"Rzecz się stała niesłychana:)... Pierwszy chyba raz w historii polskich mediów (właść. mediów w ogóle) zerwana została w trybie natychmiastowym współpraca z zagranicznym korespondentem z powodu... notki blogowej zamieszczonej przez niego na Salonie24.pl (równolegle na branżowym portalu wirtualnemedia.pl)" - pisze dziennikarz (pisownia oryginalna - przyp. red.).
Barbur tłumaczy, że współpracownikiem IAR przestał być wczoraj wieczorem, gdyż "publicznie obraził" dziennikarza agencji - Jarosława Kociszewskiego. "Półtora miesiąca temu opisałem, jak kiedyś w Gazie Arafat czule ucałował go w nadstawione usłużnie czółko" - wyjaśnia korespondent na portalu Salon24.pl.
Według redaktora naczelnego IAR Mariusza Borkowskiego, Barbur złamał elementarną zasadę, według której "ewentualnych pretensji lub obraźliwych ocen wobec osób zatrudnionych w tej samej korporacji nie zamieszcza się na forum publicznym", co oznaczało zerwanie z nim współpracy w trybie natychmiastowym.
Według korespondenta z Izraela list jego niedawnego przełożonego, przywołuje na myśl "niezapomniane wzory z czasów komuny". Swojego oburzenia nie kryją również inni dziennikarze. Krytyczną opinię wyraził m.in. dokumentalista Sylwester Latkowski na portalu tygodnika "Wprost". "Wnioski, jakie powinni wyciągnąć dziennikarze po decyzji szefa Informacyjnej Agencji Radiowej: natychmiast zamknąć swoje blogi, konta na Twitter i Facebook. W ten sposób żadna myśl niezgodna z linią redakcji nie ujrzy światła dziennego. Od tej pory należeć będziemy tylko do redakcji" - komentuje decyzję kierownictwa IAR Latkowski.
AM

