Zacznę od prostej konstatacji, tak żeby nie było wątpliwości, że ten tekst nie ma być i nie jest obroną ani ks. Mariusza G., ani tego, że nadal jest on duchownych. Mężczyzna ten nie powinien być księdzem ani dnia dłużej, ponieważ jego skrajna niedojrzałość (a być może głębsze problemy psychiczne) sprawiają, że prawdopodobnie nie był on w stanie ważnie przyjąć święceń kapłańskich, a bezpieczeństwo wiernych wymaga, by uniemożliwić mu dalsze sprawowanie posługi duszpasterskiej. Źle się stało, że tak nie jest. Ale wyciąganie z tego wniosków o całym polskim Kościele czy prezentowanie fałszywej teologii, jak to robi ks. Lemański, jest skrajną nieuczciwością, a także brakiem lojalności wobec instytucji, do której służby jest się powołanym.

 

Sposób, w jaki ks. Lemański napisał tekst, sugeruje jakąś zbiorową odpowiedzialność całego episkopatu za ewentualne błędy, jakie popełniono w sprawie ks. G. (a że popełniono jest dla mnie jasne). Co ma do rzeczy, jaką funkcję pełni w Episkopacie biskup, który go wyświęcił? Episkopat nie jest grupą, która może do czegokolwiek zmusić biskupa, i akurat duchowny wie o tym najlepiej. Nie jest on korporacją, ale wspólnotą równych, z których każdy ma pełną władzę w swojej diecezji i nikomu nic do tego.

 

Żenująco brzmi w ustach kapłana sugestia, że Komisja Bioetyczna Episkopatu powinna wypowiedzieć się w sprawie „narażenia na niebezpieczeństwo śmierci ciężarnej kobiety i doprowadzenia do śmierci nowo narodzonego dziecka”. Czy ksiądz Lemański uważa, że naprawdę Kościół usprawiedliwia takie czyny? Czy jest zdania, że ktokolwiek może mieć w tej sprawie zdanie odrębne? Czy jego zdaniem Komisja Episkopatu może to pochwalić? I wreszcie, czy zdaniem księdza Lemańskiego na temat każdego grzechu, nawet najbardziej skandalicznego, księdza wypowiadać się powinna Komisja Bioetyczna? Akurat w tej sprawie stanowisko Kościoła jest jasne, i tylko czystą złośliwością można tłumaczyć sugestie księdza Lemańskiego, by je przypominać.

 

Pytanie do mnie pominę milczeniem, bo równie dobrze można zapytać, czy ksiądz Lemański, który o sprawie wiedział wcześniej ode mnie i komentował ją w materiale filmowym, już się do nuncjatury udał? Jeśli nie, to może zamiast tracić czas na szkalowanie Kościoła przyjechałby do Warszawy i zajął się działaniem.

 

Najsmutniejsze w tym tekście jest jednak to, że ks. Lemański wykazuje się całkowitą niewiedzą i przy okazji rozważań na temat występowania z Kościoła próbuje sugerować, że z kapłaństwem jest tak samo jak z chrztem, i że nie można go zmyć. To oczywiście prawda, jeśli – o czym duchowny nie raczył był już wspomnieć – jeśli święcenia były ważne. Ale w tym przypadku jest to, niestety, mocno wątpliwie i możliwe jest orzeczenie nieważności święceń. Istnieje też możliwość przeniesienia do stanu świeckiego, tzw. laicyzacji. Nie zmywa to święceń, ale rozwiązuje problem. Wierzę, że Kościół sobie z nim poradzi i ubolewam, że katolicki duchowny zamiast pomagać Kościołowi z niewątpliwego dramatu i niestety nierozsądnych zaniedbań czyni pałkę na instytucję, w której – mam nadzieję – widzi Mistyczne Ciało Chrystusa.

 

Tomasz P. Terlikowski