20.09.16, 20:30Fot. Facebook, Wikipedia

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz dla Fronda.pl: ONZ chce krzewić kulturę śmierci

Fronda.pl: W mediach pojawiła się informacja o dokumencie popartym przez trzy wpływowe agencje ONZ. Chodzi o deklarację, stworzoną przez byłego księdza Johna Wijngaardsa, a podpisaną przez ponad 100 katolickich naukowców oraz kilku niekatolików. Wedle tej deklaracji Kościół katolicki miałby zostać wezwany do zmiany swego nauczania, zawartej chociażby w encyklice Humanae  vitae. Chodzi między innymi o otwartość Kościoła na antykoncepcję, związki homoseksualne czy zapłodnienie In vitro. Jak ksiądz ocenia fakt, że świat współczesny próbuje narzucić Kościołowi swój punkt widzenia?

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz: Bardzo dobrym punktem odniesienia jest encyklika Pawła VI Humanae vitae. Spór wokół niej, jaki trwa od 1968 r., nie jest wszak sporem o żele, spirale, pigułki. To spór o człowieka i miłość. Chodzi, najkrócej ujmując o to, czy sensem życia ludzkiego jest egoistyczna przyjemność, samozaspokojenie, czy też tym sensem jest miłość – bezinteresowny dar z siebie samego. To także pytanie o to, czy ciało ludzkie jest językiem miłości czy też jest elementem oderwanym od człowieczeństwa. Oczywiście z punktu widzenia Kościoła te kwestie są retoryczne. Człowiek został stworzony na wzór Boga miłości, a nie bożyszcza hedonizmu. Ciało ludzkie jest integralnym elementem osoby. Tak, że jak przypominał św. Jan Paweł II, człowiek to „duch wcielony” albo „uduchowione ciało”. To nie jest kwestia konstruowanej, ulegającej zmianie doktryny, to kwestia Prawdy. Czasy sporu wokół Humanae vitae odsłoniły dramat ludzi współczesnego Kościoła. Cześć z nich porzuciła Prawdę i wierność Duchowi Prawdy na rzecz wierności duchowi czasu. Spór wokół Humanae vitae zainicjował ten dramatyczny dylemat. Potem były kolejne głosy tych, którzy chcieli, by Kościołem i Jego doktryną moralną rządził nie Duch Prawdy, ale duch rewolucji seksualnej. Obecne postulaty są powielaniem tamtych głosów. I są tak samo bezsensowne. Niemniej, trzeba pamiętać, że bezsensowne zło jest złem. I krzywdzi człowieka.

Kościół jest w dzisiejszym świecie niejako ostoją obrony życia poczętego. Martwi fakt, że pod wspomnianą deklaracją podpisała się tak ogromna rzesza naukowców, którzy są katolikami. Powszechnie wiadomo w końcu, że jednym z pomysłów ONZ jest upowszechnianie w krajach ubogich tzw. „bezpiecznej aborcji”.  Jaka wobec powinna być reakcja Kościoła na ów dokument?

ONZ i agendy jemu podobne od lat wykazują dużą kreatywność w manipulacji pojęciami. Jednym z nich jest pojęcie „zrównoważonego rozwoju”. Bardzo popularne, przeniknęło nawet do najnowszych publikacji obecnego Papieża. Problem w tym, że za tym pojęciem kryje się inne, stanowiące niejako instrument do osiągnięcia celu „zrównoważonego rozwoju” – bezpiecznej aborcji. To przecież proste: grozi nam bomba demograficzna (mit neomaltuzjański), tracimy zasoby naturalne (religia Gai), a kto temu jest winien? Człowiek. Proszę zauważyć, że demograficzny szczyt w Kairze, kobiecy w Pekinie czy klimatyczny w Kopenhadze miały jedną konkluzję – konieczna jest dla ratunku ludzkości, praw kobiety, klimatu – aborcja, antykoncepcja, sterylizacja, reprodukcja in vitro. Nazwano te czynniki kultury śmierci „prawami reprodukcyjnymi”. Katolicy, którzy nie widzą w tym szatańskiej gry, są albo skrajnie bezmyślni, albo… na pewno nie są uczniami Chrystusa.

Błogosławiony Pius IX twierdził, że liberalny katolicyzm jest tym, co może zniszczyć Kościół od środka. Skoro pod dokumentem podpisało się tylu katolików, czy nie mamy tu do czynienia z działaniem, o którym wspominał papież Pius IX?

W pewnym sensie trudni mi oceniać „liberalny katolicyzm”. Katolicyzm jest albo ewangeliczny, albo nie jest katolicyzmem. Wracam do początku refleksji. Mogę starać się zrozumieć tych, którzy chcą dostosowania Kościoła do naszego „dziś”. To kwestia nowych środków komunikacji, to sprawa wlewania młodego wina do nowych bukłaków. Ale na miły Bóg – wino to wino, a nie coca cola. Ci liberalni rewolucjoniści wylewają wino i chcą raczyć nas słodkawą cieczą. Ale to nie tylko kwestia smaku, to kwestia tożsamości. Nauka Kościoła Jezusa Chrystusa w kwestiach ludzkiej miłości i płciowości nie zmieni się. To, co tworzone jest na miarę większości dokumentów oenzetowskich – do niszczarki z tym.

Dziękuję za rozmowę.