Mogłoby się wydawać, że pomnik odsłonięty już w 1956 r. w dwudziestą rocznicę śmierci Juliana Nowickiego na trwałe wpisał się w krajobraz, skądinąd, pięknego miasta. I tak napis "Członek Komunistycznej Partii Polski Julian Nowicki padł w walce o sprawę klasy robotniczej w Toruniu 8 VI 1936" musiał czytać każdy, kto przechodził Szosą Chełmińską w kierunku starówki. Teraz relikt znalazł swoje miejsce na cmentarzu przy ul. Grudziądzkiej.
Pewnie już nie będzie miejscem 1-majowych spędów i lewackich uroczystości. Zresztą sami zainteresowani nie wstawili się za reliktem poprzedniej epoki. Jak relacjonuje dziennik "Nowości", podczas demontażu nie pojawił się żaden lewicowy działacz, a Tadeusz Wenderlich z SLD skwitował: "Zupełnie mnie to nie interesuje".
Dziwne, że ci sami ludzie, którzy gromią wszystkich dookoła za "antysenityzm" i "nietolerancję" nie są w stanie sprawdzić skąd pochodziła tablica, którą otaczali przez kilkadziesiąt lat tak specyficznym kultem. W grodzie Kopernika od lat krąży pogłoska, że materiał z którego został zbudowany pomnik ku czci komunisty, został skradziony z żydowskiego cmentarza. I chociaż z tyłu tablicy nie zauważono żadnych napisów, eksperci nadal nie wykluczają takiej możliwości.
- Tablica jest na pewno przeniesiona z jakiegoś cmentarza, co widać po jej grubości. Nikt by nie wstawił przecież tak grubej płyty jako tablicy - powiedział "Nowościom" prof. Wojciech Polak, historyk. Mieszkańcy Torunia zauważają, że tablica ku czci Nowickiego została wykonana z drogiego granitu, który nie był wówczas dostępny w Polsce. Wiele osób wskazuje właśnie na ograbiony żydowski nagrobek. - Widziałem, jak ten pomnik powstawał. Część rzeczy z biografii Juliana Nowickiego była ukrywana przed opinią publiczną. Uważam, że jest wielu ludzi, którzy zginęli, a którym należy się większy szacunek i hołd. Nowicki to był zwykły cwaniak, który zginął, a na potrzeby propagandy zrobiono z niego idola - powiedział toruńskiemu dziennikowi jeden z mieszkańców miasta.
Jak zauważa Joanna Pociżnicka-Posadzy, usunięcie tablicy Nowickiego w czasie, kiedy przewodniczącym Rady Miasta Torunia jest lider SLD, stanowi porażkę lewicowego samorządowca. - Tablic i miejsc, które nie tylko szpecą, ale przede wszystkim wprowadzają zamęt w świadomości historycznej Polaków, zwłaszcza młodych pokoleń, jest jeszcze bardzo wiele. Cieszę się, że dzięki inicjatywie radnych miasta Torunia, których reprezentował przewodniczący klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości Jacek Kowalski, udało się przynajmniej w Toruniu ten problem rozwiązać. Mam nadzieję, że za tym przykładem pójdą także przedstawiciele innych samorządów i z czasem takich tablic będzie coraz mniej - mówi portalowi Fronda.pl poseł Zbigniew Girzyński z Torunia.
Pytanie, czy trzeba było aż 20 lat wolnej Polski, aby samorządowcy poszli po rozum do głowy i usunęli pamiatkę po komunizmie? Dobre jednak i to. W wielu polskich miastach, lokalnych władz - do tej pory - nie stać na podobny gest.
Aleksander Majewski

