Były kanclerz Niemiec w tekście dla dziennika „Bild” pisze, że dopóki nie znajdzie się innego, bezpiecznego źródła energii, nie ma alternatywy dla korzystania z energii atomowej. - Rzeczywistość jest taka: Niemcy to nie Japonia, Japonia to nie Niemcy. To zdanie nie jest ani banalne ani cyniczne, ono wskazuje drogę – pisze polityk.

Chadek przypomina, że RFN nie jest państwem, które musi obawiać się potężnych trzęsień ziemi i tsunami. Mimo to ryzyko istnieje. - Nie ma życia bez ryzyka. Jeśli się ludziom takie obiecuje, to mówi się po prostu nieprawdę. Ryzyko należy do codzienności, jak wiatr, woda i słońce – uważa Kohl.

Jego zdaniem zbyt szybka rezygnacja z energii atomowej byłaby „przeciwieństwem dawania przykładu i niebezpieczną ślepą uliczką”. - Podminowałaby fundament naszego społeczeństwa przemysłowego, odizolowała nas technologicznie, zwiększyła naszą zależność od mniej bezpiecznych elektrowni jądrowych i – ze względu na zwiększony popyt – być może zwiększyłaby liczbę mniej bezpiecznych elektrowni jądrowych w bezpośrednim sąsiedztwie naszego kraju. Kto propaguje szybkie i bezalternatywne zerwanie z atomem, musi otwarcie mówić też o jego drugiej stronie.

Były niemiecki kanclerz uważa, że w przyszłości dobrze będzie odejść od energii jądrowej. Jednak wcześniej należy rozwinąć bezpieczniejsze i wydajne alternatywy. Do tego czasu należy pozostać przy energii atomowej.

Helmut Kohl był kanclerzem Republiki Federalnej Niemiec w latach 1982-1998. Aktualnie trwa w Niemczech dyskusja na temat odejścia od energii atomowej. Wywołała ją katastrofa w Japonii – trzęsienie ziemi i wywołane nim tsunami doprowadziło do wybuchów w elektrowni atomowej Fukushima. Niemieckie władze zdecydowały o zamknięciu na trzy miesiące wszystkich elektrowni atomowych w kraju, które zaczęły działać w 1980 roku i wcześniej.

sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »