Jednym z przejawów pogłębiającego się kryzysu w systemie opieki zdrowotnej jest zamykanie kolejnych oddziałów położniczych w polskich szpitalach. W ub. roku zamknięto 26 takich oddziałów. Odpowiedzią rządzących jest rozporządzenie wprowadzające całodobowe dyżury położnych w szpitalach, w których zamknięto oddział położniczy. Mają tam powstać tzw. pokoje narodzin. Pomysł skomentował w wywiadzie dla Gościa Niedzielnego prof. Bogdan Chazan, ceniony ginekolog i położnik.

- „To rozwiązanie powinno dotyczyć wyłącznie sytuacji nagłych i nieprzewidzianych, kiedy naprawdę nie ma innego wyjścia. I bardzo ważne jest, by w miejscach, gdzie te zmiany będą wprowadzane, rzetelnie informować lokalną społeczność, na czym one polegają i jakie niosą konsekwencje. Nie może powstać wrażenie, że to jest standardowa, bezpieczna alternatywa dla oddziału położniczego”

- podkreśla lekarz.

- „Bo to nie jest ani bezpieczne, ani optymalne. Twierdzenie, że porody na SOR-ach poprawią bezpieczeństwo matek i noworodków, jest nieprawdziwe. Takie rozwiązanie mogło je wyłącznie pogorszyć”

- zaznacza.

Pierwotnie porody miały być przyjmowane na SOR-ach lub izbach przyjęć, teraz mówi się o „pokojach narodzin”.

- „Zmiana jest niewielka, kosmetyczna. Ot, kobiety nie będą rodzić obok pacjentów ze złamanymi nogami i pijanych. Przynajmniej w teorii, bo praktyki przecież nadal nie znamy. Sam pomysł pokoju narodzin można by rozważać jako krok w dobrym kierunku, ale tylko pod warunkiem spełnienia podstawowych wymogów, o których zapomniano: koniecznej obecności ginekologa-położnika, czynnego przez całą dobę bloku operacyjnego z anestezjologiem i realnej możliwości wykonania cięcia cesarskiego”

- wymienia ekspert.

- „Do tego powinno być USG na miejscu, KTG, inkubator stacjonarny, bo przecież poród wcześniaczy może zdarzyć się w każdej chwili. Matka powinna mieć potem możliwość pobytu z noworodkiem, być pod stałą opieką ginekologa-położnika i doświadczonej położnej. Nie może jeździć po bliższych czy dalszych okolicach. Godny poród to także możliwość opieki laktacyjnej, doradztwa w tym zakresie. Bez tego wszystkiego nadal mówimy o zagrożeniu, a nie o bezpieczeństwie”

- dodaje.

Prof. Chazan zwraca też uwagę, że choć w Polsce mamy świetnie wyszkolone położne, to w przypadku powikłań „nawet najlepsza położna nie zastąpi lekarza ginekologa”, a „poród może się powikłać w każdym momencie”. Wówczas położna „nie zrobi cesarskiego cięcia, nie jest też w stanie wydobyć dziecka operacyjnie z dróg rodnych, gdy na cesarskie cięcie jest za późno”.

Red. Agata Puścikowska zwróciła uwagę, że środowiska feministyczne, które organizowały protesty po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, dziś w żaden sposób nie protestują.

- „(…) środowiska feministyczne nie bronią dziś matek, tylko ideologii. Przez lata powtarzano, że z powodu sytuacji prawnej w zakresie aborcji kobiety umierają. Nie udowodniono jednak ani jednego przypadku. Dziś natomiast umierają trzy matki w szpitalach z wielu powodów – i panuje cisza. Jakby śmierć kobiet przestała być problemem”

- zauważa prof. Chazan.

Lekarz zwraca uwagę, że w Bielsko-Białej najprawdopodobniej doszło do śmierci kobiety właśnie przez brak lekarza.

- „Opisywany szeroko przypadek z Bielska-Białej wskazuje, jak się wydaje, na nieprawidłową organizację pracy, brak lekarza (!), nieumiejętność personelu medycznego radzenia sobie w trudnej sytuacji – co skończyło się zgonem matki. A teraz wydano rozporządzenie, które z góry zakłada brak lekarza przy porodzie. Kobietom wmawia się, że to dobre i bezpieczne rozwiązania. A co, jeśli dojdzie do nagłych powikłań? Przecież to bardzo częste”

- podkreśla.