Obecnie kwestia zniesienia kary za aborcję jest przedmiotem powszechnego referendum. Gdyby jego wynik był nieprzychylny prawnej ochronie życia, książę Lichtensteinu może odmówić jej podpisania, bez czego projekt prawa nie może wejść w życie.


Wcześniej swój sprzeciw wobec planów legalizacji aborcji wyraził parlament księstwa. W głosowaniu tylko 7 z 25 jego członków głosowało za tym rozwiązaniem. Nadal obowiązuje prawo, wedle którego aborcja wykonana na terenie Lichtensteinu albo przez jego obywateli za granica podlega karze do roku więzienia.


W sprzeciwie księcia wobec proaborcyjnych planów szczególne znaczenie ma kwestia dzieci niepełnosprawnych, które w myśl projektu mogłoby być zabijane aż do chwili narodzin.


Polski parlament powinien brać przykład od rządu księstwa Lichtenstein w kwestii prawnej ochrony życia nienarodzonych. Patrząc na postulaty polskich środowisk aborcyjnych, na ich pełne morderczego jadu wrzaski, może należałoby wprowadzić takie sankcje jakie ma Lichtenstein: więzienie za dokonanie aborcji oraz za próbę zabicia nienarodzonego człowieka?


Philo/lifesitenews/wiara.pl