- Obecnie ścierają się ze sobą dwie koncepcje przyszłości Europy. Koncepcja federacyjna Europy to koncepcja, która zakłada, że powstanie coś w rodzaju państwa ponad narodowego. Instytucje europejskie takie jak Parlament Europejski czy Komisja Europejska będą odgrywały decydująca rolę i one będą przede wszystkim rządziły Europą.

 

Druga koncepcja dotyczy tzw. konceptu mocarstw i wtedy w Europie decydującą role będą miały państwa najsilniejsze, teraz to jest tzw. duet „Merkozy”. Między tymi dwoma koncepcjami jest napięcie. Jak się słyszy niemieckich polityków europejskich, to nawet oni się źle wypowiadają o tej koncepcji dominacji kanclerz Merkel. Chcą mieć coś do powiedzenia jako politycy ponadnarodowi.

 

Z polskiego punktu widzenia to ani jedna koncepcja ani druga nie jest dobra. Na obu tracimy. Nasza rola jest marginalizowana. Poza tym pomysł federacyjny nie pojawił się dziś. Joschka Fischer, słynny lewacki awanturnik i kontestator, a potem minister spraw zagranicznych Niemiec wystąpił z takim wykładem jako pierwszy z głównych polityków europejskich. Jednak te pomysły można znaleźć jeszcze u ojców założycieli Unii Europejskiej, u Schumana jest to jednak bardziej delikatne. W Krakowie głosowałoby się na Portugalczyka czy Włocha, którzy mieliby nas reprezentować. Nie ma tutaj jednak europejskiego ludu, demosu.

 

Przyszły przewodniczący Parlamentu Europejskiego socjalista Martin Schulz, niezwykle krytycznie wypowiada się o rządzeniu Europą przez kanclerz Merkel, bo wolałby aby rządziły Europą instytucje europejskie. Z tego jednak i tak wynika, że rządzić Europą będą państwa najsilniejsze jak Niemcy i Francja. To tak jak w polityce, że władza jest w rekach najsilniejszych. Tu nie jest tak, że broniąc się przed wpływem niemieckim uciekamy w federację, bo i tak oni będą rządzić federacją.

 

Tu nie jest tak, że jest kryzys i mówi się o takiej integracji. Wcześniej też było to poruszane. Liczą na to federaliści, bo chcą mieć większą władzę i liczą mocarstwowcy, bo dla nich realizacja większej integracji jest zwiększeniem wpływów. Społeczeństwa jednak niekoniecznie sprzyjają takim koncepcjom. Nawet społeczeństwa Niemiec czy Francji, bo uważają, że to oni opłacają tego typu interes. Politycy są jednak tym zainteresowani.

 

Inne państwa? Anglia jest niechętna federacji Europy. Węgrzy i Czesi też nie bardzo. Tylko polscy politycy się wyrywają, przy poparciu elity i części społeczeństwa, która nie ma dużej wiedzy o co w tym chodzi. Może to domena polskiej historii, że jako państwo chcemy być tak mało suwerenni?

 

Not. Jarosław Wróblewski