Kogo powinno chronić państwo – terrorystów czy społeczeństwo? - zdjęcie
15.03.19, 16:15screenshot Youtube

Kogo powinno chronić państwo – terrorystów czy społeczeństwo?

4

Mniejszość czeczeńska liczy w Niemczech około 50 tysięcy osób. Niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji uznaje pół tysiąca z nich za zagrożenie dla bezpieczeństwa. Władze nie chcą ich wydalić, gdyż w Czeczenii terrorystom grożą prześladowania.

Fakt łamania praw człowieka przez Ramzana Kadyrowa zapewnia w zasadzie przestępcom bezkarność. Nie można ich wydalić z kraju, gdyż w ten sposób łamie się prawa człowieka. Czy prawa pozostałych są w tej sytuacji bez znaczenia?

Niemcy, zdaje się, na to pytanie odpowiedzieli pozytywnie. W Polsce gra o to, czy będziemy chronić zwykłych obywateli czy prawa terrorystów, trwa. Jesienią 2018 roku przez media przetoczyła się fala krytyki pod adresem polskiego rządu, który wydał decyzję o wydaleniu z Polski Czeczena Azamata Bajdujewa. Wielu dziennikarzy zaangażowało się w obronię mężczyzny, pisząc interwencyjne artykuły pt. „Polska go wydała. Jak rząd wydał czeczeńskim oprawcom Azamata B.” (Onet, Marcin Wyrwał), czy „Polsko oddaj mi tatę. Czeczeni protestowali przed MSWiA w obronie deportowanego” („Gazeta Wyborcza”, Ludmiła Anannikova).

Po lekturze tych tekstów czytelnik odnosił wrażenie, że polskie służby wydalają z kraju człowieka na pewną śmierć. „Ostatniego dnia sierpnia Polska wydaliła Azamata Bajdujewa, członka rodziny o wielkich zasługach w walce o niepodległość Czeczenii. Dzień później w Czeczenii funkcjonariusze tamtejszego reżimu pojmali go. Dlaczego nasz kraj deportował człowieka ze świadomością, że za działalność jego ojca w najlepszym wypadku grożą mu w ojczyźnie tortury, a w najgorszym egzekucja?” pytał dziennikarz Onetu, jednocześnie udzielając odpowiedzi na postawione pytanie.

Wymowa tekstu była jasna: Polacy wydalili Czeczena do Rosji, łamiąc w ten sposób prawa człowieka, a jednocześnie nie podając prawdziwych powodów swojej decyzji. Po tekście Onetu interweniowali w MSWiA posłanka Platformy Obywatelskiej Joanna Kluzik-Rostkowska oraz poseł Piotr Misiło, który do parlamentu dostał się z listy Nowoczesnej. Do sprawy włączyły się organizacje pozarządowe. Helsińska Fundacja Praw Człowieka złożyła w tej sprawie skargę do Komisji Europejskiej. Przeciwko deportacji protestowali przed siedzibą MSWiA Czeczeni, a na krakowskim Rynku Głównym aktywiści z inicjatywy Stop deportacjom!.

Akcja „w obronie uchodźców i uchodźczyń” miała miejsce 17 września 2018. Na swojej stronie facebookowej aktywiści pisali wprost o tym, że rząd polski ma krew na rękach. „Tortury, a być może i śmierć. Taki los polskie władze zgotowały 34-letniemu Czeczenowi, Azamatowi B.” – alarmowali lewicowi działacze. Narracja stała się jednoznaczna. Czeczen to ofiara ksenofobicznego rządu w Warszawie, który wysyła „uchodźców” bez skrupułów na pewną śmierć.

Dziś wiadomo, że służby specjalne Niemiec i Belgii poinformowały swoich polskich kolegów o tym, że Czeczen zasilił szeregi Państwa Islamskiego. „Azamat Bajdujew w 2014 r. wyjechał z Belgii na Bliski Wschód, gdzie walczył w szeregach Państwa Islamskiego. Po powrocie do Belgii utrzymywał kontakty ze środowiskiem radykałów, a także osobami trudniącymi się m.in. przemytem broni” – poinformował oficjalnie Stanisław Żaryn, rzecznik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Polskie władze zrobiły po prostu to, co do nich należało. Chroniły własnych obywateli przed ludobójcą z Państwa Islamskiego. Zamiast wsparcia i pochwał na służby posypał się jednak grad oskarżeń.

Zgadzam się w zupełności z argumentacją rzecznika ABW, który na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” odniósł się do sprawy Czeczena, pisząc: „Po upublicznieniu powodów, które legły u podstaw decyzji o deportacji Azamata B., stało się jasne, że kolejny raz rozpętano bezpodstawną kampanię przeciwko instytucjom państwowym. Kampanię obliczoną na obronę interesów Azamata B., zaś w dłuższej perspektywie mającą na celu sparaliżowanie podobnych decyzji w przyszłości. Działanie takie może zrodzić niebezpieczne skutki. Wydalenie z kraju cudzoziemca to bowiem często kluczowa dla bezpieczeństwa RP procedura, do której uprawnione organa państwa mają prawo. Wydalenie cudzoziemca jest krokiem radykalnym, ale często kluczowym dla skutecznego zabezpieczenia Polski i Polaków”.

W tej sprawie zawiodły media, które powinny studzić emocje, a nie je podsycać, tym bardziej, że zbyt szybko „wykonały skok do konkluzji”. Żeby zarzucić komukolwiek działanie bezpodstawne należy znać powody postępowania, a te, kiedy żurnaliści pisali swoje zaangażowane artykuły, nie były jawne. Mało tego, dziennikarze powinni wiedzieć, że w sprawach dotyczących bezpieczeństwa nie wszystko może być podane do wiadomości publicznej. Najbardziej zasmuca jednak to, że ochoczo do krytyki służb przystąpili politycy, łamiąc w ten sposób zasadę, że kwestie bezpieczeństwa nie powinny stać się przedmiotem politycznej gry.

Sprawa Azamata Bajdujewa powinna stać się przestrogą dla wszystkich. Kiedy słyszymy, że służby wydaliły z Polski radykała, zamiast je atakować i przepuszczać przez pryzmat maksymalnych podejrzeń o ksenofobię, warto przyjąć domniemanie legalizmu ich działania. I rezygnować z niego tylko wtedy, kiedy mamy w ręku niezbite dowody łamania prawa. Inaczej będziemy przekonani, że bronimy niewinnej ofiary, a w efekcie staniemy murem za terrorystą i ludobójcą.

Sytuacja ta ujawnia pewien zatrważający paradoks. Idea praw człowieka, która powinna służyć wolności i bezpieczeństwu obywateli, niekiedy staje się swoistym alibi dla stosujących przemoc i siejących nienawiść, zaś działacze organizacji, które mają na swoich sztandarach obronę praw człowieka, stając po stronie terrorysty z Państwa Islamskiego ideę tę kalają i kompromitują.

Piotr Ślusarczyk

Euroislam.pl

Komentarze (4):

Maria Błaszczyk2019.03.15 17:52
No dobrze, tylko że ten przypadek nie zdarzył się w próżni. Załóżmy, że ten pan jest terrorystą. Oczywiście, że należy chronić przed nim społeczeństwo. Ale Polska to Niemcy. Niemcy, które postawiły zasady przed politycznym i ekonomicznym interesem. Spójrzmy na przykład tych kobiet z Brześcia. Na zupełnie niezrozumiałą politykę służb granicznych, które ich na ogół nie wpuszczały (uzasadniając to, kompletnie absurdalnie, brakiem wiz). Czy te kobiety były niebezpieczne? Osobiście nie sądzę, ale daję kredyt zaufania fachowcom od tego. Tylko że wiele z nich wsiadało w ten pociąg wiele razy - 5, 10 czy 100 - i niektóre z nich w końcu wpuszczano. To co - były niebezpieczne w styczniu, lutym i marcu - a w kwietniu już nie? Czy też ich dzieci były niebezpieczne, aż nagle, z moemntem uzyskania wieku trzech lat, nagle okazywały się niegroźne? No więc póki najważniejszy człowiek w Polsce będzie nas straszył zarazkami, aa członkowie jego partii "islamizacją", póki wobec demontracji niosacej rasistowkie hasła i faszystowskie symbole słyszeć będziemy słowa o "pięknym widoku", póki Polska będzie programowo odmawiać przyjmowania uchodźców - to należy stać murem za ofiarami tej polityki, bo ich są tysiące, a terroryści to pojedyncze jednostki (tak, cieszę się, że służby działają; świetnie, że wyłapują niebezpiecznych ludzi; jestem przeświadczona, ze są to świetnie wyszkoleni i kompetentni ludzie - ale całokształt polskiej polityki jest jaki jest - i urąga takiej elementarnej przyzowitości nakazującej głodnego nakarmić). Więc co - były niebie
Tomek2019.03.15 16:35
Niestety samo Państwo to terrorysta. Czasem łagodniejszy, a czasem ostrzejszy. Jego siepacze to Urząd Skarbowy, ZUS itd... Wielu się powiesiło nie z powodu lęku przedt terrorystami ale z powodu działań urzędników państwa.
Piotr2019.03.15 16:56
Jedź do dżungli i z niej nie wychodź.
Tomek2019.03.15 17:18
Ja już jestem w dżungli - dżungli przepisów haha