Wbrew pojawiającym się w mediach niesprawdzonych i nieprawdziwych informacjach, jakoby niektóre regiony kraju popierały ekspansywne dążenia Władimira Putina, czy wręcz zamierzano wkrótce urządzić referendum o przyłączeniu Łatgalii (dawne Inflanty Polskie) do Rosji, Łotysze konsekwentnie zapobiegają rosyjskim prowokacjom, organizowanym przez rosyjskojęzyczną mniejszość.
Jak podaje tygodnik „The Baltic Times”, przewodniczący ryskiej rady miasta Juris Radzevics z ugrupowania „Honor Służyć Rydze”, nie zgodził się na przeprowadzenie w stolicy Łotwy marszu Rosjan 9 maja br., które miało zorganizować stowarzyszenie „Rodzina”. Wiec negatywnie zaopiniowała także policja, obawiając się zamieszek.
W zgromadzeniu miało wziąć udział także stowarzyszenie Rosyjskich Kozaków. Jest to radykalna organizacja, która gromadzi rosyjskich radykałów, w których szeregach według służb są nawet osoby biorące wcześniej udział w konfliktach zbrojnych i walczące po stronie Rosji. Władze Rygi spodziewali się, że Kozacy będą ubrani w wojskowe mundury i będą dążyć do konfrontacji z mieszkańcami miasta. Wcześniej, Kozacy na Ukrainie otwarcie wypowiadali się po stronie Rosji.
Ponadto obawiano się także, że stowarzyszenie „Rodzina” będzie chciało używać flag ZSRR oraz Łotewskiej SRR. Prasa przypomina, że używanie symboli sowieckiego totalitaryzmu, jak i symboli nazistowskich jest zakazane przez łotewskie prawo. Radni stwierdzili więc, że tego typu incydenty mają jedynie na celu dzielenie Łotyszy i antagonizowanie nastrojów, co może być ukrytym celem Kremla. Przeciwko demonstracjom wypowiadali się także parlamentarzyści i osoby publiczne, w tym znana poetka Liana Langa, która osobiście napisała list do szefa policji, aby zakazał zgromadzenia.
Warto zaznaczyć, że stolica Łotwy jest jedyną stolicą w Europie, która jest rządzona przez rosyjską mniejszość. Stowarzyszenie „Rodzina” próbowało wykorzystać ten fakt, kolportując wcześniej zaproszenia na marsz, pisząc, że 60 proc. mieszkańców Rygi to etniczni Rosjanie, czas więc wziąć sprawy swoje ręce. Tymczasem władze ostatecznie zakazały zgromadzenia, przypominając, że według oficjalnych danych zaledwie 26,9 proc. mieszkańców ma związki z Rosją i nie jest to najlepszy moment na wyprowadzanie ludzi na ulicę pod sowieckimi sztandarami.
Tomasz Teluk
