzo młodzi. W chwili śmierci najstarsi – Edward Klinik i Czesław Jóźwiak – mieli ukończone 23 lata, Edward Kaźmierski 22 lata, Franciszek Kęsy 21 lat, a najmłodszy – Jarogniew Wojciechowski – 19. Dojrzewanie chłopców z poznańskiej piątki można umownie podzielić na cztery najważniejsze etapy. Są to kolejno: dzieciństwo w domach rodzinnych, doświadczenie wychowawcze oratorium salezjańskiego (w przypadku Edwarda Klinika także szkoły salezjańskiej w Oświęcimiu), zaangażowanie konspiracyjne (u Czesława Jóźwiaka także udział w wojnie obronnej 1939 r.) oraz ostatnie dwa lata życia spędzone w hitlerowskich więzieniach.

  

Środowisko rodzinne


Z „poznańskiej piątki” tylko dwóch chłopców było rodowitymi poznaniakami. W Poznaniu urodzili się Edward Kaźmierski i Jarogniew Wojciechowski. Rodzina Czesława Jóźwiaka pochodziła spod Bydgoszczy, a Edward Klinik i Franciszek Kęsy urodzili się na terenie Niemiec.


Najstarszym z piątki był Edward Klinik. Urodził się 21 lipca 1919 r. w Werne koło Bochum jako syn Wojciecha i Anastazji z domu Schreiber. W Werne urodziła się także jego 2 lata starsza siostra Maria (od 1937 r. urszulanka SJK, uczestniczyła w uroczystości beatyfikacyjnej). Po powrocie z Niemiec rodzice zamieszkali najpierw w swoich rodzinnych stronach w Głosinie koło Borku Wielkopolskiego, jednak krótko potem przeprowadzili się do Poznania na ul. Zieloną 1/1. Ojciec pracował jako ślusarz w warsztatach kolejowych. W 1926 r. przyszedł na świat młodszy brat Henryk. Edward po ukończeniu siedmioletniej Szkoły Powszechnej im. Konarskiego, w latach 1933-37 był uczniem Prywatnego Gimnazjum Męskiego Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu, w latach 1938-39 r. uczył się w I Państwowym Liceum im. Bergera w Poznaniu.


Rówieśnikami Klinika byli Czesław Jóźwiak i Edward Kaźmierski. Czesław Jóźwiak urodził się 7 września 1919 r., w nieistniejącej dziś miejscowości Łażyn koło Bydgoszczy, w czasie Powstania Wielkopolskiego, w którym brał udział jego ojciec. W 1930 r. rodzice, Leon i Maria z domu Iwińska, przeprowadzili się do Poznania, na ulicę Żydowską 30/3. Ojciec pracował w policji kryminalnej. Czesław miał starszego brata Wacława i dwie młodsze siostry Jadwigę i Władysławę. Ukończył Gimnazjum i Liceum św. Jana Kantego w Poznaniu.


Edward Kaźmierski urodził się 1 października 1919 r. w Poznaniu. Rodzina Wincentego i Władysławy z domu Kaźmierczak mieszkała przy ulicy Łąkowej 18/18. Ojciec był szewcem. Po śmierci męża w 1923 r. matka samotnie wychowywała czwórkę potomstwa: czteroletniego wówczas Edwarda i jego trzy siostry: Helenę, Marię i Urszulę. We wczesnym wieku zmarły dwie pozostałe siostry Zofia i Kazimiera. Edward uczył się w Szkole Wydziałowej Drwęskiego i Publicznej Szkole Dokształcającej Zawodowej przy ul. Działyńskich w Poznaniu.


Franciszek Kęsy ur. 13 listopada 1920 r. w Berlinie w dzielnicy Wilmersdorf. W 1921 r. rodzice Stanisław i Anna z domu Pieczka przeprowadzili się do Poznania na ulicę św. Jadwigi 5a. Ojciec pracował jako cieśla w Elektrowni Miejskiej. Franciszek – trzeci z rodzeństwa – miał starszych braci Edwarda, Pawła, młodszego Stanisława oraz siostrę Irenę.


Najmłodszym z piątki był Jarogniew Wojciechowski, urodzony w Poznaniu 5 listopada 1922 r. Ojciec Andrzej był właścicielem drogerii, matka Franciszka z d. Pierzchalska była nauczycielką muzyki. Jarogniew miał o 5 lat starszą siostrę Ludosławę. Mieszkali przy ul. Św. Marcin 22.


Choć sytuacja rodzinna i status materialny chłopców różniły się, to przyświecające im wartości i metody wychowawcze były zbliżone, powszechnie podzielane, a w swoich najważniejszych celach motywowane religijnie. Oznaczało to m.in. nacisk na kształcenie cnót uważanych za niezbędne w funkcjonowaniu w życiu społecznym, takich jak uczciwość, prawdomówność, rzetelność, honor, posłuszeństwo i szacunek dla rodziców i starszych, gotowość do poświęcenia. Dekalog jako główne źródło moralności i rola religii katolickiej w życiu społecznym oraz uczestnictwo w wymaganych praktykach religijnych były w zasadzie niekwestionowane, co w znacznej mierze wynikało z historii społeczeństwa, którego tożsamość narodowa i obywatelska w czasach zaborów została zachowana w jedynej oficjalnej instytucji życia publicznego Polaków, którą był Kościół katolicki. Jednocześnie wraz z odzyskaniem niepodległości instytucje państwa polskiego, a zwłaszcza szkolnictwo, kładły bardzo silny nacisk na wychowanie obywatelskie i patriotyczne, co wkrótce doprowadziło do powszechnego utożsamienia się Polaków z wszystkich warstw społecznych z przynależnością do narodu politycznego. Chłopcy z „poznańskiej piątki”, podobnie jak całe pokolenie „Kolumbów” wchodzą w dorosły świat w tak uformowanym kontekście rodzinnym i społecznym.


Rodziny ich i ich rówieśników były w większości wielodzietne, a poczucie wspólnotowości i odpowiedzialności, nie tylko za najbliższych, bardzo silne. Rodziny pełne i stabilne mieli Czesław Jóźwiak, Edward Klinik i Franciszek Kęsy. Pozostało wiele świadectw (m.in. Stefana Stuligrosza) opisujących rodzinę Kęsych jako bardzo otwartą na znajomych Franciszka, chętnie i często przyjmującą gości, życzliwą. Niektóre z rodzin były ze sobą zaznajomione np. rodziny Kęsych i Kaźmierskich.


W rodzinie Kaźmierskich ze względu wczesną śmierć ojca Edwarda, odpowiedzialność za utrzymanie rodziny i całość obowiązków wychowawczych spadły na jego matkę, która wcześniej przeżyła także śmierć dwóch córek. Młodsza siostra Edwarda, Urszula, była niepełnosprawna ruchowo. W celu pomocy rodzinie od wczesnej młodości Edward podejmował się różnych prac: dawał korepetycje, był gońcem w sklepie dekoracyjnym Abramowicza przy Starym Rynku, uczniem ślusarskim w firmie „Brzeski-Auto” przy ul. Dąbrowskiego.


Najtrudniejszą sytuację rodzinną miał Jarogniew Wojciechowski. Ojciec Jarogniewa, był alkoholikiem, w 1933 r. pozostawił rodzinę, co sprawiło, że bardzo pogorszyła się jej sytuacja materialna, a Jarogniew musiał porzucić Gimnazjum im. A. Mickiewicza (potem uczył się w Miejskiej Szkole Handlowej). Wychowanie dzieci i ich utrzymanie spadło całkowicie na matkę do czasu, kiedy starsza siostra mogła zacząć pracować zawodowo.

/

 

Oratorium


Oratorium salezjańskie przy ul. Wronieckiej 9 w Poznaniu było jednym z najważniejszych etapów dojrzewania osobowości błogosławionych. W czasach przedwojennych oratorium było miejscem spotkań młodzieży męskiej, które dość wiernie zachowało strukturę i ducha oratorium z czasów św. Jana Bosko. Oprócz służby liturgicznej w kościele, chłopcy brali udział w zajęciach ówczesnych grup formacyjnych tzw. towarzystw: Najświętszego Sakramentu (dla najmłodszych), Niepokalanej oraz św. Jana Bosko (dla najstarszych). Bardzo aktywnie działały teatr oratoryjny i grupy sportowe. Podczas wakacji dla uczestników były organizowane wycieczki (Kątnik i Kobylnica w 1934 r.) i kolonie w Konarzewie, Ostrzeszowie (1935 i 1936 r.), Wągrowcu (1937 r.) i Przemęcie (1938 r.).


Dom przy ulicy Wronieckiej swoją formacyjną skuteczność w znacznej mierze zawdzięczał licznej kadrze, tak księży, jak i kleryków (obecni byli także współbracia koadiutorzy), którzy obok studiów teologicznych czy praktyk wychowawczych w czasie tzw. asystencji studiowali na poznańskim Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Byli to młodzi, inteligentni salezjanie, pełni entuzjazmu dla ducha i stylu wychowawczego św. Jana Bosko.


Błogosławieni oratorianie należeli do grupy tzw. „starszych”, którzy pomagali salezjanom w organizowaniu zajęć oratoryjnych i w asystencji wśród młodszych chłopców. W towarzystwach pełnili funkcje prezesów. Czas oratorium był dla nich ważnym etapem integralnego wzrostu: religijnego (regularne praktyki religijne: spowiedź, służba podczas mszy św., nabożeństwa, formacja liturgiczna i katechetyczna, kult Maryi Wspomożycielki Wiernych i św. Jana Bosko), społecznego (aktywny udział w salezjańskim środowisku wychowawczym i grupach formacyjnych) i kulturalnego (deklamacje, teatr, lekcje muzyki). Wagę formacji oratoryjnej potwierdzą późniejsze świadectwa więzienne i listy spod gilotyny[1].

 

Wojna i konspiracja


Chłopcy z poznańskiej piątki należeli do pierwszego pokolenia urodzonego w niepodległej Polsce, bardzo silnie formowanego w duchu patriotycznym przez niemal wszystkie ówczesne instytucje życia publicznego: szkołę, Kościół, wojsko, harcerstwo, najważniejsze partie polityczne, prasę. Młodzież wychowywana była w kulcie miłości Ojczyzny, bohaterstwa jej dawnych obrońców, powstań narodowych. W oratorium klerycy i starsi chłopcy czytali młodszym trylogię Sienkiewicza. Nastroje patriotyczne nasiliły się w obliczu zagrażającej wojny. Edward Kaźmierski w „Dzienniczku” odnotowuje niektóre wydarzenia polityczne na scenie międzynarodowej (zajęcie przez Niemców Kłajpedy i Czechosłowacji, powstanie państwa Słowackiego, atak Włochów na Albanię, przemówienie Becka) i opisuje swój udział w manifestacji antyniemieckiej 4 maja 1939 r.


W chwili wybuchu wojny najstarsi: Klinik, Jóźwiak i Kaźmierski byli w wieku poborowym (Klinik i Jóźwiak właśnie zakończyli edukację licealną). Wcześniej ukończyli (także Wojciechowski) Państwowy Kurs Przysposobienia Wojennego I stopnia. Po zaciągnięciu się do Wojska Polskiego w wojnie obronnej 1939 r. wziął udział Czesław Jóźwiak[2]. Według wspomnień Henryka Gabryela walczył z bronią w ręku (w więzieniu miał wyrażać żal, że nie zginął na polu bitwy). Edward Kaźmierski uczestniczył w manifestacji domagającej się obrony Poznania, później (według niektórych relacji także inni z „piątki”) z kolumną ochotników wyszedł z Poznania na wschód, żeby dołączyć do armii polskiej, która nie osiągnąwszy celu rozwiązała się w okolicach Kutna i Sochaczewa[3].


W pierwszych miesiącach po powrocie do Poznania Czesław Jóźwiak został zwerbowany przez Lecha Masłowskiego[4] do Narodowej Organizacji Bojowej[5]. Jego zadaniem było stworzenie sekcji organizacji, która zajmowała się rozeznaniem wywiadowczym obiektów Wehrmachtu w dzielnicy Poznań Śródmieście. Zastępcą Jóźwiaka został Edward Klinik. Jóźwiak przyjął do swojej drużyny i zaprzysiągł do Narodowej Organizacji Bojowej pozostałych kolegów z oratorium. Działalność grupy trwała od stycznia do września 1940 r., kiedy wszystkich aresztowano. W konspiracji poszczególni członkowie grupy mieli za zadanie sporządzić plany szkół w pobliżu swoich domów, w których stacjonowały jednostki niemieckie, kolportować gazetkę „Polska Narodowa”, zbierać materiały sanitarne i opatrunkowe oraz ustalić miejsca zamieszkania volsksdeutchów i Niemców przybyłych do Poznania z krajów bałtyckich.


Niezależnie od swojej działalności konspiracyjnej, „piątka” spotykała się także w środowisku oratoryjnym. Przez pierwsze dwa miesiące po wkroczeniu Niemców w kościele przy ul. Wronieckiej funkcjonował jeszcze – prowadzony przez Stefana Stuligrosza – chór, w którym śpiewali Edward Kaźmierski i Franciszek Kęsy. Kiedy kościół i oratorium zostały przez Niemców ostatecznie zamknięte, chłopcy spotykali się w domach prywatnych i w domu Braci Serca Jezusowego na Ostrowie Tumskim. Spotkania te miały na ogół charakter towarzyski, ale były też spotkania modlitewne (różaniec), muzyczne (chór Stefana Stuligrosza) i wieczornice patriotyczne.

 

Więzienie i śmierć


W piątek 21 września 1940 r. gestapo aresztowało Edwarda Klinika, a 23 września późnym wieczorem pozostałych chłopców. Wraz z nimi został aresztowany także Henryk Gabryel, młodszy kolega z oratorium, który uczestniczył w towarzyskich spotkaniach piątki, nie wiedział jednak o ich przynależności konspiracyjnej.


Pierwszym miejscem odosobnienia aresztowanych oratorianów była poznańska siedziba gestapo (dzisiejszy Dom Żołnierza przy ul. Niezłomnych). Tu odbyły się pierwsze i najbardziej okrutne przesłuchania. Po 24 godzinach zostali przewiezieni do Fortu VII, w którym spędzili pierwszy miesiąc swojej więziennej gehenny. Poza Klinikiem wszyscy pozostawali w celi nr 58. 14 października 1940 r. wraz z innymi więźniami zostali przewiezieni do więzienia przy ulicy Młyńskiej, gdzie ich rozdzielono[6]. Czesław Jóźwiak był bardziej niż inni dręczony przez współwięźniów kryminalnych, co być może wynikało z faktu, że był synem policjanta. Pod koniec pobytu trafił do więziennego szpitala. 16 listopada 1940 r. wszyscy zostali przewiezieni pociągiem do więzienia we Wronkach. We Wronkach o głodzie i zimnie spędzili 5 miesięcy (początkowo w pojedynczych celach), pracując przy wyplataniu sznurka i sklejaniu papierowych torebek. 23 kwietnia 1941 r. ponownie zostali przeniesieni, tym razem do więzień w Berlinie. Jóźwiak, Kaźmierski, Kęsy i Klinik trafili do więzienia przy gmachu sądu w dzielnicy Neuköln, a Wojciechowski do więzienia w Spandau[7]. Warunki w berlińskich więzieniach pod względem lokalowym, wyżywienia i rygoru były lepsze od tych we Wronkach. Z tego okresu posiadamy najwięcej informacji z przemyconych grypsów Edwarda Kaźmierskiego i Franciszka Kęsego[8]. 30 maja 1942 r. czwórka z Neuköln została przewieziona do więzienia śledczego w Zwickau dla więźniów politycznych. W drugiej połowie czerwca dotarł tam także Wojciechowski. 3 sierpnia 1942 r. w Zwickau odbyło się wyjazdowe posiedzenie Wyższego Sądu Krajowego w Poznaniu, podczas którego odczytano – wydany 2 dni wcześniej – wyrok śmierci na wszystkich pięciu[9]. 18 sierpnia zostali przewiezieni do więzienia w Dreźnie. 24 sierpnia 1942 r. między godz. 20.00 a 21.00 został wykonany wyrok śmierci przez zgilotynowanie na dziedzińcu więzienia przy gmachu Sądu Krajowego w Dreźnie przy Münchner Platz 3. Ciała zostały pochowane na cmentarzu katolickim przy Bremerstrasse.


/

 

Sylwetki


Chłopcy z „piątki poznańskiej” byli raczej typowymi reprezentantami swojego pokolenia. Ich podejście do spraw, takich jak religijność, patriotyzm, służba, praca nad charakterem nie odbiegały wyraźnie od postaw bardzo wielu ich rówieśników, żyjących i oddających życie w czasie drugiej wojny światowej i bezpośrednio po jej zakończeniu. Nawet listy, które były podstawą procesu beatyfikacyjnego nie odbiegają bardzo od listów wielu innych młodych więźniów tego okresu.


Czesław Jóźwiak był typem przywódcy, najpierw w oratorium, a potem w konspiracji;  odpowiedzialny i ofiarny. Podczas oratoryjnych wycieczek rodzice młodszych dzieci nakazywali posłuszeństwo Czesławowi, nazywanemu też „Tatą”.  Ze wspomnień i anegdot wyłania się osoba niezależna, gotowa przeciwstawić się niesprawiedliwości i brać na siebie ciężar czasem niezawinionych konsekwencji. Wiedząc, że będzie aresztowany odmówił propozycji ucieczki, aby represje nie dotknęły rodziców i rodzeństwa. W więzieniu oddawał innym swoje głodowe racje żywnościowe.


Edward Klinik – najstarszy wiekiem. Wychowanek Prywatnego Gimnazjum Męskiego Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu w latach 1933-37. W szkole pełnił funkcję prezesa Sodalicji Mariańskiej. W zgodnej opinii świadków dojrzały, wyważony, poważny. W czasie wojny pracował w firmie budowlanej Urbaniaka przy Drodze Dębińskiej w Poznaniu, w konspiracji był zastępcą Czesława Jóźwiaka.


Edward Kaźmierski – wesoły, o nieprzeciętnych zdolnościach artystycznych. Grał główne role w przedstawieniach oratoryjnych, komponował, śpiewał w chórze oratoryjnym i u Stefana Stuligrosza. W oratorium był prezesem Towarzystwa św. Jana Bosko. W 1936 r. odbył wraz z Czesławem Jóźwiakiem pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Bardzo opiekuńczy w stosunku do niepełnosprawnej siostry Urszuli. Szczególnie lubiany przez młodszych oratorianów.


Franciszek Kęsy – najbliższy przyjaciel Edy Kaźmierskiego, choroba uniemożliwiła mu dostanie się do niższego seminarium salezjańskiego w Lądzie. Według wspomnień chciał zostać salezjaninem. Wesoły i towarzyski. Ze względu na konflikt z klerykiem asystentem na miesiąc miał zakaz wstępu do oratorium. Wraz z Edwardem Kaźmierskim śpiewał w chórze Stefana Stuligrosza. W czasie wojny pracował wraz z Jóźwiakiem w firmie malarskiej Oskara Henfflera, w konspiracji był m.in. kolporterem gazety „Polska Narodowa”.


Jarogniew Wojciechowski – najmłodszy z piątki. Wesoły, refleksyjny, delikatny,  uzdolniony muzycznie. We wspomnieniach Stefana Stuligrosza „lgnął do ludzi, pragnął ciepła, bolał nad ojcem, który był alkoholikiem i opuścił rodzinę”[10]. Pomimo trudniejszych od pozostałych warunków więziennych w listach do siostry uważał się za szczęściarza i otoczonego szczególną opieką Matki Bożej.[11]


Wszyscy byli bardzo religijni, a ich wyniesiona z domów i salezjańskiego oratorium wiara dojrzała szczególnie podczas pobytu w więzieniach, o czym dają świadectwo w swoich listach, porównując nawet czas odosobnienia do rekolekcji[12]. Wyjątkowo pięknym świadectwem wiary pozostają tzw. listy spod gilotyny, czyli ostatnie, napisane w ostatniej godzinie życia po polsku listy do rodzin. Kapelan więzienia w Dreźnie, o. Franciszek Bänsch OMI, który przygotował ich na śmierć i asystował podczas wykonania egzekucji zapisał na odwrocie wyroku, że odeszli do wieczności ut homines sancti.

 

Pamięć i wyniesienie na ołtarze


Wyniesieni później na ołtarze nie byli jedynym oratorianami z ul. Wronieckiej, którzy zginęli w czasie drugiej wojny światowej. W 1940 r. pod Częstochową zostali rozstrzelani bracia Bogdan i Zygmunt Królikowscy, przy zdobywaniu Poznania przez Armię Czerwoną zginął Stanisław Mizerny, a także w nieznanych okolicznościach oratorianie Wiktorski i Harmata (zaginął)[13]. Do zachowania pamięci o piątce najbardziej przyczynił się ks. Leon Musielak. Czterech z nich (Klinik w tym czasie przebywał w szkole w Oświęcimiu) dobrze znał osobiście ze swoich czasów kleryckich, kiedy mieszkał w Poznaniu przy ul. Wronieckiej, udzielając się w oratorium i studiując polonistykę i historię na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w latach 1933-37, będąc przez nich bardzo lubiany, o czym wspomina Eda Kaźmierski w „Dzienniczku”. Ks. Musielak po wojennej tułaczce i czasie spędzonym w więzieniu po wojnie przyjeżdżał do Poznania i podczas spotkań dla byłych wychowanków oratorium każdej pierwszej niedzieli listopada, a później w sierpniu w rocznicę śmierci odprawiał Mszę świętą za piątkę oratorianów. Dzięki zebranym przez niego listom, zdjęciom i innym dokumentom, a przede wszystkim dzięki jego zdecydowanemu przekonaniu o ich świętości, można było dołączyć sprawę piątki do procesu beatyfikacyjnego polskich męczenników drugiej wojny światowej. Ks. Musielak cztery ostatnie lata życia spędził w domu salezjańskim przy ul. Wronieckiej, zmarł pół roku przed wyniesieniem na ołtarze swoich wychowanków.


Uroczystej beatyfikacji wszystkich męczenników dokonał 13 czerwca 1999 r. w Warszawie Ojciec Święty Jan Paweł II, podczas swojej podróży apostolskiej do Polski. Pośród 108 wyniesionych wówczas na ołtarze jest 9 świeckich. 5 spośród nich to wychowankowie oratorium salezjańskiego przy ul. Wronieckiej w Poznaniu. W kościele pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Poznaniu są czczeni jako ci, którzy orędują za młodymi ludźmi, którzy oddalili się od Boga i Kościoła, wypraszając łaskę powrotu do wierności Chrystusowi, a na stronie internetowej magazynu „Don BOSCO” znajduje się księga próśb i podziękowań za łaski otrzymane przez ich wstawiennictwo.

 

ks. Andrzej Godyń SDB

 



[1]„O dzięki Kochanemu Bogu, że nam pozwolił uczęszczać do Oratorium, tam to zahartowaliśmy naszego ducha. Zostań z Bogiem, M. W. Wiernych i św. J. Bosko”. F. Kęsy, List do kl. Musielaka z 13.05.1942 r.; „Właśnie dzisiaj to jest 24. w dzień Matki Boskiej Wspom. dostałem Wasze listy i dzisiaj przychodzi mi się rozstać z tym światem. (…) Wiem, że Maryja Wspomożycielka Wiernych, którą czciłem całe życie wyjedna mi przebaczenie u Jezusa”. Cz. Jóźwiak, List z 24.08.1942 r.; „Do zobaczenia w Niebie z Matuchną, Jezusem i św. Janem Bosko”. E. Klinik, List z 24.08.1942 r.; „We Wronkach (...) postanowiłem żyć inaczej, tak jak nakazał nam ks. Bosko, aby się Bogu podobać i Jego Matce.” E. Kaźmierski, Gryps z 8.05.1942 r.

[2] Istnieje rozbieżność, co do przydziału Jóźwiaka. Według relacji Henryka Gabryela zaciągnął się do Wojska Polskiego w Jarocinie i walczył w bitwie nad Bzurą. Według Encyklopedii Konspiracji Wielkopolskiej był w kolumnie PW (Przysposobienia Wojennego), która dołączyła do Batalionu PW (raczej Obrony Narodowej) „Koronowo”.

[3] Kolumna taka (ta?) wyruszyła z Poznania 5 września. Dni klęski, dni chwały. Wspomnienia Wielkopolan 1939, ed. E. Makowski, K. Młynarz, Wydawnictwo Poznańskie 1970, s. 209.

[4]Jóźwiak mógł znać Masłowskiego ze szkoły i organizacji harcerskiej „Hufce Polskie”. Wraz z nim do NOB zostali zwerbowani Hieronim Jendrusiak i Marian Kiszka, którzy zostali skazani i straceni razem z piątką.

[5] „Jak doszło do włączenia się tych chłopców do działalności konspiracyjnej w Poznaniu? Otóż Czesław Jóźwiak, syn aspiranta polskiej policji kryminalnej, a w czasie wojny również pracownika niemieckiej policji kryminalnej, miał krewnego wybitnego działacza harcerskiego w obrębie Starego Miasta, Witolda Jóźwiaka „Ćwika”. Ta grupa rozpoczęła już w październiku 1939 r. organizować harcerzy z obrębu hufca Stare Miasto. Byli to pierwsi harcerze katoliccy w Poznaniu. Ponieważ miejscem spotkań tychże harcerzy, a również chłopców z oratorium salezjańskiego, było mieszkanie państwa Masłowskich przy ulicy Krętej 6 w Poznaniu – było to dokładnie naprzeciw głównego lokalu Narodowej Organizacji Bojowej – bardzo wcześnie doszło do kontaktu. Głównie chodziło w tym okresie o kolportowanie pism i ulotek.” Marian Woźniak w: Sz. Szczykno, Chłopcy z Wronieckiej, cit.

[6] Do jednej celi trafili Klinik z Kęsym.

[7] O rozdzieleniu decydowała litera alfabetu, na jaką zaczynało się nazwisko. Osoby o nazwiskach rozpoczynających się od litery z pierwszej połowy alfabetu były kierowane do Neuköln, z drugiej do Spandau.

[8] E. Kaźmierski, Gryps z 8.05.1942 r., F. Kęsy, Gryps z 8.05.1942 r.

[9] Wraz z nimi zostali skazani na i ponieśli śmierć za tę samą działalność Hieronim Jendrusiak i Marian Kiszka, przynależący do konspiracyjnej grupy Jóźwiaka oraz Bogdan Wysocki.

[10] „Don Bosco. Magazyn salezjański”, 6/2002 s. 8.

[11] J. Wojciechowski, List z 19.10.1941 r.

[12] „Dzisiaj mając już za sobą duży okres szkoły życiowej, patrzę inaczej na świat, gdyż więzienie bardzo zmienia człowieka. Dla niejednych staje się szkodliwym, dla innych zbawiennym. Ja i moi koledzy możemy powiedzieć, że dla nas jest i będzie tym drugim.” E. Klinik, Gryps do siostry z 8.05.1942 r. „Właśnie we Wronkach doszedłem do porozumienia ze sobą. Tam się poznałem i zauważyłem jak dużo mi brakuje, aby być dobrym synem X. Bosco”. E. Kaźmierski, Gryps z 8.05.1942 r. „Tu odprawiam może jedyne w mym całym życiu rekolekcje, w których rozważam nie tylko minioną mą przeszłość, ale i zastanawiam się nad życiem moim przyszłym ziemskim jak i pozagrobowym. Bo czy będę kiedyś miał jeszcze taką okazję, wątpię.” J. Wojciechowski List z 24.08.1941 r.

[13] Wspomnienia wychowanków, cit., ss. 36, 47.

Komentarze

anonim2012.08.24 21:12
<p>Trzeba o nich m&oacute;wić. Wspaniały przykład dla młodych.</p>
anonim2012.08.24 21:43
<p>New Day - \"Litania\": http://www.youtube.com/watch?v=H-Vv_jQLV2Y</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.08.24 21:44
<p>Tekst utworu \"Litania\" zespołu New Day dostępny na stronie: http://www.newday.com.pl/pl/index.php?tytul=download&amp;tresc=download</p> <p>&nbsp;</p>
anonim2012.08.24 22:59
<p>Marysia, \"masy\" starych męczennik&oacute;w są jeszcze większe. I jak je \"traktowałaś\"? Po prostu modlisz się do twoich ulubionych świętych.</p>
anonim2012.08.25 9:18
<p>To nie są bezimienne \"masy\". W każdej takiej grupie męczennik&oacute;w są konkretne postacie, każdy ma swoje imię, swoją twarz, swoją historię. Wystarczy zadać sobie trochę trudu i poszukać... A wtedy można znaleźć kogoś, kto nam szczeg&oacute;lnie jest bliski.</p>