Jeśli wierzyć spekulacjom, to nowym ministrem zdrowia może zostać Bartosz Arłukowicz, z wykształcenia lekarz. W kancelarii premiera pełnił dotychczas funkcję pełnomocnika rządu ds. osób wykluczonych. Sam zainteresowany na razie nie chce komentować doniesień o szykowanej dla niego ministerialnej tece. Spekulacje ucina zapewnieniem, że na razie robi swoje i kończy zadania w kancelarii premiera.
Jednak, gdyby został ministrem, możemy spodziewać się rewolucyjnych zmian. Arłukowicz chętnie wprowadziłby na przykład refundację zapłodnienia in vitro, bo jego zdaniem państwo powinno płacić za takie zabiegi.
- Ja uważam, że in vitro jest skuteczną metodą leczenia niepłodności. Niepłodność jest chorobą, która dotyka sporej grupy ludzi. Jeśli coś jest skuteczną metodą, to ja jako lekarz muszę ją promować. Jestem zwolennikiem in vitro i w zależności od możliwości budżetowych tego, żeby ludzie mieli dostęp do in vitro niezależnie od tego, jaki status majątkowy prezentują. Nie można ideologizować in vitro. To jest po prostu medycyna. Ja rozumiem, że to wzbudza emocje, ale przecież nikt nikogo nie zmusza do stosowania in vitro. Ludzie, dla których in vitro jest metodą nie mieszczącą się w granicach ich wartości moralnych i etycznych, nie muszą tego stosować. Ale nie można tego zabronić innym - podkreślał Arłukowicz.
Wśród kandydatów na nowego ministra zdrowia wymieniani są też dotychczasowy wiceminister w resorcie Jakub Szulc z PO a także b. minister zdrowia Marek Balicki z SLD. W środę premier ma przedstawić swój plan dotyczący powołania rządu. Politycy Platformy twierdzą, że Tusk będzie chciał maksymalnie wykorzystać terminy konstytucyjne.
eMBe/Wyborcza.pl

