Na podstawie obserwacji zachowań środowiska lewicy, które tak zajadle atakuje Kościół za wyważone stanowisko wobec tzw. uchodźców i tak zacięcie krzyczy o otwartości i multikulti, można wnioskować, że zapomnieli o tym, że w islamie "niewierny" to nie tylko chrześcijanin, którego - według nich - można atakować. To także gej, czy lesbijka, o czym po raz kolejny mogliśmy się przekonać we wczorajszym dniu.
Jeden z głównych działaczy ruchu LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender) i dziennikarz jedynego w Bangladeszu magazynu o tej tematyce, został zamordowany. Według informacji policji, w ataku, do którego doszło w mieszkaniu wydawcy, zginęła też druga osoba. Trzecia została ranna
Xulhaz Mannan walczył o prawa mniejszości seksualnych w kraju. Był także pracownikiem amerykańskiej ambasady. Zaledwie dwa dni wcześniej w mieście Bagmara przy granicy z Indiami, został zamordowany profesor uniwersytecki, który miał promować ateizm. Do ataku przyznało się wówczas Państwo Islamskie.
Wielokrotnie atakowani byli też przedstawiciele mniejszości religijnych - głównie chrześcijanie i hinduiści. Bo "niewierny" to każdy, kto nie czci Allaha.
gb/polsatnews.pl
