Publicysta dziennika Piotr Gursztyn zauważył, że redaktor naczelny "Newsweeka" miał kiedyś podobne poglądy, jak te za które dziś krytykuje swojego niedawnego podwładnego.
"(...) nadpobudliwość powoduje, iż Lis nie pamięta wszystkich swoich zakrętów, przyjaźni, nieprzyjaźni i wypowiedzianych słów. – W zależności od kontekstu bardzo zmieniają się znaczenia słów i pojęć – wyznał szczerze w naprędce napisanym tekście poświęconym „podłościom" Szymona Hołowni. Kontekst się zmienił w przypadku Hołowni. Do poniedziałku był fajnym facetem i cenionym felietonistą. Ale w poniedziałek Hołowni nie spodobała się okładka „Newsweeka". Więc zabrał zabawki, grzecznie się pożegnał i poszedł w swoją stronę. Przestał wtedy być fajnym chłopakiem i cenionym felietonistą" - pisze Gursztyn. "Hołownia dowiedział się, że jest 'redaktorem na etacie oświeconego katolika' (czyli kimś takim, jaki był Tomasz, gdy prezentował swoją osobę w książce „Nie tylko Fakty")" -ironizuje publicysta "Rzeczpospolitej".
Gursztyn przypomina, że Lis deklarował sie jeszcze niedawno jako wychowanek o. Macieja Zięby, a także - przez moment - jako zwolennik konserwatyzmu, dekomunizacji, lustracji i walki z patologiami III RP.
"Tomasz Lis zaprezentował nam się właśnie jako nauczyciel nonkonformizmu. Poruszające. Jeszcze bardziej niż gdyby zaprezentował się jako nauczyciel kultury, elegancji i dobrych manier. Ale pewnie i tego się doczekamy" - puentuje publicysta.
AM

