Co Ksiądz sądzi o liście klubów Tygodnika Powszechnego? Czy to jest dopuszczalna forma dyskusji o sprawach i problemach Kościoła?

Ten list jest histeryczny i mało jasny, żadne problemy nie są w tym liście racjonalnie podejmowane. Środowiska „Tygodnika Powszechnego” z jakiś powodów nie lubią abp Michalika i abp Hosera, stawały też po stronie ks. Lemańskiego. Jeśliby jakieś środowisko katolików chciało racjonalnie pomóc hierarchom w wypracowaniu metod działania to są te wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku podejrzenia o pedofilię. Teraz niedawno zostały przygotowane aneksy do tych wytycznych. I jest to dokument bardzo konkretny – jest tam napisane co rzeczywiście należy robić w sytuacji, gdy ktoś przychodzi do duchownego, do biskupa z oskarżeniem. Oprócz spraw kanonicznych dokument podejmuje też sprawy profilaktyki, tak aby w formacji kapłańskiej takie sprawy były rozpoznane. Myślę, że to jest dokument, nad którym można by się pochylić i rozsądnie z różnych stron go przedyskutować, czy to jest dobry dokument. Jeśli weźmiemy przypadek proboszcza z Tarchomina to on mieści się w wytycznych tego dokumentu. Abstrahuję teraz od postawy  i wystąpień medialnych kanclerza kurii ks. Lipki. „Zero tolerancji” to jest takie hasło i ono jest oczywiście słuszne o ile jest wyrazem woli adekwatnego do sytuacji  rozwiązywania wszelkich tego rodzaju sytuacji. „Zero tolerancji” nie może jednak oznaczać działania na oślep i uderzania siekierką. Kościół przewiduje procedury – ma na uwadze ofiary, ale i oskarżonych, którzy mogą być posądzeni niesłusznie. Przecież nie skazujemy nikogo na podstawie samego oskarżenia. W wytycznych jest taki moment, w którym się mówi, że zawieszenie jest możliwe już wobec samego oskarżenia. Ale oczywiście to „może” to jest danie pewnych możliwości przełożonemu. Ostatecznie jednak zależy to od rozeznania sytuacji – jeśli uważa oskarżenia za słabe, przy czym nie widzi niebezpieczeństwa dla ewentualnych ofiar, to środek nie musi być zastosowany.

Sądzę, że tutaj świeccy katolicy mogliby zainicjować dyskusję wokół tego dokumentu. Tymczasem takie wystąpienia jak list klubów Tygodnika Powszechnego wpisują się w coś co nazwałbym pozorną walką z pedofilią. Oczywiście Kościół ma swoje problemy, z którymi musi się konfrontować i nawet niejednokrotnie konfrontował się źle, były zaniedbania, ale też trzeba pokazywać to co Kościół robi. Choćby warto zobaczyć to co z ramienia Episkopatu robi ojciec Żak, jezuita. Pozorna walka z pedofilią, połączona z agresją wobec Kościoła lub niektórych jego środowisk, nie tyko nie prowadzi do rozwiązania żadnego problemu, a raczej do utożsamienia – Kościół-księża-pedofilia  a poza tym do wojenek personalnych – zresztą ataki na abp Michalika i Hosera dobrze to pokazują.

Warto też jeszcze zauważyć, że w liście, o którym mówimy  jest dość ostry atak na ks. Zielińskiego – naczelnego Tygodnika Idziemy. I ten atak jest dosyć perfidny. Wcześniej atakowano biskupa Hosera, oskarżano go m.in. ustami Lemańskiego o to że molestował księdza, o to że wspierał ludobójstwo i że jest strasznym antysemitą. Teraz abp Hosera nieco się traktuje lepiej, ale zaczęło się domaganie, żeby on pozwalniał teraz różnych ludzi z ks. Zielińskim na czele. Ks. Zielinski, to wybitny kapłan diecezji warszawsko-praskiej i w jego wypowiedziach absolutnie nie było lekceważenia problemu pedofilii. Tego ataki i sugestie uważam za po prostu podłość u ludzi, którzy się mienią otwartymi katolikami. Tu jest też inny problem, który warto poruszyć. W tej dyskusji raz po raz ktoś pokazuje, że problem pedofilii dotyczy wielu środowisk i trzeba go traktować całościowo. To jest od razu traktowane jako próba przykrycia tego co jest złe w różnych strukturach kościelnych. Ale to najgorsza z możliwych interpretacji. Jeśli rzeczywiście chodzi o dobro dzieci, to mówmy o wszystkich zagrożonych dzieciach. W swojej duszpasterskiej pracy nie spotkałem się nigdy z ofiarą pedofilii księdza, natomiast spotkałem się z osobami, które cierpią z powodu takich doświadczeń w dzieciństwie. Wiem, że takie osoby w obecnym porządku prawnym w Polsce na niewiele nie mogą liczyć. Jest tylko bezradność, szczególnie jeśli ta pedofilia ma miejsce w rodzinach, a niestety wydarza się ona najczęściej w szeroko rozumianych środowiskach rodzinnych. Oczywiście abp Michalik – chyba ze zmęczenia – zupełnie nieskładnie wypowiedział się w mediach, ale jeśli spojrzeć życzliwie, to istota jego wypowiedzi jest jak najbardziej celna, ponieważ stara się pytać o różne przyczyny, w tym również o rodzinę. To nie jest ani osłabianie winy księży pedofilów, ani też atakowanie rodziny. Chodzi o to by rozpoznać problem pedofilii szeroko – dla dobra dzieci.

Not. ToR