Lektura tej książki niewątpliwie nie była stratą czasu. Rosenberg ze swadą pokazuje korzenie ruchu syjonistycznego, wskazuje na jego nieżydowski (a przynajmniej nie związany z tradycyjną żydowskością) charakter, a także na fakt, że wielu z jego twórców w istocie było już Niemcami czy Austriakami, przyjmującymi pełen zestaw niemieckich stereotypów antysemickich. Mocne są także fragmenty pokazujące pierwsze lata syjonizmu w Palestynie, a także spory między jego ojcami założycielami. Interesujące dla człowieka wierzącego jest także postrzeganie religii przez kompletnie zlaicyzowanego Żyda, dla którego ludzie religijni (niezależnie od wyznania czy religii) pochodzą niemal z innej planety. Warto tę książkę przeczytać także ze względu na informacje o tym, jak Izrael wywłaszczał Arabów z ich ziemi, i jak przez lata ich traktował. Tu jednak zachować trzeba sporą ostrożność, autor bowiem przyjmuje całkowicie jednostronną, palestyńską opcję, nie próbując nawet zrozumieć strony izraelskiej.
Wszystkie te zalety nie mogą jednak przesłonić jednej, podstawowej wady. Otóż istotą zarzutu Rosenberga wobec Izraela jest to, że jego twórcy zamiast budować jakąś ogólnoludzką, lewicową utopię, w której Żydzi i Palestyńczycy żyliby we wspólnocie, wybrali budowanie państwa żydowskiego. Jakby tego było mało – gdy Palestyńczycy zaczęli domagać się wyparcia ich do morza – oni nie tylko się na to nie zgodzili, ale zaczęli się bronić (jest faktem, że czasem w okrutny sposób). Godne pogardy są także dla Rosenberga idee mesjanistyczne, pragnienie odbudowania Świątyni, przekonanie, że Ziemia Izraela jest niepodzielna, a także każda ideologia prawicowa, niezależnie od tego, czy religijna czy nie. Godna polecenia jest natomiast współpraca z wrogami własnego państwa (sam Rosenberg, choć jest Żydem, pozostawał współpracownikiem organizacji propalestyńskich, a jeden z cieplejszych rozdziałów książki poświęcony jest Żydowi, który stał się jednym z ważniejszych liderów Organizacji Wyzwolenia Palestyny). Szokujące jest także w tej książce to, że jej autor, powtarzając argumenty strony palestyńskiej, w zasadzie nie uwzględnia lub marginalizuje argumenty strony izraelskiej. Ta ostatnia nigdy nie ma dla niego racji, jest faszystowska, antyhumanistyczna i niedemokratyczna (ciekawe, że podobne określenia nie padają w odniesieniu do organizacji palestyńskich).
Jeśli do tego dodać nieustanne narzekanie na rabinów i judaizm (a także na fundamentalistyczną prawicę chrześcijańską) i lekko tylko skrywaną pogardę dla syjonistycznych wyznawców judaizmu – to otrzymamy typową książkę o swoim kraju napisaną przez lewaka (bo nawet nie lewicowca). Taką, jakich pełno. Zaskakuje tylko to, że w Polsce tak mocno antyizraelską, a momentami także antysemicką książkę, wydaje dość jednak lewicowe wydawnictwo Czarne, jakby nie dostrzegając, że praca ta może być mocnym paliwem dla zarówno prawicowych, jak i lewicowych antysemitów w naszym kraju.
Tomasz P. Terlikowski
G. Rosenberg, Kraj utracony. Moja historia Izraela, tłum. M. Haykowska, Wołowiec 2011, ss. 606.

