Kurtyka, która w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" przekonuje, że "tropy wiodą do Rosjan" podkreśla też, że sama publikacja "Rossijskajej Gazety" świadczy o autentyczności tych materiałów. Gazeta kilka dni temu napisała, że źródłem zdjęć są rodziny ofiar, z czym wdowa po b. prezesie IPN zdecydowanie się nie zgadza.


- Jakikolwiek odnośnik do rodzin ofiar w tym kontekście jest po prostu śmieszny i jest przejawem głupoty. Tekst ma za zadanie mącenie ludziom w głowach, ale opiera się na tak oczywistym kłamstwie, że nie wiem, po co został wytworzony - mówi.

Kurtyka podkreśla też, że niemożliwe jest też, by zdjęcia wykonali członkowie komisji Millera bądź inni Polacy będący w Smoleńsku.

- Wiemy, że służby rosyjskie zabierały aparaty, kamery osobom próbującym robić zdjęcia. Ponadto nie sądzę, by ktoś z Polaków miał w tym okresie tak swobodny dostęp do miejsca katastrofy - twierdzi.

Wdowa po Januszu Kurtyce podkreśla też, że publikacje nie są łatwe dla rodzin ofiar katastrofy. - Czasami odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z celowym pastwieniem się nad nami. Tak to odczuwam. Niestety takie zachowanie nie dotyczy tylko rosyjskich instytucji - mówi.

Podkreśla też, że zdjęcia mają dużą moc emocjonalną i dowodzą, że samolot nie lądował na bagnistym terenie, ale rozpadł się na tysiące kawałków.