01.11.18, 10:00

Ks. prof. Robert Skrzypczak: Święto Wszystkich Świętych to odblask Wielkanocy

Szanujemy tradycje i sposób wyrażania kultury przez innych, ale powiedzmy jedzenie na grobach, tak jak się robi na Wschodzie, czy rozlewanie koniaku na grobowcu jak robią Romowie, jest nam trochę obce.


Jak powinniśmy przeżywać święto Wszystkich Świętych? Radośnie czy smutno - końcu w polskiej tradycji odwiedzamy wtedy groby bliskich zmarłych.

My mamy troszkę inny sposób wyrażania radości w kulturze polskiej czy europejskiej w stosunku na przykład do Latynosów. Wszystkich Świętych to jest święto, które dla chrześcijanina, który kiedykolwiek w jakikolwiek sposób doświadczył radości paschalnej, będzie związane z Wielkanocą, ze Zmartwychwstaniem Chrystusa. Dlatego, że Wszystkich Świętych jest jakby refleksem, odblaskiem tego, że Chrystus zmartwychwstał.

Zmartwychwstał dla nas, pokonał śmierć, śmierć została zniszczona. Jeśli ktoś kiedykolwiek przeżył radość Wigilii Paschalnej, radość spotkania z Chrystusem, zwycięzcą śmierci, w różny sposób – czy to było poprzez przebaczenie grzechów, czy poprzez odnalezienie na nowo nadziei, radości życia, pojednania się z innymi, to wtedy też będzie inaczej spoglądał na ten wycinek życia ludzkiego jakim jest śmierć. Jeśli nie będziemy mieli nadziei to będziemy robić wszystko, żeby życie jak najbardziej odseparować od śmierci. Śmierć staje się czymś obcym wtedy, czymś co trzeba przenieść do innego wymiaru. I albo ludzie to robią banalizując śmierć, przenosząc ją do świata wirtualu, gier komputerowych, baśni, mitów, albo śmierć jest tak udramatyzowana, że staje się koszmarem, czymś czego człowiek boi się dotknąć nawet intuicją, myślą.

Natomiast jeśli my wierzymy i przyjmujemy, że Chrystus przyjął w całości człowieczeństwo, przeżył je od samego poczęcia, aż do śmierci na krzyżu, to znaczy że każdy wycinek, każdy centymetr życia ludzkiego jest przez Chrystusa odnowiony. Tak samo dla nas śmierć będzie pewnym elementem życia, pewnym sposobem przeżywania swojego człowieczeństwa. Niektórzy ludzie wierzący nie raz mi mówili, że śmierć ma wygląd zewnętrzny brzydki tylko dla innych – obserwatorów. Natomiast ten, który umiera nie widzi swojej śmierci tylko przechodzi do innego wymiaru życia, jakby przepływa na inny brzeg. Sam tego doświadczyłem kilka dni temu, kiedy towarzyszyłem mojemu przyjacielowi, bratu, wierzącemu, który chorował na raka i zdążyłem, udało mi się jeszcze z nim, jak się okazuje półtorej godziny przed jego śmiercią, spotkać.

Był spokojny, odmówiliśmy razem koronkę do Bożego miłosierdzia. Był jak to się mówi takim człowiekiem na tak, nastawionym do wszystkiego pozytywnie. Nie miał w sobie jakiegoś lęku. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego kiedy modlimy się razem to on wpatruje się w jakiś punkt u góry. Pomyślałem, że coś dostrzegał na suficie, potem kiedy się dowiedziałem, że Jurek odszedł, to pomyślałem sobie, że on już miał jakieś spotkanie, on już widział coś co dla ludzi żyjących się nazywa śmiercią, a dla człowieka, który sam w tym uczestniczy jest przejściem do innego życia.

Czy kiedy myślimy o świętowaniu nie mylimy tego czasem z imprezowaniem?

Szanujemy tradycje i sposób wyrażania kultury przez innych, ale powiedzmy jedzenie na grobach, tak jak się robi na Wschodzie, czy rozlewanie koniaku na grobowcu jak robią Romowie, czy powiedzmy taniec, czy wykopywanie nawet zmarłych jak robią to na Madagaskarze jest nam trochę obce. Mamy inny sposób świętowania. Chrześcijański sposób świętowania nieraz nie potrzebuje takiego szumnego wyrazu tak jak to robią poganie. Dla pogan świętowanie to jest szaleństwo. Trzeba oszaleć, trzeba stracić głowę, ale po co? Żeby nie myśleć, żeby poddać się jakiejś anestezjologii ludycznej.

Natomiast dla chrześcijanina święto to jest wtedy, gdy jest ono wewnętrzne. Kiedy świętuję? Kiedy przeżywam piękne spotkania, albo kiedy czuję się pojednany. Przypomina mi się teraz przykład ze św. Antoniego Pustelnika, że kiedy on odszedł na pustynię to nie chciał doświadczać jakiegoś heroizmu w sobie. Nie chciał udowadniać sobie, że jest nie wiadomo jak wytrwały i święty. On chciał w sobie doświadczyć na pustyni zwycięstwa Chrystusa w walce moralnej – nad pokusą, nad grzechem. Natomiast w pewnym momencie poczuł potrzebę, żeby z pustyni przenieść się na cmentarzysko i mieszkał przez jakiś czas pomiędzy grobowcami mumii. Wydawałoby się, że to jest kompletne wariactwo, natomiast on sam dotarł do takiego momentu, że potrzebował doświadczyć, przeżyć w sobie zwycięstwo Chrystusa zmartwychwstałego na lękiem przez śmiercią do którego się dokopał, do którego doszedł.

My wszyscy mamy w sobie tę warstwę, wszyscy się boimy, mamy taki lęk metafizyczny przed śmiercią, który dotyczy nie tylko śmierci fizycznej, ale różnych warstw umierania. Zwłaszcza takiego egzystencjalnego związanego z odrzuceniem, z samotnością i przede wszystkim z brakiem miłości. Tutaj, w tym miejscu potrzebujemy spotkania z autorem życia. Z kimś kto życia doświadczył i to w pełni. Tutaj potrzebujemy Chrystusa.

I dlatego jeśli chrześcijanie we Wszystkich Świętych, po przeżytej Eucharystii, czyli po spotkaniu z Chrystusem zmartwychwstałym, idą odwiedzać groby swoich bliskich i kładą tam kwiaty i zapalają znicze to może wiązać się nawet nieświadomie z czymś podobnym, że takiego dnia uczestniczymy w pewnym przywileju, czyli możliwości doświadczenia zwycięstwa Chrystusa w zetknięciu się ze śmiercią najbliższej osoby, albo osoby znajomej.

Przy okazji warto podkreślić też piękną polską tradycję, która sprawia, że cmentarze w dzień Wszystkich Świętych przypominają ogród – piękny ukwiecony i rozpalony światłami ogród. To bardzo pięknie widać nie tylko zboku, ale przede wszystkim z góry, z samolotu, co przypomina też fakt, że w ogrodzie Jezus Chrystus został pochowany i w ogrodzie dał się rozpoznać po raz pierwszy jako zmartwychwstały.

not. ToR

Fronda.pl, 1 XI 2013