08.07.16, 21:00

Ks. dr Jan Sikorski dla Fronda.pl wyjaśnia, co mieści się w Kościele Otwartym papieża Franciszka

Joanna Jaszczuk, Fronda.pl: Zbliża się wielkie wydarzenie w Kościele Katolickim, spotkanie Ojca Świętego z młodzieżą z całego świata. W tym roku Światowe Dni Młodzieży odbędą się w naszym kraju. Z tej okazji chciałam z Księdzem porozmawiać o pontyfikacie papieża Franciszka, jak i samej jego postaci. Ojciec Święty Franciszek budzi bowiem wśród Polaków bardzo skrajne emocje. A wszystko za sprawą... mediów, które często zniekształcają wypowiedzi czy gesty papieża. Powoduje to, że z jednej strony środowiska liberalne, lewicujące, z drugiej- tzw. tradycjonaliści katoliccy, konserwatyści... Zaczynają kochać albo nienawidzić Ojca Świętego za słowa, których tak właściwie nie powiedział. Zaczynamy „szarpać się” między sobą o papieża Franciszka, media, które nieszczególnie sprzyjają Kościołowi Katolickiemu mówią czasem wręcz o rzekomym konflikcie między polskimi katolikami, polską prawicą, nawet episkopatem w Polsce; a Ojcem Świętym. Z kolei grupa osób, którą określiłabym może jako „konserwatystów” czy „tradycjonalistów katolickich” niekiedy bardzo ostro poddają w wątpliwość to, czy papież Franciszek jest prawowitym następcą św. Piotra. Jak w tym gąszczu sprzecznych medialnych doniesień może odnaleźć się zwykły katolik, może bez ogromnej wiedzy teologicznej, po prostu człowiek, który czuje się silnie związany z Kościołem Katolickim?

Ks. dr Jan Sikorski: Ponieważ przeżyłem już wiele papieskich wydarzeń na skalę światową, przyznam, że zawsze „czekam” na krytyczne artykuły, uwagi, dyskusje, które by w jakiś sposób osłabiały piękne przeżycie spotkania pasterza ze swoimi owcami-czy to na skalę krajową, czy międzynarodową, czy np. z młodzieżą lub innymi grupami społecznymi. Oczywiście, pojawiają się próby zaniżania wielkiej sympatii, eksplozji miłości, dobroci i piękna, łączących się z tym spotkaniem. Widać tu wyraźnie jakieś zło. To oczywiste, że media mają swoje prawa, zawsze jest to dla nich okazja do wykazania się, wzbudzenia większego zainteresowania. Jednak bardzo często lubią nagłaśniać negatywne wydarzenia, stwarzać problemy i w ten sposób zaniżać naszą wielką radość. Na zasadzie „Ponieważ komuś dobrze się wiedzie, podłóżmy mu nogę- niech się potknie”. Jeżeli chodzi o ocenę Ojca Świętego, to powszechnie wiadomo, że cieszy się ogólną sympatią, popularnością i miłością jako człowiek. Natomiast jako najwyższemu pasterzowi przysługuje mu pewien atrybut nieomylności. W dziedzinie wiary i moralności papież jest nieomylny. Jego słowo jest ostatnie. To zastępca Pana Jezusa na ziemi. Przemawia w sposób autorytatywny. Wypowiedzi papieża, czy to głoszone ex cathedra, czy np. na soborach, ludzie wierzący przyjmują bez dyskusji. Natomiast w konkretnych działaniach, dotyczących życia społecznego, politycznego, doczesnego, Ojciec Święty wypowiada się w sposób, o którym możemy dyskutować. Jego wypowiedzi mogą nam się podobać bardziej czy mniej, mamy prawo mieć zupełnie inne zdanie, jednak nie umniejsza to w żaden sposób autorytetu papieża jako Najwyższego Pasterza, następcy św. Piotra i zastępcy Pana Jezusa na ziemi. Dobrze, że są dyskusje, że są różne wypowiedzi, choć może niekiedy kontrowersyjne. Dyskusje, po pierwsze- są nieuniknione, po drugie- zawsze pobudzają nas do myślenia. A kontrowersyjnych wypowiedzi nie trzeba się bać, każdy ma prawo do swojego zdania, a czyje jest słuszne- pokaże przyszłość.

Już same nagłówki artykułów o papieżu Franciszku bardzo przyciągają uwagę. Na pewnym katolickim portalu zauważymy tytuł: „Papież zmienił formułę Mszy Świętej”, po czym zaczynamy czytać artykuł i okazuje się, że Ojciec Święty odprawił mszę dla osób niepełnosprawnych, a podczas tej mszy służyły osoby niepełnosprawne. Jednak mnie najmocniej uderzył sposób, w jaki jeden z portali przytoczył słowa papieża podczas wizyty w Villa Nazareth. W nagłówku artykułu czytamy: „Papież Franciszek:Ten, kto nie chce przyjąć uchodźców, nie jest chrześcijaninem”. Dalej, w tym samym tytule, autor filuternie pyta: „Co na to polscy katolicy”? Tymczasem papież użył słowa „potrzebujący”, zaznaczył też, że nie ma na myśli imigrantów, zaś kryzys migracyjny jest problemem natury politycznej.

Tego rodzaju nagłówki to już ogromnej miary manipulacja. Nikt z nas nie podważy faktu, że potrzebującym trzeba pomagać. Wiemy, że są uczynki miłosierne względem duszy, względem ciała: „głodnych nakarmić”, „nagich przyodziać”, „podróżnych w dom przyjąć”. I papież oczywiście przemówił w tym duchu.

Natomiast za to, w jaki sposób mamy pomagać i w jakiej mierze- za to odpowiada już świat polityczny. W pewnych przypadkach może być to posunięte do granic absurdalnych, jak- moim zdaniem- czynią to Niemcy, zapraszając wszystkich. Ktokolwiek przyjeżdża z Bliskiego Wschodu, trzeba go przyjąć i to samo Niemcy usiłują narzucić innym krajom. Jednak to już sprawa polityczna i na ten temat papież się nie wypowiada. Pomaganie potrzebującym nie zależy od tego, czy jesteśmy konserwatystami, czy lewicowcami, po prostu- jako ludzie powinniśmy sobie nawzajem pomagać. Jednak pomagać w taki sposób, żeby sobie nie zaszkodzić. Stara zasada „primum non nocere” wciąż obowiązuje w świecie. Jeżeli pomocy będziemy udzielać nieroztropnie, może to się obrócić przeciwko nam, stać się bardzo niebezpieczne i niezdrowe. Na ten temat można oczywiście podejmować dyskusje, lecz absolutnie nie wolno mieszać polityki z teologią. Jeżeli papież mówi o zasadach moralnych, należy się ich trzymać w stu procentach. Jednak to, w jaki sposób pomagamy, powinno zależeć od nas samych i musimy kierować się tu roztropnością. Obecne władze Polski również wystąpiły z inicjatywą pomocy uchodźcom, tyle że na miejscu, na Bliskim Wschodzie. Nikt w naszym kraju nie odmówił tym ludziom pomocy. Wybrano odpowiednią, adekwatną do naszych możliwości formę. A pomagając potrzebującym, nierzadko również trzeba wystrzegać się rozmaitych zagrożeń. Wyraźnie widzimy przecież, co w tej chwili dzieje się na świecie, np. w Europie Zachodniej.

Formy pomocy papież nam nie narzuca, nie wypowiada się na ten temat. Jedynie przypomina nam zasady, o których daj Boże, żebyśmy pamiętali.

A co z budzącą skrajne emocje wypowiedzią o tym, kogo i za co chrześcijanie powinni przeprosić?

Myślę, że każdy z nas ma obowiązek przepraszania. Proszę zauważyć, że na początku każdej mszy świętej wyznajemy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni. Powtarzamy „moja wina”. Robi to ksiądz, papież, robią to wierni... Nawet wśród osób, które bardzo kochamy, raz po raz pada słowo „przepraszam”. A im bardziej kochamy, tym częściej przepraszamy. Ojciec Święty, reprezentując cały Kościół, zwraca uwagę na zbiorową winę chrześcijan w pewnych kwestiach. A to znów nie jest żadnym atakiem na cały Kościół, lecz po prostu próbą pewnego oczyszczenia, nie tylko doczesności, ale i historii. Tego rodzaju gesty trafiają do ludzi mądrych i wzbudzają w nich też pewną refleksję. Jeśli jesteśmy w stanie zrozumieć takie gesty, to potrafimy też odpowiadać na nie godnie. Takie wypowiedzi są konieczne. Wszędzie tam, gdzie jest miłość, konieczne jest również słowo „przepraszam”. A w Kościele jest miłość. Skoro tak, chcąc być dobrymi chrześcijanami, musimy umieć przepraszać.

Należy odciąć się od wszelkich manipulacji na ten temat, nie można bowiem rozpatrywać go w kategorii „pars pro toto”- 'część za całość'. Jeżeli Ojciec Święty mówi do wiernych, nie zamienia tego w konkrety. Każdy z nas ma rozum, świadomość społeczno-polityczną i ma prawo według tych wartości układać swoje poglądy. Cokolwiek powiedział papież, czy to o przepraszaniu, czy o pomaganiu potrzebującym, powiedziałby na jego miejscu również każdy rozsądny człowiek.

Co dobrego, zdaniem Księdza, wprowadza do Kościoła Katolickiego pontyfikat papieża Franciszka? Czym są dla nas Światowe Dni Młodzieży i jak powinniśmy je przeżyć?

Niewątpliwie wspaniałe jest to, że Ojciec Święty kontynuuje inicjatywę, którą na tak wielką skalę rozpoczął Jan Paweł II, czyli tradycję spotkań papieża z młodzieżą. Kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II wyszedł z takim pomysłem, na pewno wiele osób podchodziło do niego sceptycznie, bo trudno było coś takiego sobie wyobrazić. Tymczasem ta inicjatywa była jak iskra, która rozeszła się na cały świat. Wystarczy porozmawiać z ludźmi, którzy kiedykolwiek brali udział w Światowych Dni Młodzieży. Wielu powróciło do Boga, do wiary. Albo, co najważniejsze, umocniło swoją wiarę, więź z papieżem i Kościołem, co dla ludzi młodych jest niezmiernie istotne. Dzisiejszy świat obfituje bowiem w pokusy, które nie zawsze skłaniają ludzi do tego, co dla nich dobre. Podczas Światowych Dni Młodzieży spotykają się miliony ludzi z przeróżnych krajów po to, by wspólnie się modlić, co jest nie do przecenienia. Fakt, że Ojciec Święty przyjeżdża akurat do Polski, powinien nas cieszyć. Zamiast szukać na siłę problemów, powinniśmy raczej dziękować za to spotkanie Panu Bogu i papieżowi. Przecież to także najlepsza promocja dla całej Polski, dla naszego kraju i narodu, promocja na cały świat. Po co więc psuć sobie nawzajem tę radość?

Bardzo ważne w pontyfikacie papieża Franciszka jest również podkreślenie wartości ubóstwa w dzisiejszym, skomercjalizowanym świecie. W czasach ciągłej pogoni za pieniądzem, również i za poruszanie tej kwestii powinniśmy papieżowi dziękować.

Wspomniał Ksiądz, że Światowe Dni Młodzieży zbliżają wielu ludzi do Boga, do Kościoła... Często również, a może przede wszystkim, papieża w tym „głowa”, by przyciągnąć wiernych. W którą stronę idzie pontyfikat papieża Franciszka? Wzmocnienie wiary tzw. „letnich katolików”? Jeszcze bardziej- tych „gorących”? A może to też chęć zaciekawienia, wyjścia do osób niewierzących?

Każdego z nas Pan Bóg stworzył inaczej i każdy z nas ma prawo być sobą. Te wszystkie „szufladki”, które dzielą ludzi na całym świecie są właściwie bezsensowne. Każdy z nas ma prawo do własnego zdania. A Ojciec Święty w swoim pontyfikacie pokazał płaszczyznę, na której możemy się wszyscy spotkać: otwartego chrześcijaństwa. Papież zwraca się do każdego, sięga do naszych wspólnych korzeni: jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Kiedy Jan XXIII spotkał się- zresztą w bardzo serdecznej atmosferze- z burmistrzem Rzymu, komunistą. Wielu ludzi było w szoku: „Jak to? Ojciec Święty spotyka się z takim wrogiem kościoła, komunistą? Przecież ten człowiek ma zupełnie inne poglądy!” Papież odpowiedział wtedy: „Co nas dzieli? Tylko poglądy. To naprawdę bardzo mało”. Wspaniała wypowiedź. Poglądy mogą nas dzielić, nie musimy wszyscy myśleć jednakowo. Papież Franciszek wprowadza to zdanie w praktykę. Ktoś z nas zachwyci się taką postawą, ktoś inny się od niej zdystansuje, jednak nie wolno nam czynić z tego jakiegokolwiek zarzutu.