- To, co zostało z planów reformy edukacji to kwintesencja katastrofy – mówi portalowi Fronda.pl Karolina Elbanowska z Ratuj Maluchy. To ta organizacja zrealizowała akcję wysyłania do premiera Donalda Tuska i minister edukacji Katarzyny Hall, rodzinnych zdjęć i pluszowych miśków z podpisem "Nasze dzieci to nie zabawki". W ten sposób rodzice chcieli przypomnieć politykom, że ich decyzje dotyczą konkretnych osób. Na niedzielę zaplanowano wiec protestacyjny przeciwko planowanej reformie edukacji.

- Ustawa, którą proponuje rząd, to mydlenie oczu społeczeństwu. W praktyce okazała się czymś zupełnie innym niż obiecywano - mówi Elbanowska. - Przede wszystkim zabrano lwią część funduszy na nią przeznaczonych: z planowanych 347 milionów zostało 40. Realizację reformy zrzucono na samorządy, które nie są przygotowane i same nie wiedzą, czego się mogą obecnie spodziewać - objaśnia.

Ustawa o systemie oświaty została przegłosowana 23 stycznia. Pracę nad nią zakończył również Senat. Oznacza to, że przez najbliższe trzy lata dzieci, które ukończyły sześć lat i chodziły do przedszkola, będą mogły pójść do szkoły. Te, które do przedszkola nie uczęszczały, będą musiały uzyskać pozytywną opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej. Niestety tam, gdzie nie ma przedszkoli, czyli w co trzeciej gminie w Polsce, pięciolatki trafią bezpośrednio do szkół. Czy szkoły są na dzieci przygotowane?


- Przede wszystkim nie są na nie przygotowane przedszkola – mówi Elbanowska. W praktyce wygląda to w ten sposób, że dla trzy- i czterolatków nie będzie miejsca w przedszkolach, które i tak obecnie są przepełnione. Dyrektorzy będą musieli najpierw przyjmować pięciolatki. Dzieci sześcioletnie będą niemal siłą wyrzucane z przedszkoli.

- Fakt, że w szkole jest zerówka, nie oznacza wcale, że jest to miejsce odpowiednio dostosowane – dodaje koordynatorka akcji. - Szkoły nie mają często podstawowych sprzętów dla najmłodszych dzieci, nie mówiąc o osobnych wejściach, łazienkach czy dywanikach potrzebnych maluchom. To, co mówi pani minister, że szkoły są gotowe, to niestety nieprawda. Reforma to eksperyment na najmłodszych członkach systemu edukacyjnego i to przeprowadzany najmniejszym kosztem.

Zaproszenie na wiec wysłano do premiera oraz minister edukacji. Rodzice napisali w liście do polityków: "Jeszcze w listopadzie 2008 roku rząd przewidywał wzrost na poziomie 5 proc. PKB, teraz mówi o 1,5 proc. i 20 mld oszczędności. Od listopada stoi większość hut, brakuje gotówki w bankach, nad wieloma zakładami pracy ciąży widmo bezrobocia. Rosną napięcia społeczne. Nie jest to dobry czas na przeprowadzanie tak wielkich reform. Bardzo prosimy, aby premier wykazał się w tak poważnej sytuacji roztropnością i nie podejmował decyzji, których nieodwracalne skutki poniosą najmłodsi obywatele. Jest jeszcze czas na powstrzymanie reformy, która w rzeczywistości będzie eksperymentem na tysiącach dzieci i ich rodzinach".

Wiec odbędzie się dzisiaj, czyli 15 lutego o godz. 13.00 na Placu Bankowym w Warszawie.


Agnieszka Jaworska


Zobacz także:

2012 - piłkarze na stadiony, sześciolatki do szkół

Strona internetowa www.ratujmaluchy.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »