Kierowany przez Maziarskiego "Newsweek" już dawno temu opisał problem "sekty smoleńskiej". Teraz duchowy kompan kanapowców z jednego z prawicowych portali (piękny sojusz!) rozwija twórczo swoje przemyślenia na temat groźnej herezji smoleńskiej. I robi to w wystrzałowy sposób. „Tak rodzi się religia. W emocjach, histerii, z błyskiem fanatyzmu w oczach. Z neoficką żarliwością, niepojętą dla tych, którzy stoją z boku i nie dają się unieść nurtowi. Postronni nic nie rozumieją. Bezradnie spoglądają na rozgorączkowane tłumy, na oczy wzniesione ku niebu, na ręce splecione do modlitwy. Na transparenty, święte znaki, na kapłanów nowego wyznania, którego świątyniami są kluby „Gazety Polskiej". Niepojęte. O co tym ludziom chodzi? Dlaczego z pełną powagą i głębokim przekonaniem głoszą tezy jawnie absurdalne i nielogiczne? Dlaczego nagle ulegli atakowi szaleństwa?”- pisze Maziarski, który zapewnia, że jego tekst nie jest ironią. „Fundamentem sekty smoleńskiej, która przebojem wdarła się do polskiego życia publicznego, jest przeżycie o charakterze religijnym, nie politycznym. To dlatego nie sposób prowadzić z jej członkami racjonalnej dyskusji”.
„Nie można powstrzymać szerzenia się nowej religii, bo wiara nie ustępuje przed rozumem. Żaden racjonalny argument nie przekona wyznawców, że są w błędzie. Rozum mówi: nie było zamachu, dobrze znamy fakty i przebieg wypadków w sekundach poprzedzających katastrofę. Jednak główny kapłan i apostoł nowego wyznania Jarosław Kaczyński odpowiada: Coraz więcej przemawia za tym, że katastrofa była zamachem. I wierni klękają w nabożnym milczeniu. Biada śmiałkowi, który odważyłby się w tej chwili sprzeciwić”- zauważa Maziarski i na główne danie tekstu serwuje prawdziwy majstersztyk. „Oczywiście nie wszystko odbywa się spontanicznie. Kapłani nowej religii dbają o umocnienie sekty, wskazując na zewnętrzne siły zła, które zagrażają duszom wiernych. Smoleński szatan ma twarz Donalda Tuska. A smoleński Chrystus? Został zdradzony o świcie. Ukrzyżowan umarł i pogrzebion we wraku tupolewa zstąpił do piekieł. Na razie wciąż jeszcze tam przebywa. Na cud trochę za wcześnie, dusze i umysły wiernych nie są jeszcze gotowe, by zaakceptować tę dobrą nowinę. Ale i to się przecież zmieni, wystarczy poczekać. Może już za rok dopiszemy: „trzeciego roku zmartwychwstał i wstąpił na niebiosa".
Komentować? Po co? Skomentujcie sobie Państwo sami.
Ł.A/Gazeta Wyborcza

