Kiko Arguello: „Jeśli ty dziś odwracasz się od Chrystusa i wybierasz innych bożków, zostaniesz bez Chrystusa i stracisz wszystko” - zdjęcie
15.11.13, 19:53Kiko Arguello (fot. http://www.camminoneocatecumenale.it)

Kiko Arguello: „Jeśli ty dziś odwracasz się od Chrystusa i wybierasz innych bożków, zostaniesz bez Chrystusa i stracisz wszystko”

92

„Jako młody mężczyzna nie miałem pojęcia, po co w ogóle żyję. Jaki sens ma moje życie? Jaki sens ma cierpienie? Dlaczego dotyka nas tyle zła? […] Skąd się w ogóle wziąłem? Oczywiście, urodziła mnie moja matka, ale mnie nurtowało pytanie, skąd na Ziemi pojawił się człowiek? I po co? Przestałem widzieć w życiu sens” – to zdanie wypowiedział w jednym z wywiadów Kiko Arguello – założyciel Drogi Neokatechumenalnej skupiającej dzisiaj miliony osób na całym świcie w dziele nowej ewangelizacji. Co się stało, że przeszedł od ateizmu do „szaleństwa” wiary?

Zabetonowane niebo

Francisco Argüello (talk brzmiało jego prawdziwe imię) urodził się w 1939 roku w zamożnej prawniczej rodzinie. Jednak jego ojciec od dzieciństwa marzył o karierze architekta dla swojego syna. Z tego powodu mały Kiko (jak go przezwał ojciec) godzinami ślęczał, malując obrazki. Jak się później okazało i ten czas Bóg wplótł w swój plan względem Kiko.

Jako młodzieniec, idąc za malarską pasją, poszedł na madrycką Akademię Sztuk Pięknych, gdzie m.in. poznał Pablo Picassa i Henriego Matisse. Tam „po uszy” zatopił się w środowisko negujące Boga i chrześcijaństwo. Jego koledzy – artyści zafascynowani socjalizmem i hasłami „równości i sprawiedliwości” wielokrotnie próbowali namówić Kiko do swoich przekonań tłumacząc, że skoro „Bóg nie istnieje, raj należy stworzyć na ziemi, raj komunistyczny”. Jednak Kiko już wtedy intuicyjnie czuł, że człowiek takiego raju nie jest w stanie stworzyć. Zaczął więc zadawać swoim znajomym szereg nurtujących go pytań: „Jak zlikwidujecie cierpienia, które dotykają niewinnych istnień? Jak ocalicie ludzi przed kalectwem, z którym się rodzą; z nieuleczalnych chorób, na które zapadają? Jak oddacie sprawiedliwość dzieciom z okropnych sierocińców albo tym, które są nieustannie bite czy wykorzystywane seksualnie?”.  Ponieważ nie otrzymał od nich odpowiedzi, uparcie szukał dalej i jak mu się wtedy wydawało w końcu  znalazł – w dziełach Sartre’a: „Filozofię Paula Sartre’a poznałem poprzez teatr i wydawało mi się wtedy, że znalazłem w niej odpowiedzi na moje niewyjaśnione pytania. Czym jest życie? – chciałem wiedzieć. Sartre mi odpowiedział poprzez swoją filozofię – absurdem. Świat jest absurdem, wszystko jest absurdem”. Kiko coraz bardziej brnął w swoją beznadzieję i odrzucenie istnienia Boga. Miał dosyć okropności związanych z II wojną światową, a na dodatek nikt nie potrafił odpowiedzieć na rodzące się w nim pytania o sens życia: „Pod wpływem filozofii Sartre’a upewniłem się, że Bóg jednak nie może istnieć, że Go nie ma. Niemal fizycznie poczułem, jak zamyka się dla mnie niebo, jakby wszystko było zabetonowane. Doszedłem do wniosku, że moim przeznaczeniem jest mężnie akceptować, że dzisiaj istnieję, ale jutro przestanę istnieć, nie wymyślając przy tym żadnego nieba, żadnej fabuły”. Postanowił więc całe życie poświęcić temu, co najbardziej kochał – sztuce. I w niedługim czasie zaczęły się spełniać jego największe marzenia – miał wszystko, czego pragnie artysta – zdobył sławę. Ukoronowaniem tego było otrzymanie najbardziej prestiżowego wyróżnienia, jakie w tym czasie mógł uzyskać artysta malarz – Nadzwyczajnej Nagrody Narodowej: „Zapraszano mnie do telewizji, było o mnie głośno w mediach, stałem się kimś sławnym. Powinienem był być kimś szczęśliwym, dumnym, a zamiast tego nie mogłem zrozumieć, dlaczego osiągnąłem tak wielki sukces i kompletnie nic on dla mnie nie znaczy?”.

Wolny skazaniec

Jednak Kiko powoli zaczął wsłuchiwać się w cichy głos wybrzmiewający na dnie jego wnętrza, który mówił mu, że jednak istnieje coś więcej, że nie jest tylko strzępkiem materii: „Wkrótce zetknąłem się z filozofią Henriego Bergsona […] który twierdził, że intuicja jest o wiele silniejszym środkiem poznania prawdy niż rozum. […] Odkryłem wtedy, że w gruncie rzeczy moja egzystencja nie akceptuje absurdu egzystencji. Jeśli nie wszystko jest absurdalne, to możliwe, że Bóg istnieje. […] Zdałem sobie też sprawę, że sam nie mogę sobie dać wiary”. Kiko Argüello odważył  się wtedy na krok, który zadecydował o jego dalszych losach. Krok pojawiający się w historii prawie każdego człowieka, który dotknął dna, a potem został ocalony ze swojej beznadziei: „Po tym wszystkim postanowiłem krzyczeć do Boga. Może to Bóg sprawił całą tę kenozę, całe to zejście w dół, bym mógł stać się pokornym, zdolnym do wołania. I, wołając do Boga, doświadczyłem czegoś niespodziewanego. Coś w moim sercu mówiło mi, że Bóg istnieje i że mnie kocha. […] To była pewność. Pamiętam, że wtedy płakałem. Byłem tak zdumiony, że płynęły mi z oczu strumienie łez. Dlaczego płakałem? Czułem się jak skazany na śmierć, który czeka na wykonanie wyroku i nagle mu mówią, że jest wolny. […] Bóg istnieje – coś dawało mi tę pewność. Święty Paweł mówi, że wiara to duch Jezusa Chrystusa, który daje świadectwo naszemu duchowi, że Bóg nas kocha, kocha nas jak ojciec, jest jakby dotknięciem istoty Boga”.

„Zobaczyłem w nich Ukrzyżowanego Chrystusa”

Po nawróceniu zaczął się dla Kiko okres poszukiwania powołania, a raczej dyskretnego działania Boga w Kiko, aby w końcu doprowadzić go do misji, do której go przez cały czas przygotowywał. Ze swoim głodem głębszego poznania Boga Kiko zwrócił się do jednego kapłana, który zaoferował mu udział w Kursach Chrześcijaństwa. W niedługim czasie z ich uczestnika przeobraził się w nauczyciela, wykładającego prawdy wiary, które jego uratowały od życiowej katastrofy. Swój artystyczny talent także pragnął wykorzystać na Bożą chwałę – i tak zrodziła się w nim inicjatywna „Gremio 62” – grupy zrzeszającej artystów i architektów, pragnących zaangażować się w odnowę sztuki sakralnej. W tym celu postanowił pojechać na wyprawę po Europie, aby lepiej przyglądnąć się chrześcijańskim zabytkom. Jednak podczas niej nie tylko zagłębił się w artystyczne arkany, ale przede wszystkim poznał postać, która wycisnęła trwałe piętno na jego duchowości – Charlesa de Foucaulda – założyciela Małych Braci od Jezusa. O dziwo, po powrocie z wyprawy okazało się, że ma odbyć służbę wojskową w Algierii – miejscu, gdzie jako trapista osiadł Charles de Foucault.

Kolejnym przełomowym momentem w jego życiu było zetkniecie się z ogromem biedy i nędzy mieszkańców madryckich slumsów. Zaoferował pomoc zrozpaczonej kobiecie maltretowanej przez jej męża – poszedł z nią, aby załagodzić konflikt. Jednak na jednych odwiedzinach się nie skończyło: „Nie dawali mi żyć. W końcu pomyślałem: „A jeżeli Bóg mówi mi, abym wszystko pozostawił i poszedł żyć z nimi, aby im pomóc?” Zebrałem się, zostawiłem wszystko i poszedłem mieszkać z tą rodziną […] Całe środowisko mną wstrząsnęło. Zobaczyłem wielu ludzi żyjących w straszliwe sytuacji, pełnej cierpienia. […] Wobec tej sytuacji były tylko dwie możliwe odpowiedzi. Znacie słynne zdanie Nietzschego? „Albo Bóg jest dobry i nie może nic uczynić, aby pomóc tym biednym ludziom; albo On może pomóc i tego nie robi, bo jest zły”. To zdanie zawiera truciznę […] W tej sytuacji przeżyłem ogromną niespodziankę. Wiecie, co zobaczyłem w tych ludziach? Nie zobaczyłem tego, o czym mówi Nietzsche: czy Bóg może, czy nie może pomóc. Zobaczyłem w nich Chrystusa Ukrzyżowanego.” Po powrocie do domu wiedział co ma czynić, nie miał już cienia wątpliwości. Slumsy Palomeras – drewniane rudery przypominające szałasy, zamieszkiwane przez Cyganów i wszelakich wyrzutków społecznych – stały się jego domem.

Egzorcyzmowanie Słowem Bożym

Po jakimś czasie Kiko spotkał Carmen – doktor chemii, dla której ojciec marzył o wielkiej karierze, a ona tak samo jak Kiko pragnęła tylko jednego – poznania Chrystusa i służenia Mu całym życiem.   Początki ich współpracy nie były łatwe, ale Pan chciał, aby razem stworzyli wspólnotę, która będzie lekarstwem na oziębłość wiary współczesnych czasów - Drogę Neokatechumenalną.: „Gdy usłyszałam, jak Kiko mówi o potrzebie tworzenia wspólnot, i gdy sama doświadczyłam czym jest Rodzina z Nazaretu, dziś już wiem, że rodzina jest w obecnych czasach najważniejszą wartością”. Gdy Kiko i Carmen zaczęli głosić Słowo Boże „wyrzutkom” społecznym zaczęły dziać się cuda. Na ich oczach przemieniali się ludzie – złodzieje przestawali kraść, w rodzinach zaczęła na nowo kwitnąć miłość, mężczyźni zaczęli szukać pracy, aby utrzymać żonę i dzieci – po prostu Słowo Boże ich egzorcyzmowało, jak stwierdził to Kiko. Z pomocą biskupa Casimira Morcilla Droga Neokatechumenalna zaczęła rozprzestrzeniać się pierwsze w Hiszpanii, a następnie w innych krajach.

Chrystus wszystkim

Kiko nie porzucił swojego malarskiego talentu, ale cała jego twórczość skupiła się wokół nowej  ewangelizacji. Namalował freski m.in. w kościele św. Bartłomieja we Florencji, Trójcy Świętej w Piacenzy, w krypcie Męczenników Kanadyjskich w Rzymie, a nawet zaprojektował kościół Świętej Rodziny z Nazaretu w Oulu. Jednak od nawrócenia siłą napędowa całego jego życia i twórczości stał się Bóg, którego miłość nieustannie głosił za pomocą dzieła nowej ewangelizacji: „Muszę przyznać, że moje malarstwo nic nie znaczy w porównaniu z pozyskaniem Chrystusa. Tak samo jest z kobietami, z małżeństwem. Wszystkie te rzeczy nie są nic warte jeśli człowiek nie ma w sobie pragnienia zjednoczenia z Chrystusem. Jeśli ty dziś odwracasz się od Chrystusa i wybierasz innych bożków, zostaniesz bez Chrystusa i stracisz wszystko”.

Natalia Podosek

Artykuł powstał na podstawie książki Aleksandry Polewskiej: „Boży wariaci. Historia tych, którzy porzucili karierę dla Chrystusa”, Kraków 2013.

Komentarze (92):

anonim2013.11.15 20:10
Od kilkunastu lat, Droga Neokatechumenalna jest także moją drogą! Nie jest łatwo. Wymaga to wiele wysiłku, ale owoce są słodkie. Wszystko dla Jezusa! Wszystko dla Jego Kościoła! Wszystko dla braci!
anonim2013.11.15 20:13
O! Kiko!... dawno nie było takich tematów.
anonim2013.11.15 20:14
W kościele gdzie był pokaz mody księża także szli tą drogą.. neo.
anonim2013.11.15 20:16
ja po 18 latach bycia w Neo... nadal nie wiem po co w ogóle żyje
anonim2013.11.15 20:16
ale jaja. widac czas na powrot frondowych noewars
anonim2013.11.15 20:56
@Franciszek Długo jesteś na Drodze. Ja byłam tylko cztery lata i zrezygnowałam, bez wielkiego żalu za ta formacją, ale też bez jakiejś złości...myślę dziś, że Panu Bogu nie chodzi o to, by być w neo, albo w jakimś zakonie, albo koniecznie założyć rodzinę. Każdy w sercu czuje co ma robić, choć nie zawsze się na to decyduje, albo nie wytrzymuje i rezygnuje. Sądzę, że najważniejsze jest codzienne trwanie blisko Jezusa, szukanie Go, oczywiście w KK, bo tu GO można znaleźć chyba najmocniej. brakuje mi ludzi ze wspólnoty, nie ukrywam tego, ale Bóg mnie nie zostawił gdy ja zostawiłam Drogę. On swoistą drogę robi ze mną nadal, choć odchodzę i powracam. Myślę, że sensem życia człowieka jest - banał może - relacja z Bogiem. Mieć z Nim żywą relację to głębokie wypełnienie ludzkich pragnień i poczucia pustki, która nas dopada. A gdy masz relację z Jezusem, bliską, coraz bliższą, wtedy On już Cię poprowadzi i znajdziesz sens, którego szukasz. To takie moje przemyślenia. Trudne to nasze życie tu na ziemi. Pozdrawiam!
anonim2013.11.15 21:07
Najbardziej ceniłam sobie pieśni które komponuje Kiko. trochę kantorowałam. Normalnie w kościele nie słychać, żeby pieśni wnosiły wiele do Liturgii, a szkoda. Księża nawet nie wspominają o tekstach pieśni. Nasze tradycyjne pieśni są albo trochę infantylne, cukierkowe, albo są to hymny patriotyczne, albo jakaś niezbyt wyszukana poezja ubrana w muzę. Dlaczego nikt nie komponuje współcześnie pieśni religijnych opartych na słowach Pisma Św.? Jestem głęboko zawiedziona, że nic się z tym nie robi. W neo pieśń to, czuje się to, prawdziwa modlitwa. Normalnie w kościele pieśni to takie zapełniacze. Często organiści nie rozumieją, że ich rola polega na inicjowaniu modlitwy. Pieśń ma być modlitwą!! "O Panie mój, nie omijaj mnie, proszę!" (z pieśni neokatechumenalnej)
anonim2013.11.15 23:14
"że ich rola polega na inicjowaniu modlitwy. Pieśń ma być modlitwą!! " Brawo, brawo. Teraz proponuje nie kończyć na słowach, ale zrobić krok ku temu i zwrócić się ku śpiewowi gregoriańskiemu, czyli ku muzyce WŁAŚCIWEJ Liturgii Świętej.
anonim2013.11.15 23:20
@Bartymeusz Uważaj na te "słodkie owoce"... różnie to z nimi bywa... ;-) Mi osobiście najbardziej nie podobają się mocne odniesienia protestanckie np. w kwestiach GRZECHU które są zaczerpnięte z ich doktryny "Sola fide"- czyli możliwość zbawienia wyłącznie poprzez wiarę z pominięciem czynów... To wyraźnie odróżnia Kościół Katolicki od protestanckiego... Równie silne są też wpływy judaistyczne... Każda "droga" jest dobra jeśli zbliża do KK... Z moich obserwacji DN wynika że nie zawsze tak jest... Pozdrawiam serdecznie
anonim2013.11.15 23:25
P.S. o kwestiach liturgicznych nie wspomniałem bo to SMUTNY temat...
anonim2013.11.16 0:05
Kolejna historia w stylu "urojony sens, urojony cel". Prawda trudna - idź na łatwiznę! Wymyśl sobie przyjaciela :)
anonim2013.11.16 3:49
Droga Neokatechumenalna jest też moją drogą od 6 lat. Im na niej jestem dalej, tym bardziej widzę, jak bardzo jest potrzebna współczesnemu człowiekowi, zagubionemu w świcie niby-wartości. Droga nie tworzy "katolika niedzielnego", ale człowieka, dla którego wiara jest czymś, czym żyje na co dzień. Na Drodze nie tylko poznaje się w różnych kontekstach Słowo Boże oraz uczestniczy w modlitwie, ale również bardzo mocno odczuwa się wspólnotowość wiary, a także zdobywa się lepsze zrozumienie własnych wyborów, własnego postępowania. Polecam każdemu, aby dotrwał na Drodze chociażby do I Skrutinium, które jest mocnym osobistym doświadczeniem wiary dla każdego jej uczestnika.
anonim2013.11.16 3:52
tomtom napisał: "Mi osobiście najbardziej nie podobają się mocne odniesienia protestanckie np. w kwestiach GRZECHU które są zaczerpnięte z ich doktryny "Sola fide"- czyli możliwość zbawienia wyłącznie poprzez wiarę z pominięciem czynów..." *** Naprawdę słyszałeś katechezę Drogi, że mamy możliwość zbawienia wyłącznie poprzez wiarę z pominięciem czynów... A nie raczej to, że bez wiary zbawienie nie jest możliwe? Zarówno Kk, jak i protestancki nauczają, że zbawienie jest łaską darmo nam daną, że nie można go sobie kupić, ani na nie zapracować (ta nauka już była głoszona w Trydencie), natomiast owocem wiary są nasze dobre uczynki, które zresztą także jedynie Bożej łasce zawdzięczamy. ***** "Równie silne są też wpływy judaistyczne..." *** Wpływy judaistyczne? Ja bym to raczej określiła - sięgnięcie do naszych korzeni. Chrześcijaństwo jest kolejnym - po judaizmie - i już ostatecznym objawieniem się Boga.
anonim2013.11.16 8:09
@hamaczek Dlaczego nikt nie komponuje współcześnie pieśni religijnych opartych na słowach Pisma Św.? Spróbuj posłuchać pieśni WMU "Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej" Mimo, że dawno zszedłem z drogi odnowy i wogóle kościoła, to nadal przy Bogu trzyma mnie muzyka WMU. Czesto słucham i grywam.
anonim2013.11.16 9:21
@Klaro Za darmo dostępujemy łaski odkupienia która jest w Chrystusie Jezusie a zgodnie z nauką KK nasze zbawienie zależy od naszej wiary i uczynków... Pięknie (dyplomatycznie) to określił Benedykt XVI mówiąc: "Sola fide- jest poprawne jeśli nie przeciwstawia się WIARY- MIŁOŚCI". Dlaczego uważam to za genialną wypowiedź- bo w Przykazaniu Miłości mieszczą się wszystkie pozostałe... Nie da się kraść, kłamać, zabijać etc... KOCHAJĄC BLIŹNIEGO... (Brakuje mi mądrości BXVI...) NEOWCY- Jasne że wszyscy jesteśmy grzeszni ale z grzechem trzeba WALCZYĆ i go zwyciężać jak nas nauczył Jezus Chrystus! bo GRA toczy się o nasze ZBAWIENIE! Życzę wszystkim spokojnego weekendu...
anonim2013.11.16 10:21
@Kropelka to co napisałaś to są założenia a praktyka pokazuje coś innego
anonim2013.11.16 11:53
@Augur Dodajmy jeszcze takich kompozytorów jak Paweł Bębenek, Piotr Pałka, Hubert Kowalski, Dawid Kusz OP... Współcześnie jest komponowana cała masa pięknych pieśni religijnych, więc pytanie powinno raczej brzmieć "czemu nie są one śpiewane w naszych parafiach?"
anonim2013.11.16 12:39
W “Katechezie” Ruchu Neokatechumenalnego (została ona szczegółowo przestudiowana przez księdza włoskiego Enricco Zoffoli), zarezerwowanej tylko dla “wtajemniczonych”, znajduje się wiele stwierdzeń heretyckich, z których starczy wymienić te najważniejsze: - Człowiek nie może nie grzeszyć. - Nawrócenie polega jedynie na uznaniu swej nędzy moralnej. - Grzech nie obraża Pana Boga, bo jest czymś normalnym w życiu człowieka. - Chrystus Pan dokonał odkupienia wszystkich ludzi nie przez Swą mękę i śmierć na Krzyżu, lecz przez Swe Zmartwychwstanie. - Kościół nie został założony przez Chrystusa Pana, lecz przez pierwotną wspólnotę wiernych, jak wszystkie religie, stąd też są one sobie równe i każdy może się zbawić niezależnie od wiary, którą wyznaje. Kapłaństwo nie ma nic wspólnego ze święceniami, gdyż każdy chrześcijanin jest kapłanem przez Chrzest, a więc także i kobiety są kapłankami. - Msza święta, zwana przez ową “Katechezę” Eucharystią nie jest ofiarą, stąd też nie jest potrzebny ołtarz, bo wystarcza stół. - Eucharystia jest tylko ucztą – biesiadą, a nie ofiarą. - Konsekracja chleba i wina jest tylko symbolem Zmartwychwstania Chrystusa. - Msza święta nie jest celebrowana przez kapłana, lecz przez Zgromadzenie. - Nie istnieje obecność rzeczywista Chrystusa Pana w Eucharystii, stąd też nie usprawiedliwiają się akty adoracji, przyklękania itp. - Sakrament pokuty utożsamia się z sakramentem Chrztu i spowiedź powinna być publiczną wobec Zgromadzenia, a nie wobec kapłana. - Wszyscy ludzie są grzeszni, więc nie może istnieć “stan łaski”. - Chrystus Pan nie może być naśladowany. - Chrystus Pan wymaga, aby każdy chrześcijanin nienawidził swych rodziców, braci i krewnych. - Aby być chrześcijaninem trzeba najpierw wyzbyć się wszelkich dóbr na korzyść wspólnoty neokatechumenalnej. - Dobra wspólne mogą być używane i nadużywane; nie usprawiedliwia się żadna asceza, ani też powściągliwość. - Wszyscy będą zbawieni dzięki miłosierdziu Boga; nie istnieje piekło, ani czyściec, więc modlitwy za zmarłych są niepotrzebne. - Historia Kościoła kończy się z edyktem cesarza Konstantyna i zaczyna się na nowo dopiero dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu. - Biblia interpretuje się sama (a nie przez Kościół).
anonim2013.11.16 13:56
Jezus na drodze wyleczył mnie z tego czego nie mogła wyleczyć wieloletnia terapia. Doświadczanie Kościoła jako wspólnoty konkretnych, znanych mi z imienia wiernych - zarówno tych, których kocham, jak i tych których nie potrafię zaakceptować. Doświadczanie, że Słowo Boże przemienia mnie i wydaje konkretne owoce w moim życiu. Doświadczanie, że nic nie mogę o własnych siłach, ale Bóg mnie kocha w całej nędzy i bezsilności.
anonim2013.11.16 14:38
@tomton... "NEOWCY- Jasne że wszyscy jesteśmy grzeszni ale z grzechem trzeba WALCZYĆ i go zwyciężać jak nas nauczył Jezus Chrystus!" A niby po co na Drodze są celebrowane Liturgie Pokutne? @Franciszek... "@Kropelka to co napisałaś to są założenia a praktyka pokazuje coś innego" Jesteś na Drodze i mówisz o własnym doświadczeniu? Bo ja jestem i to, o czym pisałam, to nie teoria, ale właśnie osobiste doświadczenie. @Iwona Jaszczuk... Przykro mi , że trafiłaś do destrukcyjnej wspólnoty, bo i takie zapewne się zdarzają, gdy panuje w nich dążenie do przestrzegania "litery", a nie "ducha" wskazań postępowania na Drodze. Ważna jest tu moderacja prezbitera, aby do takich sytuacji nie dochodziło. Przyznam, że pierwszy raz spotykam się np. z takim zarzutem, że na Drodze jest potępiane odmawiania Różańca. Wręcz odwrotnie! Na przykład podczas wyjazdów na Światowe Dni Młodzieży nieraz pode drogą odmawialiśmy go wspólnie, a także jest to czasami praktyką naszej wspólnoty, że gdy nie uda się latem zorganizować grupki przygotowującej Liturgię Słowa, to na spotkaniu odmawiamy albo brewiarz albo różaniec. @enrque111... "W “Katechezie” Ruchu Neokatechumenalnego (została ona szczegółowo przestudiowana przez księdza włoskiego Enricco Zoffoli)" To stare dzieje i stare zarzuty sprzed przeszło 20 lat i nie wszystkie prawdziwe. Aby Statuty Drogi Neokatechumenalnej mogły być zatwierdzone w 2008 roku przez Papieską Radę ds. Świeckich wątpliwości w postępowaniu i nauczaniu Drogi musiały być wyjaśnione i skorygowane. Inaczej by ich nie zatwierdzono. Tak samo jak katechez Drogi.
anonim2013.11.16 15:07
@Kropelka "Aby Statuty Drogi Neokatechumenalnej mogły być zatwierdzone w 2008 roku przez Papieską Radę ds. Świeckich wątpliwości w postępowaniu i nauczaniu Drogi musiały być wyjaśnione i skorygowane. Inaczej by ich nie zatwierdzono. Tak samo jak katechez Drogi." Obecnie nic nie musi być "wyjaśnione i skorygowane", aby zostać dopuszczonym do wykonywania w Kościele katolickim. Podobnie było z komunią na łapę, na stojąco, na siedząco, tańce rozrywkowe podczas mszy, wygłupy cyrkowców, wspólne modły z szamanami i innymi błędnowiercami, zaprzeczanie prawdom wiary: czyściec, piekło, zbawienie tylko w Kk, łamanie przepisów kościelnych: liturgii, kapłaństwa, małżeństwa itd. itp. Nie dziwię się więc, że w dobie takiego odstępstwa od wiary katolickiej, zatwierdzono również modernistyczno-protestanckie Statuty DN.
anonim2013.11.16 15:53
@halik Chorał gregoriański to nie wszystko, co można nazwać muzyką w Kościele. Niestety nawet księża często rezygnują ze śpiewu gregoriańskiego poprzez czytanie prefacji z mszału, zamiast śpiewania tej ważnej modlitwy. Wprowadzenie śpiewu gregoriańskiego w całej Liturgii jest niemożliwe i nie chciałabym bym tak było. Z całym szacunkiem do chorału i jego wartości, myślę o tym, by w naszych pieśniach było Słowo Boga, żywe z Biblii, a nie tylko jakaś poezja. "Kto się w opiekę" jest to tekst psalmu, ale dlaczego nie można znaleźć innych fragmentów? Nie rozumiem.
anonim2013.11.16 15:59
Czym jest ten ruch? Jest to mieszanka żydno-masono-protestancko-katolickich elementów zinterpretowanych i poukładanych przez tego całego Kiko. Zatwierdzone przez przekupionych kardynałów w Watykanie. Cel to niszczenie kościoła katolickiego od wewnątrz. To jest właśnie neokatechumenat.
anonim2013.11.16 18:11
tomtom napisał(a): Za darmo dostępujemy łaski odkupienia która jest w Chrystusie Jezusie a zgodnie z nauką KK nasze zbawienie zależy od naszej wiary i uczynków... *** Dawniej używano określenia "odkupienie", dziś używa się "zbawienie". Protestanci również wyznają, że wiara bez uczynków martwa jest, czyli - aby móc przebywać po ziemskiej śmierci pośród zbawionych, należy realizować w swoim życiu przesłanie Ewangelii; nie można jednak tego osiągnąć własnymi siłami, do tegoż usposabia nas Moc Ducha Swiętego. Podobnie naucza nasz Kościół, tyle, że ujmuje to w inne słowa. ***** "Jasne że wszyscy jesteśmy grzeszni ale z grzechem trzeba WALCZYĆ i go zwyciężać jak nas nauczył Jezus Chrystus!" *** Walczyć i zwyciężać WŁASNA mocą, czy jednak Mocą Ducha Swiętego? Mamy do dyspozycji sakramenty, które również umacniają nas na drodze do Domu Ojca, ale one wpisują się w działanie Ducha Swiętego. Same sakramenty nie zbawiają.
anonim2013.11.16 18:48
enrque111 napisał(a): W “Katechezie” Ruchu Neokatechumenalnego (została ona szczegółowo przestudiowana przez księdza włoskiego Enricco Zoffoli), Treści podane przez ks. Zoffoli są ordynarną manipulacją. Rozpatrzmy to: - Człowiek nie może nie grzeszyć. Oczywiście, nauka Kościoła jest właśnie taka. Bez grzechu byli jedynie Jezus i Maryja - już św. Józef był grzesznikiem. Grzech jest niejako wpisany w ludzką naturę. Grzeszy każdy z nas, nawet papież - inną sprawą jest waga grzechu, nieco skomplikowany jest podział na grzech lekki i ciężki (śmiertelny); grzech ciężki świadomemu swojej wiary chrześcijaninowi prawie się nie zdarza. Największą dla nas koleiną jest wierność VI Przykazaniu. Jeżeli już jednak upadniemy, wyznając nasz grzech Bogu i wspólnocie Kościoła (spowiedź), i zdecydowanie odcinając się od niego, powracamy w ramiona miłującego nas Ojca. - Nawrócenie polega jedynie na uznaniu swej nędzy moralnej. Przede wszystkim. Polega na zrozumieniu swojej niemocy, na tym, że wszystko zawdzięczamy odkupieńczej śmierci Jezusa, że sami z siebie jesteśmy skłonni tylko do czynienia zła, że jedynym ratunkiem jest uczynienie Jezusa Panem swojego życia. - Grzech nie obraża Pana Boga, bo jest czymś normalnym w życiu człowieka. Zależy jak to zinterpretujemy - Boga nic nie jest w stanie obrazić, nic nie może przydać Mu chwały, jest Bytem doskonałym i niczego Mu nie brakuje. Dziękowanie Bogu, Uwielbienie Go jest potrzebne nam, a nie Jemu. Właściwszym było by powiedzieć, że nasz grzech Boga zasmuca, bo On nas miłuje bezgranicznie i chce dobra dla swoich dzieci; grzech nas okalecza, niszczy. Grzechy śmiertelne niszczą świat cały. - Chrystus Pan dokonał odkupienia wszystkich ludzi nie przez Swą mękę i śmierć na Krzyżu, lecz przez Swe Zmartwychwstanie. Odkupienie dokonało się na Krzyżu, ale było by niczym bez Zmartwychwstania. To zmartwychwstanie Pana naszego zadało oścień śmierci; zmartwychwstanie Jezusa jest zapowiedzią naszego zmartwychwstania.
anonim2013.11.16 18:49
- Kościół nie został założony przez Chrystusa Pana, lecz przez pierwotną wspólnotę wiernych, jak wszystkie religie, stąd też są one sobie równe i każdy może się zbawić niezależnie od wiary, którą wyznaje. Kapłaństwo nie ma nic wspólnego ze święceniami, gdyż każdy chrześcijanin jest kapłanem przez Chrzest, a więc także i kobiety są kapłankami. Bzdura totalna - NIGDY nic takiego nie było głoszone. - Msza święta, zwana przez ową “Katechezę” Eucharystią nie jest ofiarą, stąd też nie jest potrzebny ołtarz, bo wystarcza stół. - Eucharystia jest tylko ucztą – biesiadą, a nie ofiarą. Msza św/Eucharystia jest zarówno Ofiarą, jak i Ucztą. Tą rzeczywistość tzw. tradsi tracą z oczu. KKK 1402 W starożytnej modlitwie Kościół sławi tajemnicę Eucharystii: O sacrum convivium in quo Christus sumitur. Recolitur memoria passionis eius; mens impletur gratia et futurae gloriae nobis pignus datur – "O święta Uczto, na której przyjmujemy Chrystusa, odnawiamy pamięć Jego Męki, duszę napełniamy łaską i otrzymujemy zadatek przyszłej chwały". Jeśli Eucharystia jest pamiątką Paschy Pana, jeśli przyjmując Komunię z ołtarza, otrzymujemy "obfite błogosławieństwo i łaskę" (Mszał Rzymski, Kanon Rzymski: Supplices te rogamus). to Eucharystia jest także zapoczątkowaniem niebieskiej. KKK 1408 Celebracja Eucharystii obejmuje zawsze: głoszenie słowa Bożego, dziękczynienie składane Bogu Ojcu za wszystkie Jego dobrodziejstwa, a zwłaszcza za dar Jego Syna; konsekrację chleba i wina oraz uczestniczenie w uczcie liturgicznej przez przyjmowanie Ciała i Krwi Pana. Elementy te konstytuują jeden i ten sam akt kultu. Więcej na stronie: http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-1.htm
anonim2013.11.16 18:49
- Konsekracja chleba i wina jest tylko symbolem Zmartwychwstania Chrystusa. Bzdura - wymysł autora. Przez te słowa, wypowiadane in persona Christi przez celebrującego liturgię Eucharystii kapłana, dokonuje się konsekracja darów chleba i wina, nad którymi wezwano mocy Ducha Świętego. Odtąd są to już święte postaci Ciała i Krwi Pańskiej. Przeżywanie Eucharystii wyraża się nie tylko w przyjmowaniu odpowiednich postaw czy wypowiadaniu słów, ale nade wszystko w zjednoczeniu się z Chrystusem ofiarującym siebie samego na ołtarzu. W tym właśnie duchu warto przeżywać moment konsekracji. http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/ksiadz_odpowiada/konsekracja.html Nie inaczej jest nauczane w "neo".
anonim2013.11.16 18:50
Centralnym punktem Eucharystii jest ołtarz, może być to nawet odpowiednio przygotowany stół. Istotą jest to co się dokonuje na ołtarzu, a nie mebel sam w sobie. - Msza święta nie jest celebrowana przez kapłana, lecz przez Zgromadzenie. We Wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego czytamy: 27. Lud Boży zostaje zwołany razem na Mszę świętą, to jest na Wieczerzę Pańską, aby pod przewodnictwem kapłana, który uobecnia osobę Chrystusa, sprawować pamiątkę Pańską, czyli Ofiarę eucharystyczną. Por. DP nr 5; KL nr 33. - Nie istnieje obecność rzeczywista Chrystusa Pana w Eucharystii, stąd też nie usprawiedliwiają się akty adoracji, przyklękania itp. Bzdura, podobnie jak poprzednie. Nie maj już siły nadal z tymi idiotycznymi zarzutami polemizować. Powiem tylko tyle - zachęcam do zapoznania się z oficjalnym nauczaniem Kościoła, którego podstawą jest KKK. W katechezach "neo" nie ma nic, co by stało w opozycji do tego, co nam Kościół przekazuje.
anonim2013.11.16 18:51
Z argumentami pana enrque111 proszę nie dyskutować. zarówno na tym forum jak i na kilku innych nie raz i nie dwa razy można było przeczytać kontrargumenty dla tez tego "genialnego" badacza drogi księdza Enricco Zoffoli. Ale jak widzę kontrargumenty nie dochodzą a mity mają się dobrze
anonim2013.11.16 19:23
J.E. Ks. Bp Zbigniew Kraszewski o Neokatechumenacie: Bardzo ciekawa książka księdza Enrico Zoffoliego w tłumaczeniu ks. Henryka Czepułkowskiego pt. Czy "Droga" neokatechumenatu jest prawowierna? Magisterium Papieża a katecheza Kiko Argüello - porównanie, wydana przez pana Marcina Dybowskiego, jest niezwykle cenną pozycją. Autor porównuje punkt po punkcie naukę Kościoła katolickiego - przedstawianą w wypowiedziach Najwyższego Autorytetu katolickiego Ojca Świętego Jana Pawła II - ze słowami założyciela "Drogi", Kiko Argüello. W książce czytamy, co Ojciec Święty, a co pan Kiko mówi na temat Kościoła katolickiego, magisterium tegoż Kościoła, struktury hierarchicznej Kościoła, kapłaństwa, grzechu, nawrócenia, zadośćuczynienia za grzechy, Eucharystii, sakramentu pokuty, łaski i świętości, Pana Jezusa jako wzoru świętości, nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa, różańca, Mszy św. Niedzielnej i życia pozagrobowego. W drugiej części tej cennej książki mamy podsumowanie tematów i bilans ogólny. Jest on negatywny w stosunku do neokatechumenatu. Autor podkreśla najważniejsze błędy neokatechumenatu, a mianowicie nauczanie, że Kościół katolicki nie jest konieczny do zbawienia, że hierarchia Kościoła nie ma żadnego znaczenia, że tylko Biblia samodzielnie, "niezależnie" wyjaśnia, zawiera prawdziwą naukę itd. Jest to więc odnowiony luteranizm. Do tego dodać należy, że liturgia neokatechumenalna jest sprawowana niezgodnie z przepisami Kościoła katolickiego, a "spowiadanie się" na głos wobec całego zgromadzenia neokatechumenów jest nadużyciem i niesłychanym upokorzeniem wyznającego swoje grzechy. Następnie trzeba podkreślić, że pan Kiko świetnie dba o swoje interesy, nakazując swoim adeptom wyprzedaż tego, co posiadają, i przekazanie otrzymanych ze sprzedaży sum nie byle gdzie, tylko do kasy organizacji. Jest to więc nie tylko szerzenie błędnych nauk w Kościele katolickim, lecz również, mówiąc współcześnie, "świetny biznes"... Książkę tę powinni przeczytać wszyscy. Przede wszystkim duszpasterze Kościoła katolickiego, aby nie dać się uwieść tej nowej herezji, a następnie wierni, aby w swej niewiedzy i dobroduszności nie popierali pana Kiko, nie dali się zatruwać błędnymi naukami i nie nabijali mu kasy pieniędzmi, używanymi dla niewiadomych celów.
anonim2013.11.16 19:26
Do Klary i Kropelki Czy wyobrażacie sobie żeby w jakiejś normalnej parafii (nie wspomnę już o tradycyjnej) miała miejsce taka sytuacja jak w Warszawie ???
anonim2013.11.16 19:31
Do Gabriela: Czy ze stanowiskiem J.E. Ks. Bp Zbigniew Kraszewskiego też prosisz żeby nie dyskutować. Przecież jest takie samo jak to wyrażone przez enrque111
anonim2013.11.16 19:42
Do Iwony Jaszczuk: Tak to już jest z księżmi wychowanymi w posoborowych seminariach. Takie rzeczy w Tridentinie były nie do pomyślenia
anonim2013.11.16 20:43
CaminoCanis napisał(a): J.E. Ks. Bp Zbigniew Kraszewski o Neokatechumenacie: ""spowiadanie się" na głos wobec całego zgromadzenia neokatechumenów jest nadużyciem i niesłychanym upokorzeniem wyznającego swoje grzechy. Następnie trzeba podkreślić, że pan Kiko świetnie dba o swoje interesy, nakazując swoim adeptom wyprzedaż tego, co posiadają, i przekazanie otrzymanych ze sprzedaży sum nie byle gdzie, tylko do kasy organizacji. " *** Kolejne duby smolone. W formacji neokatechumenalnej nie ma czegoś takiego, jak nakaz wyznawania swoich grzechów głośno, przed całą wspólnotą. Nie ma również nakazu wyzbycia się wszystkich dóbr materialnych i oddania pozyskanych środków "do kasy organizacji". Powyższe jest zwyczajnym oszczerstwem niegodnym urzędu biskupa.
anonim2013.11.16 20:46
Iwona Jaszczuk napisał(a): " Gorsze widywałam - jak na przykład ksiądz na niedzielnej Mszy Świętej (bo na codziennej to już regularnie) bezczelnie i na uszach wszystkich zgromadzonych fałszował słowa konsekracji. " *** Ty to masz dziewczyno problemy. Wsłuchiwać się w słowa celebransa, zastanawiać się czy na pewno nie "zgrzeszył" myląc słowa konsekracji - zamiast czynnie i w pełni uczestniczyć w Eucharystii, to musi być bardzo męczące.
anonim2013.11.16 20:53
@Klara Tylu głupstw i herezji w wydaniu osoby, która mieni się katolikiem, to już dawno nie słyszałem. Nie mam zamiaru nawet polemizować z idiotyzmami, które wypisałaś - starczy, że zacytuję tylko jeden, świadczący o tym, że nie znasz nawet podstaw katechizmu: "Boga nic nie jest w stanie obrazić" - podczas gdy w Kkk (1850) jasno jest napisane: "Grzech jest obrazą Boga."
anonim2013.11.16 21:24
Do Iwony Jaszczuk: To że będzie łatwiej nie znaczy, że księża przedsoborowi to robili (bądź robią to teraz sprawujący Mszę Świętą wg rytu trydenckiego) Do Klary: rozumiem, że J.E. Ks. Bp Zbigniew Kraszewski prawi duby smalone. Powołujesz się często na przepisy KKK, ale czy są one tożsame z praktykami drogi neokatechumenalnej ???
anonim2013.11.16 22:44
SA zatwierdziła Katechezy DN jako DYREKTORIUM KATECHETYCZNE, a więc katechezy mają rangę dokumentu KK, są nie tylko zgodne z nauką KK, ale są po prostu nauką KK zatwierdzoną do głoszenia w charyzmacie DN. Sam Ratzinger jako jeszcze Prefekt Kongregacji Nauki Wiary rozpoczął studiowanie 13 tomów katechez. Przez ponad 8 lat Watykan słowo po słowie czytał katechezy i naniósł w nich odnośniki do KKK. Jeżeli ktoś się uważa za bardziej kompetentnego od tych, którzy otrzymali od KK mandat, by strzec depozytu wiary, to gratuluję dobrego samopoczucia...
anonim2013.11.16 23:12
@Klara - Człowiek nie może nie grzeszyć. Oczywiście, nauka Kościoła jest właśnie taka. Bez grzechu byli jedynie Jezus i Maryja - już św. Józef był grzesznikiem. Grzech jest niejako wpisany w ludzką naturę. Grzeszy każdy z nas, nawet papież - inną sprawą jest waga grzechu, nieco skomplikowany jest podział na grzech lekki i ciężki (śmiertelny); grzech ciężki świadomemu swojej wiary chrześcijaninowi prawie się nie zdarza. Największą dla nas koleiną jest wierność VI Przykazaniu. Jeżeli już jednak upadniemy, wyznając nasz grzech Bogu i wspólnocie Kościoła (spowiedź), i zdecydowanie odcinając się od niego, powracamy w ramiona miłującego nas Ojca. BEZEDURA To haslo to nic innego jak: natura czlowieka jest grzeszna a to najzwyczajniej w swiecie herezja. Natura czlowieka jest dobra i do dobra zostal powolany, bo zostalismy stworzeni na obraz i podobienstwo Boga, ktory jest Dobry.
anonim2013.11.16 23:43
@halik Ale czy po grzechu pierwszych rodziców natura człowieka nie stała się grzeszna?
anonim2013.11.16 23:45
Warszawa, dnia 23 lutego 1999 r N. 763/99/P. PRYMAS POLSKI Ekscelencjo, Dotarła do mnie książka ks. Enrico Zoffoli "Czy -Droga- Neokatechumenatu jest prawowierna" - wydawnictwo Antyk - Marcin Dybowski, przetłumaczona przez ks. H. Czepułkowskiego, Komorów 1999. Nie zajmowałbym się tym paszkwilem na jedną z grup życia wewnętrznego w Kościele, gdyby nie "Słowo wstępne" podpisane przez Waszą Ekscelencję. Nie sądzę, aby ten tekst wyszedł spod pióra Waszej Ekscelencji, raczej sądzę, że podsunięto go Waszej Ekscelencji do podpisania; jest to bowiem potwierdzanie nieprawdy. Wielu kardynałów pracuje dziś nad znalezieniem kanonicznego miejsca dla potężnej i oryginalnej duchowości. Ojciec święty doskonale zna: apostolski zapal "Drogi" i ludzi, którzy ofiarują życie za Kościół i Papieża. Ojciec ścięty wysyła ich jako najbardziej odważnych do krajów misyjnych. U nas pracuje "wzorowo kilkunastu kapłanów "Redemptoris Mater", a wielu z nich pracuje w krajach na Wschodzie. Wspólnoty rodzin, wielodzietne, praktykują heroicznie życie katolickie w okolicznościach zaprzeczanej Ewangelii. Członkowie wspólnot dochodzą do takiego stopnia życia duchowego, że w "Drugim scrutinium" wyrzekają się największego z ideałów tego świata -pieniądza. Cześć tych pieniędzy idzie na ubogich, część do dyspozycji Kościoła hierarchicznego. To bohaterskie wyrzeczenie się jest znakiem duchowości, dlatego stwierdzenie przez Biskupa: "Kiko świetnie dba o swoje interesy" jest wysoce krzywdzące, niesprawiedliwe i nieprawdziwe. Radzę, aby Wasza Ekscelencja zapoznał się z nauką "Drogi", zapoznał się z praktyką życia wspólnot i znalazł sposób na odwołanie sformułowań, które są oskarżeniami krzywdzącymi. Wspólnoty "Drogi" żyją w naszych parafiach w Warszawie - można to sprawdzić. Każdy człowiek może błądzić i potknięcia mogą się zdarzyć wśród ludzi -członków "Drogi", ale my, biskupi, zanim kogoś potępimy, winniśmy sprawę zbadać w miłości. Piszę te słowa z bólem i ufam, że Wasza Ekscelencja zrozumie moje intencje. Ślę pozdrowienia w Chrystusie-Panu + Józef Kardynał Glemp Prymas Polski
anonim2013.11.17 1:22
@Q. Nie. Jest zraniona=skłonna do zła, ale nie grzeszna=zła. . . Za KKK: Chociaż grzech pierworodny jest grzechem własnym każdego (Por. Sobór Trydencki: DS 1513.Por. Sobór Trydencki: DS 1513). to jednak w żadnym potomku nie ma on charakteru winy osobistej. Jest pozbawieniem pierwotnej świętości i sprawiedliwości, ale natura ludzka NIE JEST całkowicie zepsuta: jest zraniona w swoich siłach naturalnych, poddana niewiedzy, cierpieniu i władzy śmierci oraz SKŁONNA do grzechu (ta skłonność do zła jest nazywana "pożądliwością"). Chrzest, dając życie łaski Chrystusa, gładzi grzech pierworodny i na nowo kieruje człowieka do Boga, ale konsekwencje tego grzechu dla osłabionej i skłonnej do zła natury pozostają w człowieku i wzywają go do walki duchowej. . . Czym jest owa pożądliwość uczy nas święty Sobór: To zaś, że w ochrzczonych pozostaje pożądliwość lub zarzewie [grzechu], ten święty Sobór przyznaje to i z tym się zgadza. Ponieważ zaś ta pożądliwość jest nam pozostawiona dla walki, nie może ona szkodzić tym, któzy jej NIE DAJĄ PRZYWOLENIA I MĘŻNIE OPIERAJĄ SIĘ [jej] z POMOCĄ ŁASKI Jezusa Chrystusa. Właśnie dzięki temu "każdy otrzyma nagrodę, kto będzie należycie walczył" [2 Tm 2,5]. A co do tej POŻĄDLIWOŚCI, którą Apostoł niekiedy nazywa "grzechem" [Rz 6, 12n], święty Sobór oświadcza, iż Kościół katolicki nigdy nie rozumiał tak, jakoby u [ludzi] ochrzczonych była prawdziwym i właściwym grzechem, lecz [tak jest nazwana], ponieważ jest POZOSTAŁOŚCIĄ po grzechu i do grzechu nakłania. Jeśli ktoś przeciwnie sądzi, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych. . . According to the catholic faith we also believe that after grace has been received through baptism, all baptized persons have the ability and responsibility, if they desire to labor faithfully, to perform with the aid and cooperation of Christ what is of essential importance in regard to the salvation of their soul. We not only DO NOT believe that any are FOREORDAINED to EVIL by the power of God, but even state with utter abhorrence that if there are those who want to believe so evil a thing, THEY ARE ANATHEMA.
anonim2013.11.17 2:00
Co wie Józef Kardynał Glemp Prymas Polski o Neo... ? to co mu powiedzą :) buhaha
anonim2013.11.17 3:06
Pomijając wszystkie inne watki: Kiko jest kiepskim malarzem. Co to jest Nadzwyczajna Nagroda Narodowa? Googlewicz o niej milczy więc to raczej trudno uznać za jakiś wielki sukces i spełnienie na płaszczyźnie artystycznej. To niby nic. Można nie być ani malarzem ani muzykiem ale być apostołem Ewangelii Jezusa. Po co jednak ktoś, kto chce być apostołem na siłę kreuje z siebie artystę?
anonim2013.11.17 6:43
enrque111 napisał(a): Tylu głupstw i herezji w wydaniu osoby, która mieni się katolikiem, to już dawno nie słyszałem. Nie mam zamiaru nawet polemizować z idiotyzmami, które wypisałaś - starczy, że zacytuję tylko jeden, świadczący o tym, że nie znasz nawet podstaw katechizmu: "Boga nic nie jest w stanie obrazić" - podczas gdy w Kkk (1850) jasno jest napisane: "Grzech jest obrazą Boga." *** Podałam tylko nauczanie Kościoła. Katechizm ujmuje wiele spraw skrótowo. Ja natomiast nie zawsze potrafię fachowo i przystępnie pewne - dla mnie oczywiste - sprawy wyjaśnić. Odwołam się więc do wypowiedzi osoby od Klarci bardziej kompetentnej. "Boga nie można obrazić, ponieważ Bóg nie jest kimś, kto się obraża, jak to często przydarza się ludziom. Innymi słowy, "obraza Boga" nie oznacza tego, że Bóg odwraca się zagniewany i mówi: "Jak on tak mógł. Jak mnie nie przeprosi, to się do niego nie odezwę". Bóg kocha każdego człowieka, jest zawsze pierwszy w miłości, szuka człowieka, bo chce go zbawić. Kiedy mówimy "obraziłem Boga" to w gruncie rzeczy chcemy powiedzieć, że zrobiłem coś, co sprzeciwia się Jego zbawczym, pełnym miłości planom wobec mnie. Bywaj zatem z Bogiem, który sie na Ciebie nie obraża..., ale Cię kocha." Zachęcam nie tylko do pogłębienia swojej wiary, ale i wiedzy, bo jak na razie to wygląda, że zatrzymałeś się na poziomie przygotowania do I Komunii św. (Dariusz Kowalczyk, jezuita) Podobne treści znajdziemy również w wielu innych opracowaniach teologicznych, a jak ktoś ma możliwość, to zachęcam do wybrania się na Rekolekcje Ignacjańskie.
anonim2013.11.17 6:43
CaminoCanis napisał(a): rozumiem, że J.E. Ks. Bp Zbigniew Kraszewski prawi duby smalone. *** Może się zdarzyć - nie każda prywatna wypowiedź biskupa jest tożsama z przekazem danym nam w oficjalnym nauczaniu Kościoła. Z drugiej strony - może to być fałszywka, albo ktoś podsunął do podpisania ks. biskupowi tekst, który ten automatycznie podpisał. To by jednak znaczyło, że nasi hierarchowie nieco lekceważą swoje obowiązki. ***** Powołujesz się często na przepisy KKK, ale czy są one tożsame z praktykami drogi neokatechumenalnej ??? *** Z praktyką we wspólnotach może być różnie. Bardzo dużo zależy od animujących wspólnotę i od dojrzałości w formacji, osób robiących Drogę. Natomiast co do zasad, ujętych w Statuty Drogi - są one zgodne z przepisami Kościoła. Tak jest też z głoszonymi Katechezami, jest na nich zawsze obecny kapłan.
anonim2013.11.17 7:11
halik napisał(a): " BEZEDURA To haslo to nic innego jak: natura czlowieka jest grzeszna a to najzwyczajniej w swiecie herezja. Natura czlowieka jest dobra i do dobra zostal powolany, bo zostalismy stworzeni na obraz i podobienstwo Boga, ktory jest Dobry. " *** Masz rację, ale tak było do chwili popełnienia grzechu przez naszych prarodziców. Od tego czasu natura człowieka została skażona grzechem. Jezus co prawda nas odkupił, a tym samym dał nam możliwość wyzwalania się z grzechu, jednak nie ma na ziemi ludzi bezgrzesznych. Można określić to jako skłonność, lecz do grzechu, jako nasze słabości. Nawet najwięksi święci korzystali z sakramentu spowiedzi. Jak już wspomniałam - w naszej wierze jest podział na grzech lekki i ciężki (śmiertelny). Grzech śmiertelny to świadome i dobrowolne złamanie któregoś z przykazań Dekalogu - chrześcijanin popełnia go bardzo rzadko, a może być, że wcale. Gdyby człowiek nie był grzeszny Sakrament Pojednania (spowiedź) byłby zbędny. A przecież przykazanie kościelne nakazuje co najmniej raz w roku się spowiadać. W Piśmie Swiętym mamy takie słowa - "jeżeli myślimy, że nie mamy grzechu, to sami siebie oszukujemy. Jeżeli uważasz, że jesteś bez grzechu, to znaczy, że jesteś jak Maryja. Swięty za życia - sprawdź czy nie masz aureoli nad głową.
anonim2013.11.17 7:12
Franciszek napisał(a): " Co wie Józef Kardynał Glemp Prymas Polski o Neo... ? " *** Może i wie niewiele, ale... Bez wątpienia formacja Drogi była doskonale znana kard. Ratzingerowi, który "neo" na teren Niemiec sprowadził - ks. kardynał celebrował też nie jeden raz Liturgię Eucharystyczną we wspólnotach "neo" i to jeszcze wtedy zanim zostały ostatecznie zatwierdzone Statuty Drogi, Ciało Pańskie przyjmowano wtedy i spożywano w pozycji siedzącej. Liturgię Eucharystyczną celebrował także bł. Jan Paweł II. W/w doskonale znali zarówno treść Katechez, jak i materiały dotyczące formacji.
anonim2013.11.17 7:12
abolicjant napisał(a): " Po co jednak ktoś, kto chce być apostołem na siłę kreuje z siebie artystę? " *** 1. Kiko nie chce być apostołem, to Jezus powołał go i posłał do zadania jakie założyciel Drogi wypełnia. 2. On się nie kreuje na artystę, po prostu pisze ikony i tworzy coś tam jeszcze. Można ewentualnie powiedzieć, że jest kreowany na artystę. Dzieła artystów (WSZYSTKICH) mają to do siebie, że jednym się podobają, a innym nie.
anonim2013.11.17 9:09
@Klara "Zachęcam nie tylko do pogłębienia swojej wiary, ale i wiedzy, bo jak na razie to wygląda, że zatrzymałeś się na poziomie przygotowania do I Komunii św. (Dariusz Kowalczyk, jezuita)" Teraz już wiem, że błądzisz i zmierzasz w niebezpiecznym kierunku herezji. Już Papież Pius XII dostrzegał wśród teologów i naukowców katolickich, osoby negujące z różnych pobudek, zdrową naukę Kościoła. Przestrzegał ich w encyklice "Humani Generis". Niestety najwięcej ich jest wśród jezuitów, choćby wymienię najbardziej błądzących, takich, jak: Roger Haight, Henryk de Lubac, Wacław Oszajca, Jacek Prusak, Karl Rahner, Adam Żak, nie wspominając już nawet o największym jezuickim heretyku i szkodniku, jakim był Pierre Teilhard de Chardin. Czyżby zatem o. Dariusz Kowalczyk wpisywał się w tą niechlubną kartę sławnego zakonu jezuitów ? W dzisiejszych, posoborowych czasach Kościołowi brakuje siły i jedności, aby przeciwstawić się błędom doktrynalnym w szeregach modernistycznych teologów oraz wśród „światowo i postępowo” ukształtowanych kapłanów. Stąd, co i rusz pojawiają się wypowiedzi, oraz głoszone są treści sprzeczne z wielowiekową nauką Kościoła, za głoszenie których, jeszcze niedawno winny byłby surowo ukarany i obłożony karami kościelnymi. Dziś wypowiedzi niezgodne z Magisterium, nie tylko uchodzą płazem, ale są przez niektórych hierarchów kościelnych tolerowane i podzielane, siejąc zamęt wśród wiernych. Skoro Katechizm Kościoła katolickiego mówi coś zupełnie innego, niż twój teolog, to wybacz, że pozostanę przy nauczaniu Kościoła a nie twego teologa z Bożej łaski :)
anonim2013.11.17 9:19
@Klara Co do "rekolekcji ignacjańskich", to byłem na takich prowadzonych przez FSSPX - niezapomniane duchowe przeżycie i umocnienie wiary. Znam również osoby, które były na takich rekolekcjach u jezuitów (w Gdyni) - różnice są zasadnicze, nie mówiąc nawet o dyscyplinie duchowej i organizacyjnej, ale o zasadniczym przesłaniu, które znacznie odbiega od wielowiekowej nauki Kościoła oraz intencji św. Ignacego.
anonim2013.11.17 13:12
Klarcia- pisanie ikon ma swoje reguły, których Kiko nie spełnia,jedynie się nimi inspiruje. W różnych tekstach o Kiko ( także w powyższym) czytałem o nim jako o odnoszącym sukcesy artyście, który poświęcił swą sławę dla misji religijnej. To nieprawda. Co innego brat Albert.
anonim2013.11.17 13:19
Iwona Jaszczuk napisał(a):Lis 16, 2013, 12:26 po południu Na Drodze Neokatechumenalnej byłam kilkanaście lat. Wytrzymałam upokorzenia, wyzwiska, poglądy braci niby z komuny bolszewickiej. Jeden z nich zaciągnął mnie do sex-shopu. Inny zachwalał pornografię. Miałam odwagę myśleć samodzielnie, więc jedna z sióstr nazwałam mnie demonem. To wszystko było jeszcze do wytrzymania, i potępianie odmawiania Różańca jako "religijności naturalnej" również. Sekowano mnie też za udział w manifestacjach pro-life, bo "prawo nie da ci zbawienia". Byłam. Wytrzymywałam. Dlaczego odeszłam? Bo kruszenie Chlebem Eucharystycznym to już było dla mnie zbyt wiele. Uspokajano mnie "dla mojego dobra", gdy chciałam oponować. Księża wychwalający pod niebiosa wiarę "pierwszych chrześcijan" nagle zaczynali ich krytykować, kiedy wykazywałam z dokumentów, że mieli oni większy szacunek dla Eucharystii. Tak, wiem, moje odejście to było schowanie głowy w piasek, ale każdy człowiek ma swoją granicę wytrzymałości. A poza tym jednym problemem - właściwie w porządku... Witam! Ja jestem 18 lat we wspólnocie neokatechumenalnej. Nie wiem do jakiej pani trafiła wspólnoty, bo ja w Neokatechumenacie nie spotkałem się, aby była mowa o prowadzeniu sióstr do sex-shopu, czy rozmowach o pornografii, więc to proszę złożyć na karb tych biedaczków, którzy przyszli się dopiero nawracać. Neokatechumenat jest droga kenozy, a nie samodoskonalenia. To tutaj Bóg daje nam broń do walki z pokusami, powoli ucząc nas na nowo modlitwy. Kościół na "Drodze" daje nam na nowo odkrywać modlitwę psalmami, Credo, Ojcze Nasz, jak również odnawia w nas dar modlitwy różańcowej. We wspólnocie raczej mówi się, że modlitwa to nie magia, to nie bezsensowne klepanie modlitw, które nie zawsze rozumiemy. Dlatego neokatechumenat nie jest dla wszystkich, bo przecież nie wszyscy potrzebują takiej drogi. Neokatechumenat to droga zejścia w dół, aby poznać swoje najczarniejsze grzechy, bym mógł je wypowiedzieć w pokorze przed Chrystusem w osobie prezbitera w sakramencie pokuty i wtedy On zanurzając mnie jakby na nowo w wodach Chrztu, tylko On jest w stanie zniszczyć we mnie mój grzech. Również na Drodze spotkałem się z wyjazdami na katolicki Family Day we Włoszech, w Hiszpanii na miejskich placach (różne wspólnoty i grupy katolickie) - spotkania w obronie rodziny i życia nienarodzonych, więc bracia może nie mieli pojęcia o czym mówią. Owszem chrześcijanin nie strajkuje i nie idzie do sądu, ale przecież manifestuje swe poglądy dając świadectwo: idąc z pielgrzymką, na procesjach, spotkaniach w obronie rodziny i życia (oczywiście jeśli jest to omodlone i nie przyjmuję formy przemocy), czy w życiu codziennym. Mnie od początku w domu, w rodzinie, a później we wspólnocie uczono szacunku do Ciała Chrystusa, szacunku do Eucharystii. To wszystko zależy od prezbiterów, bo przecież oni stoją w autorytecie Kościoła wobec nas. We wspólnocie uczę się posłuszeństwa wobec Kościoła, co nie oznacza owczego pędu, ale pokorne wsłuchiwanie się w głos Pasterza. Także pani wypowiedź nie stanowi obrazu neokatechumenatu.
anonim2013.11.17 13:19
Z zawodu jestem lekarzem 32l. Na drodze od 6 lat po 1 skrut, z moim podejsciem krytycznego racjonalisty ciężko mnie zwieść... w skrócie kręcenie wałów to ja e nie mnie (przynajmniej tak było w przeszłości) Powiem w skrócie - większych kretynizmów oderwanych od rzeczywistości nt grzechu, zbawienia, $$ w NEO, liturgii i spowiedzi nie słyszałem (odnosze się do przedmówców) Ja wiem ,ze gdyby nie neo dzis nie miałbym zony i dzieci, wiem że gdyby nie ten sposób formowania wiary to gó$% bym wiedział o chrzescijaństwie i judaiźmie.. żył bym pewnie na kocią łapę usuwajac swoje dzieci w łonie, liczyłbym tylko na kasę i dobrobyt a ego napompowane miałbym do granic mozliwosci... CHcecie oceniac neo to sami przyjdźcie choćby na katechezy.. są one organizowane nie w szopach ale w KOSCIELE. Formacja drogi została OFICJALNIE uznana za RDZEŃ formowania chrzescijaństwa (w nurcie katolicyzmu) i nie zawiera ona ŻADNYCH herezji.. Chcecie owoców? - prosze bardzo: liczba powołań liczona w tysiacach razy przekracza powołania z kościoła powszechnego, ostatnich 3 papieży wspierało bardziej drogę neo niż jakikolwiek inny "ruch" http://www.youtube.com/watch?v=rY4bntQKa4k - 2godz 35min
anonim2013.11.17 13:24
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu gdyby w Kościele pojawił się Żyd z gitarką , zmieniający liturgie to szybko i sprawnie pozbyli by się heretyka ze swoich struktur. Jakież to są owoce Neokatechumenatu? Nie widzę masowych nawróceń Europy. Bardziej podejrzewam, ze to 5 kolumna w KK. Odciągnąć wiernych od swojej parafii, od Mszy niedzielnej. Kazać zapłacić dziesięcinę , zauważmy, ze te pieniądze nie trafią już do proboszcza np. na remont dachu w kościele.
anonim2013.11.17 14:06
Franciszek napisał(a): [ usuńcie ten komentarz! ]Lis 17, 2013, 2 rano Co wie Józef Kardynał Glemp Prymas Polski o Neo... ? to co mu powiedzą :) buhaha Franciszku... w przeciwieństwie do Ciebie ś.p. Kardynał Glemp wielokrotnie uczestniczył w spotkaniach i liturgiach we wspólnotach neokatechumenalnych i nie był zamknięty w kurii i znał życie wspólnot, znał wielu braci, więc nie był oszukiwany, jak ty zostałeś oszukany przez teksty przeciwne wspólnotom
anonim2013.11.17 14:08
Iwona Jaszczuk napisał(a):Lis 16, 2013, 12:26 po południu Na Drodze Neokatechumenalnej byłam kilkanaście lat. Wytrzymałam upokorzenia, wyzwiska, poglądy braci niby z komuny bolszewickiej. Jeden z nich zaciągnął mnie do sex-shopu. Inny zachwalał pornografię. Miałam odwagę myśleć samodzielnie, więc jedna z sióstr nazwałam mnie demonem. To wszystko było jeszcze do wytrzymania, i potępianie odmawiania Różańca jako "religijności naturalnej" również. Sekowano mnie też za udział w manifestacjach pro-life, bo "prawo nie da ci zbawienia". Byłam. Wytrzymywałam. Dlaczego odeszłam? Bo kruszenie Chlebem Eucharystycznym to już było dla mnie zbyt wiele. Uspokajano mnie "dla mojego dobra", gdy chciałam oponować. Księża wychwalający pod niebiosa wiarę "pierwszych chrześcijan" nagle zaczynali ich krytykować, kiedy wykazywałam z dokumentów, że mieli oni większy szacunek dla Eucharystii. Tak, wiem, moje odejście to było schowanie głowy w piasek, ale każdy człowiek ma swoją granicę wytrzymałości. A poza tym jednym problemem - właściwie w porządku... Witam! Ja jestem 18 lat we wspólnocie neokatechumenalnej. Nie wiem do jakiej pani trafiła wspólnoty, bo ja w Neokatechumenacie nie spotkałem się, aby była mowa o prowadzeniu sióstr do sex-shopu, czy rozmowach o pornografii, więc to proszę złożyć na karb tych biedaczków, którzy przyszli się dopiero nawracać. Neokatechumenat jest droga kenozy, a nie samodoskonalenia. To tutaj Bóg daje nam broń do walki z pokusami, powoli ucząc nas na nowo modlitwy. Kościół na "Drodze" daje nam na nowo odkrywać modlitwę psalmami, Credo, Ojcze Nasz, jak również odnawia w nas dar modlitwy różańcowej. We wspólnocie raczej mówi się, że modlitwa to nie magia, to nie bezsensowne klepanie modlitw, które nie zawsze rozumiemy. Dlatego neokatechumenat nie jest dla wszystkich, bo przecież nie wszyscy potrzebują takiej drogi. Neokatechumenat to droga zejścia w dół, aby poznać swoje najczarniejsze grzechy, bym mógł je wypowiedzieć w pokorze przed Chrystusem w osobie prezbitera w sakramencie pokuty i wtedy On zanurzając mnie jakby na nowo w wodach Chrztu, tylko On jest w stanie zniszczyć we mnie mój grzech. Również na Drodze spotkałem się z wyjazdami na katolicki Family Day we Włoszech, w Hiszpanii na miejskich placach (różne wspólnoty i grupy katolickie) - spotkania w obronie rodziny i życia nienarodzonych, więc bracia może nie mieli pojęcia o czym mówią. Owszem chrześcijanin nie strajkuje i nie idzie do sądu, ale przecież manifestuje swe poglądy dając świadectwo: idąc z pielgrzymką, na procesjach, spotkaniach w obronie rodziny i życia (oczywiście jeśli jest to omodlone i nie przyjmuję formy przemocy), czy w życiu codziennym. Mnie od początku w domu, w rodzinie, a później we wspólnocie uczono szacunku do Ciała Chrystusa, szacunku do Eucharystii. To wszystko zależy od prezbiterów, bo przecież oni stoją w autorytecie Kościoła wobec nas. We wspólnocie uczę się posłuszeństwa wobec Kościoła, co nie oznacza owczego pędu, ale pokorne wsłuchiwanie się w głos Pasterza. Także pani wypowiedź nie stanowi obrazu neokatechumenatu.
anonim2013.11.17 16:23
a co z tymi madryckimi slumsami, do ktorych "Bog wezwal Kiko, zeby pozostawil wszystko i zyl z nimi"?!..... zaglada tam czasem Kiko?!...lub inni neokatechumeni?!..... czy to byl tylko taki wzniosly poczatek, od ktorego reszte zycia Kiko bedzie "odcinal kupony?!"....takie na wieki swiadectwo cnoty i szlachetnosci i autorytetu zamykajacego usta innym....przed ktorym tylko na kolana mozna padac?!....KTO dzisiaj pomaga tym w slumsach?!.....
anonim2013.11.17 16:23
a co z tymi madryckimi slumsami, do ktorych "Bog wezwal Kiko, zeby pozostawil wszystko i zyl z nimi"?!..... zaglada tam czasem Kiko?!...lub inni neokatechumeni?!..... czy to byl tylko taki wzniosly poczatek, od ktorego reszte zycia Kiko bedzie "odcinal kupony?!"....takie na wieki swiadectwo cnoty i szlachetnosci i autorytetu zamykajacego usta innym....przed ktorym tylko na kolana mozna padac?!....KTO dzisiaj pomaga tym w slumsach?!.....
anonim2013.11.17 18:32
@Neonek30 w Neo... byłem 18 lat a to co napisałeś to propaganda Neo... Jak nie zaczniecie poważnie traktować poprawek jakich dokonała Kongregacja w skryptach, przestrzegania przepisów liturgicznych to kiepsko widzę przyszłość Drogi w KK.
anonim2013.11.17 18:39
kard. Glemp otworzył seminarium Redemptoris Mater w Warszawie i był w stałym kontakcie z rektorem i DN. Wielokrotnie uczestniczył w etapach 2 skrutynium i to co pisze, pisze jako świadek, a nie jako komentarz do artykułów "gazety"...
anonim2013.11.17 18:41
@Weronika: madryckie slumsy zniszczyły koparki i spychacze, aby rozbudować miasto - wielu ludzi stamtąd trafiło do wspólnot i dziś z nadzieją oczekują nieba, bo są w wieku "powołaniowym" (zamiast ćpać, prostytuować się, kraść itd.
anonim2013.11.17 20:02
ranciszek napisał(a):Lis 17, 2013, 6:32 po południu @Neonek30 w Neo... byłem 18 lat a to co napisałeś to propaganda Neo... Jak nie zaczniecie poważnie traktować poprawek jakich dokonała Kongregacja w skryptach, przestrzegania przepisów liturgicznych to kiepsko widzę przyszłość Drogi w KK. Piszę z własnego doświadczenia, a nie z żadnej propagandy, więc piszę to co wiem. A propagandą mogę nazwać również całą nagonkę na neo, bo często jest wyssana z palca, przeinterpretowana, bądź wyrwana z kontekstu. Widzę, że wielu ludzi ma problem z autorytetem Kościoła. Kościół jedno, ale my wiemy lepiej, neokatechumenat jest be... Przeważnie takie słowa słyszę od osób głęboko zranionych, lub od biedaczków, którzy nie mieli zbyt wiele pokory kiedy dotknęło ich słowo brata ze wspólnoty. Powiedzcie, lepiej cukierkowato się kochać, mówić sobie pochlebstwa, czy być szczerym i w miłości powiedzieć drugiemu prawdę (chociaż, przyznaję, że tej miłości uczymy się wszyscy na drodze ciągłego nawrócenia).
anonim2013.11.17 20:10
Franciszek napisał(a): Lis 17, 2013, 6:32 po południu @Neonek30 w Neo... byłem 18 lat a to co napisałeś to propaganda Neo... Jak nie zaczniecie poważnie traktować poprawek jakich dokonała Kongregacja w skryptach, przestrzegania przepisów liturgicznych to kiepsko widzę przyszłość Drogi w KK. To proszę wykaż mi te zmiany, jakie one są i do których ja z moją wspólnota się nie stosuję, albo która wspólnota neokatechumenalna na świecie, w Polsce konkretnie się do nich nie stosuje, bo na razie to ogólniki i co to znaczy jak nie zaczniecie? Po za tym, o których skryptach mówisz i do czego pijesz? Bo tak na okrągło to pewnie, że możesz sensację wzbudzić...
anonim2013.11.17 20:20
enrque111 napisał: " Co do "rekolekcji ignacjańskich", to byłem na takich prowadzonych przez FSSPX - niezapomniane duchowe przeżycie i umocnienie wiary. Znam również osoby, które były na takich rekolekcjach u jezuitów (w Gdyni) - różnice są zasadnicze, " *** 1. Zeby ocenić różnice należało by wziąć udział i w tych prowadzonych przez "Szkołę gdyńską". 2. Na pewno klasycznie - ściśle według Ignacego Loyoli - prowadzone są Rekolekcje Ignacjańskie pod kierunkiem o. Mokrzyckiego. 3. Po Twoich wpisach jednak pobytu na ignacjańskich nie widać. W pierwszych dniach jest tam medytacja - brzmi mniej więcej tak: "posadź się oczami duszy na kolanach miłującego cię Ojca".
anonim2013.11.17 20:21
Tomo napisał: Jakież to są owoce Neokatechumenatu? *** W 2009 r. formacja neokatechumenalna była prowadzona w 19 tysiącach wspólnot w 4,5 tys. parafii w 820 diecezjach w 101 krajach na 5 kontynentach. Najwięcej wspólnot w Europie oraz na świecie jest we Włoszech oraz w Hiszpanii. Kościół w Polsce, w którym jest ok. tysiąca wspólnot jest trzeci co do liczebności wspólnot w Europie. Droga jest bardzo rozpowszechniona także w w Brazylii, Meksyku, Kolumbii, Argentynie oraz Wenezueli. W Azji najwięcej wspólnot jest Indiach. Większość wspólnot liczy od 20 do 50 osób. Z uwagi na powszechną wielodzietność u osób zaangażowanych w Drogę liczba pozostających pod jej wpływem szacowana jest na milion osób W 2009 r. było także 598 wielodzietnych, zazwyczaj, rodzin w misji, z 2 tys. 48 dziećmi. Na bezpośrednie zaproszenie biskupów miejscowych zostały one posłane na tereny zdechrystianizowane, w których obecność Kościoła jest bardzo mała: Europa – 261 rodzin z 899 dziećmi Ameryka – 162 rodziny z 595 dziećmi Bliski Wschód – 24 rodziny z 23 dziećmi Afryka – 24 rodziny z 44 dziećmi Azja – 82 rodzin z 286 dziećmi Australia – 45 rodzin z 201 dziećmi W styczniu 2011 papież Benedykt posłał kolejne 200 rodzin Według danych na rok 2009, Droga Neokatechumenalna przyczyniła się do powstania 72 diecezjalnych seminariów misyjnych „Redemptoris Mater” na pięciu kontynentach. Ponad 1,5 tys. księży zostało już wyświęconych. Są oni inkardynowani do diecezji, do której należy dane seminarium. Około 4 tys. osób rozpoczęło życie konsekrowane w różnych instytutach i zakonach. Do 2008 r. na całym świecie, erygowano ponad 70 seminariów Redemptoris Mater, w których do kapłaństwa przygotowuje się około 3000 alumnów
anonim2013.11.17 23:46
Uzupełniam wypowiedź Klary: W 2013 roku Droga Neokatechumenalna ma już 100 seminariów Redemptoris Mater. I... mogę się pochwalić, że w tym roku jeden brat z mojej wspólnoty został wylosowany do Seminarium Redemptoris Mater w Miami na Florydzie. Wylot w grudniu.
anonim2013.11.18 7:16
Na szczęście pośród znanych mi Katolików są również rodziny wielodzietne. Nikt się tym nie chwali tak jak czyni to Neokatechumenat. W strukturach KK jest wiele wspólnot. Ale żadna z nich nie miała odwagi zmieniać liturgię Mszy Świętej !. Neokatechumenat NIGDY nie dostał zgody na odprawianie swojej paschy. Zatwierdzenie statutów nastąpiło ,ale jasno Watykan napisał , że dotyczy to kwestii nieliturgicznych! Dla mnie nie ważne jest czy jakiś Biskup was popiera. Dla mnie ważne jest co czuję w sercu. A tutaj zgody na herezję nie ma!
anonim2013.11.18 9:49
Ale popiera nas biskup Rzymu...
anonim2013.11.18 11:39
Członkowie Neo funkcjonują jak żołnierze jak się z nimi rozmawia to pomimo że są z różnych końców Polski mówią dokładnie to samo są wyszkoleni w PR Jak mówi się od błędnym nauczaniu, o braku kultu Eucharystycznego( Adorcja) strzepywanie okruszek z rąk po komunii, nie przestrzeganiu własnych statutów itd - zakrzyczą cię, że mają Poparcie Papieża, biskupa i proboszcza i maja zdjęcia z Papieżem i jego Błogosławieństwo i jesteś prześladowcą barci - koniec dyskusji Jak rozmawiam z Neonami mam nieodparte wrażenie, że ich duchowość jest jakoś podobna do świadków Jehowy.
anonim2013.11.18 13:16
Neonek- "biskup Rzymu" popiera Was trochę mniej niż nas (moją parafię). Nigdy nie skierował pod naszym adresem żadnych wątpliwości co do treści wiary czy formy kultu tak jak to ma miejsce w odniesieniu do Drogi. Nie wyznaczył też dla nas programu naprawczego tak jak to zrobił odnośnie Drogi. A właśnie. Czy uczestniczysz we Mszy Św. w swojej wspólnocie parafialnej przynajmniej raz w miesiącu jak nakazuje Wam papież? Czy poza tym minimalnym wymogiem stawianym wam przez Kościół w jakiś inny sposób starasz się (zgodnie z duchem tego zalecenia) budować wspólnotę z Kościołem, który przecież istniał zanim wystąpiła "rewolucyjna fala" `68, ktorej wyrazem w Kościele jest m.in Droga Neokatechumenalna i będzie istniał nawet kiedy Droga przestanie istnieć?
anonim2013.11.18 15:02
@abolicjant "Czy uczestniczysz we Mszy Św. w swojej wspólnocie parafialnej przynajmniej raz w miesiącu jak nakazuje Wam papież?" Oczywiście, jak i większość moich braci ze wspólnoty.
anonim2013.11.18 15:11
Odnośnie powszechnego wśród :szeregowców" Neo przekonania o tym, że "papież o wszystkim wie i wszystko akceptuje". Poniższe teksty świadczą o tym, że doktryna i liturgia Drogi nastręczają Kościołowi "pewnych problemów" i są akceptowana jedynie pod pewnymi warunkami. Czy i na ile poszczególne wspólnoty Neo i należące do nich osoby stosują się do zaleceń Kościoła to pytanie do samych neokatechumenariuszy. Z moich doświadczeń wynika jednak, że większość "szeregowców" w ogóle nie wie o zaleceniach Kościoła względem Neo. Tyleż chętnie podpierają się "poparciem biskupa Rzymu" co lekceważą Jego zalecenia. Z listu kard. Francisa Arinze, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów do Kiko: "Po rozmowach w niniejszej Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w sprawie celebracji Najświętszej Eucharystii we wspólnotach Drogi Neokatechumenalnej, zgodnie z wytycznymi podanymi podczas spotkania z Państwem w dniu 11 listopada b.r., informuję Państwa o decyzjach Ojca Świętego. Przy celebracji Mszy świętej, Droga Neokatechumenalna ma przyjąć i przestrzegać ksiąg liturgicznych zatwierdzonych przez Kościół, nie ujmując ani nie dodając niczego. Dalej, w odniesieniu do niektórych elementów, podaje się następujące wskazówki i wyjaśnienia: 1. Niedziela jest “Dies Domini”, jak zechciał to nakreślić Sługa Boży Papież Jan Paweł II w liście apostolskim o Dniu Pańskim. Dlatego Droga Neokatechumenalna musi wejść w dialog z biskupem diecezjalnym w celu wyjaśnienia, że wspólnota Drogi Neokatechumenalnej jest wcielona w parafię także w kontekście celebracji liturgicznych. Przynajmniej w jedną niedzielę w miesiącu, wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej muszą uczestniczyć w Mszy świętej wspólnoty parafialnej. 2. Co do jakichkolwiek komentarzy wygłaszanych przed czytaniami, muszą one być krótkie. Należy też przestrzegać tego, co jest napisane we Wprowadzeniu Ogólnym do Mszału Rzymskiego (nn. 105 i 128) oraz we Wprowadzeniu do Lekcjonarza (nn. 15, 19, 38, 42). 3. Homilia, ze swej natury i wagi, jest zarezerwowana dla kapłana albo diakona (por. KPK, kan. 767 § 1). Co do okazjonalnego dołączania świadectw ze strony wiernych świeckich, właściwe dla nich miejsca i metody są wskazane w międzydykasterialnej instrukcji “Ecclesiae de Mysterio”, która została zatwierdzona “na zasadzie wyjątku” przez Papieża Jana Pawła II i opublikowana 15 sierpnia 1997 r. W dokumencie tym, w punktach 2. i 3. artykułu 3. napisane jest co następuje: §2 – “Jest dozwolone, aby była krótka nauka pomagająca lepiej wyjaśnić sprawowaną liturgię, a nawet w wyjątkowych okolicznościach parę świadectw, o ile te mieszczą się w normach liturgicznych, przy okazji liturgii Eucharystycznych sprawowanych w szczególne dni (dla seminarzystów, chorych, etc.), i uważa się je za prawdziwie pomocne jako ilustracja zwykłej homilii wygłaszanej przez celebransa. Te nauki i świadectwa nie mogą przyjmować cech, które mogłyby sprawić, iż zostaną one pomylone z homilią.” §3 – “Możliwość ‘dialogu’ podczas homilii (por. Dyrektorium o Mszach z Dziećmi, nr 4) może być przez celebransa używana okazyjnie i z roztropnością jako sposób wykładu, który nie przerzuca służby nauczania na innych.” Należy też starannie przestrzegać instrukcji Redemptionis Sacramentum, nr 74. 4. Co do przekazywania znaku pokoju, udziela się Drodze Neokatechumenalnej pozwolenia, aby kontynuować indult już udzielony, nie przesądzając przyszłych zaleceń. 5. W sprawie przyjmowania Komunii Świętej, udziela się Drodze Neokatechumenalnej okresu przejściowego (nie przekraczającego dwóch lat) na przejście z szeroko rozpowszechnionego w jej wspólnotach sposobu przyjmowania Komunii Świętej (siedząc, ze stołem nakrytym obrusem umieszczonym w centrum kościoła zamiast przeznaczonym ku temu ołtarzem w prezbiterium) na zwykły sposób, w który cały Kościół przyjmuje Komunię św. Oznacza to, że Droga Neokatechumenalna musi zacząć przyjmować sposób rozdzielania Ciała i Krwi Pańskiej, opisany w księgach liturgicznych. 6. Droga Neokatechumenalna musi także korzystać z innych Modlitw Eucharystycznych zawartych w mszale, a nie tylko II Modlitwy Eucharystycznej. W skrócie, Droga Neokatechumenalna, w swojej celebracji Mszy Świętej, powinna przestrzegać zatwierdzonych ksiąg, pamiętając o tym co napisano powyżej pod numerami 1,2,3,4,5 i 6. "
anonim2013.11.18 15:56
@abolicjant... Podałeś stare zalecenia, które od dawna zostały wprowadzone i funkcjonują na drodze. To, że są stare, wynika chociażby z tego, że już od wielu lat nie przyjmujemy Komunii Świętej w postawie siedzącej, ale stojącej.
anonim2013.11.18 17:12
Jacek Dobry napisał(a): [ usuńcie ten komentarz! ]Lis 18, 2013, 11:39 rano strzepywanie okruszek z rąk po komunii Proszę o do wody bo jak na razie to tylko słowa, ja jeszcze nie spotkałem braci, którzy by strzepywali okruszki ciała eucharystycznego. Co do adoracji, to nikt jej nikomu nie zabrania, a po za tym jest czas pewien czas na drodze kiedy bracia adorują Chrystusa w Eucharystii całą noc. Zrozumcie, że neokatechumenat to wspólnota, która ukierunkowana jest głównie na tych co do Kościoła już nie chodzą i dopiero przez lata drogi uczą się na nowo wzrastać w wierze. Jak kogoś Duch Święty porywa do Emanuela, Ruchu Światło Życie, Odnowy w Duchu Świętym, Żywego Różańca, to bardzo pięknie, ja kocham osobiście te wspólnoty i cieszę się, że czasem wspólnie ewangelizujemy, więc nie patrzmy na siebie podejrzliwie i miejmy przede wszystkim do siebie miłość...
anonim2013.11.18 17:32
abolicjant napisał(a): Lis 18, 2013, 1:16 po południu Neonek- "biskup Rzymu" popiera Was trochę mniej niż nas (moją parafię). Nigdy nie skierował pod naszym adresem żadnych wątpliwości co do treści wiary czy formy kultu tak jak to ma miejsce w odniesieniu do Drogi. Nie wyznaczył też dla nas programu naprawczego tak jak to zrobił odnośnie Drogi. A właśnie. Czy uczestniczysz we Mszy Św. w swojej wspólnocie parafialnej przynajmniej raz w miesiącu jak nakazuje Wam papież? Czy poza tym minimalnym wymogiem stawianym wam przez Kościół w jakiś inny sposób starasz się (zgodnie z duchem tego zalecenia) budować wspólnotę z Kościołem, który przecież istniał zanim wystąpiła "rewolucyjna fala" `68, której wyrazem w Kościele jest m.in Droga Neokatechumenalna i będzie istniał nawet kiedy Droga przestanie istnieć? W mojej parafii jesteśmy bardzo zaangażowani w jej życie jako: służba liturgiczna ołtarza, posługa modlitewna do chorych, animatorzy kandydatów do bierzmowania (razem z siostrami z Odnowy w Duchu Świętym), komentarze do czytań w czasie mszy świętej, lektorzy, kantorzy. Uczestniczymy nie tylko w niedziele i wszystkie ważne święta, jesteśmy po prostu częścią parafii
anonim2013.11.18 22:05
@abolicjant Ten list powstał 8 lat temu. Wiele się zmieniło od tego czasu.
anonim2013.11.20 1:02
@Sonia... Przeczytaj samą siebie... "na dzisiaj jest pilna potrzeba ratowac cala Wspolnote Kosciola, odbudowywac jej calosciowy pierwotny charakter, przeciwdzialac anonimowosci, biernosci, bylejakosci. Ucieczka zas w oddzielna grupe, nisze zaciesnianiajaca jedynie wlasne wiezi i tworzaca poglebione relacje z wlasnymi jedynie czlonkami," Z jednej strony ubolewasz nad anonimowością członków Kościoła, a z drugiej strony, gdy powstała struktura, która tę anonimowość przełamuje, to uważasz, że to jest niedobre. W ten sposób występujesz właściwie przeciwko kilkudziesięciu wspólnotom, które funkcjonują w Kościele, gdyż każda z nich prowadzi do naturalnego zacieśnienia więzi pomiędzy ich członkami. Twoje stanowisko jest również niezgodne ze stanowiskiem Kościoła, które jako lekarstwo na atomizację ludzi w Kościele upatruje właśnie w parafialnej "wspólnocie wspólnot". Różnorodność działających wspólnot, pośród których każdy może znaleźć coś, co mu "pasuje", jest niewątpliwie bogactwem współczesnego Kościoła, a nie czyms nagannym.
anonim2013.11.20 8:14
My się nie oddzielamy od wspólnoty kościoła. Na naszą mszę sw./eucharystię może przyjść każdy. W mojej parafii proboszcz informuje o tym parafian. Po za tym DN nie powróciła do swiętowania szabatu. Tak jak cały kościół zaczynamy świętować niedzielę już w sobotę wieczorem. Dlatego w kosciołach odprawiane są msze św. niedzielne w wigilie niedzieli, a także nie ma sobotnich nieszporów tylko pierwsze nieszpory niedzielne.
anonim2013.11.20 8:28
Cytowanie Arinze jest zgoła nieroztropne. Przypominam, że to kardynał który w swych wypowiedziach wielokrotnie podkreślał, Kościół ma prawo mieć tylko jedną liturgie i zarówno Droga jak i WSZYSTKIE ruchu dążące do przywrócenie STAREJ Mszy muszą zrezygnować ze swoich dążeń bo Kościół może mieć tylko mszę Pawła VI.Benedykt XVI jasno pokazał, że był on w błędzie
anonim2013.11.20 9:52
Polecam artykuł z wiara.pl http://kosciol.wiara.pl/doc/1769577.Moda-na-ewangelizacje Szczególnie ważne moim zdaniem jest zdanie: "Wystarczy zajrzeć do „Vademecum współpracy Ludu Bożego i duszpasterza” autorstwa sł. Bożego bp. Wilhelma Pluty, który w roku 1973 pisał, że w epoce urbanizacji, która niszczy dawne więzi społeczne, „trzeba tzw. infrastruktur, czyli mniejszych zespołów, przez które wierni wejdą w kontakt z parafią, najczęściej za dużą”. Przecież to można jasno zobaczyć w świecie: w miastach cos takiego jak przynależność jedynie do konkretnej parafii staje się czymś umownym, a nie wynikającym z faktu zamieszkania: ludzie gdzie indziej mieszkają, gdzie indziej pracują, jeszcze gdzie indziej jeżdżą wypoczywać, do lekarza czy na zakupy. I do kościoła też nie koniecznie swojego parafialnego chodzą. Dlatego faktycznie dobrym rozwiązaniem jest właśnie mniejsza wspólnota poprzez którą dany człowiek nawiąże relację z parafią jako taką.
anonim2013.11.20 11:21
Kropelka, Neonek- uważam, że zalecenia papieża z 2006r. są nadal aktualne w odniesieniu do Drogi. Nie przypadkowo pytałem czy neokatechumeni przejmują się duchem kościelnych zaleceń czy poprzestają na realizacji literalnego minimum. Za nieprawidłowościami liturgicznymi w Drodze stoją bowiem fałszywe wyobrazenia o istocie sakramentów i samego Kościoła. Niestety neokatechumeni, z którymi mam okazję się stykać z upodobaniem lekceważą to, z czego wyikają kościelne napomnienia powołując się na formalne przestrzeganie litery tych zaleceń przez niektórych (czy nawet większość) członków Drogi.
anonim2013.11.20 12:39
Gabriel- taka "partyjna" logika mnie nie przekonuje. Kard. Arinze przekazywał Kiko decyzje samego papieża. Próba dyskredytowania tych decyzji poprzez niemerytoryczne niuansowanie jakichś tam opinii prefekta Kongregacji Kultu Bożego to tylko zabieg retoryczny. bez realnej wartości.
anonim2013.11.20 15:59
Odnośnie strzepywania okruchów Pana Jezusa, to nikt nie twierdzi że NEO robi to to ostentacyjnie i z premedytacją, ale nie ma możliwości łamania chleba i przyjmowania go na dłoń tak aby nie zostały okruszki. Czy podczas waszego nabożeństwa myjecie dłonie? Co dzieję się z okruszkami hostii? Spadają pod wasze buciory.
anonim2013.11.20 20:55
Tomo napisał(a): Lis 20, 2013, 3:59 po południu Odnośnie strzepywania okruchów Pana Jezusa, to nikt nie twierdzi że NEO robi to to ostentacyjnie i z premedytacją, ale nie ma możliwości łamania chleba i przyjmowania go na dłoń tak aby nie zostały okruszki. Czy podczas waszego nabożeństwa myjecie dłonie? Co dzieję się z okruszkami hostii? Spadają pod wasze buciory. Każdy jest zobowiązany do tego, aby te okruszki (właściwe: partykuły), zebrać i spożyć. Pax et Bonum
anonim2013.11.21 0:09
- To KK a nie DN ustalił świętowanie Dnia Pańskiego po pierwszych nieszporach w sobotę; to robi każda parafia katolicka i DN czerpie tu ze źródeł samego KK; - celebrowanie Eucharystii zostało w pełni zaakceptowane i zrobił to oficjalnie - z ramienia SA - kard. Ryłko, gdy po zatwierdzeniu statutów celebrował uroczystą Eucharystię tak, jak to czynią obecnie wspólnoty na całym świecie; - kwestie zaleceń kard. Arinze już dawno zostały wyjaśnione - biegacie w piętkę z tymi "argumentami": trochę logiki - gdyby tak nie było, nie byłoby DN...
anonim2013.11.21 9:51
@Neonek, nigdy dokładnie nie oczyścisz dłoni, co zrobisz jak kichniesz i odruchowo przysłonisz nos? Jak będziesz pilnować dziecka przyjmującego Komunie na rękę? Komunia na rękę to wasz wymysł. Zupełnie nie zrozumiały. Św. Terasa z Kalkuty uznała Komunię na rękę za największe zło tego świata. [1] Św. Bazylii Wielki, Doktor Kościoła, żyjący w IV wieku uznawał, że Komunia na rękę dozwolona jest jedynie w czasie prześladowań. W innym przypadku jest to ciężkie przewinienie. Jan Paweł II, (początkowo odmawiał komunikowania na rękę, uległ pod wpływem biskupów) nazwał w 1980 r. (list apostolski Dominicae Cenae) rozdawanie Komunii na rękę „godnym ubolewania brakiem czci dla Hostii Eucharystycznej [...] Dotykanie konsekrowanych postaci Hostii, a także rozdawanie ich własnymi rękoma, jest właśnie przywilejem wyświeconych." Kardynał Stefan Wyszyński: „W diecezjach Polski przyjmuje się Komunię świętą z rąk celebransa do ust w postawie klęczącej”.
anonim2013.11.21 10:14
Odnośnie tego, czy Msza Święta we wspólnocie jest/nie jest parafialna, to zostało to wyraźnie określone w Statucie DN, zatwierdzonym definitywnie. Tam czytamy w art. 13 § 2. "Neokatechumeni celebrują Eucharystię niedzielną w małej wspólnocie, po pierwszych nieszporach niedzieli. Ta celebracja odbywa się zgodnie z rozporządzeniem Biskupa diecezjalnego. Celebracje Eucharystii wspólnot neokatechumenalnych w sobotę wieczorem stanowią część niedzielnego duszpasterstwa liturgicznego parafii i są otwarte także dla innych wiernych."
anonim2013.11.21 13:45
@Tomo piszesz do mnie czy do [email protected], bo jest różnica w końcówce. Słuchaj, na razie na taki sposób liturgii jaki jest w neo, mamy zgodę, jeśli się to zmieni, ja z tego wielkiej tragedii nie będę robił, bo jestem posłuszny temu co Kościół do mnie mówi.
anonim2014.04.5 19:39
Bycie na Drodze z pewnością jest wymagające, jednak ten trud ma sens. Pokuszę się o stwierdzenie, że nawet cierpienie potrafi być znośne, ponieważ wiem, że jest w nim Bóg, co więcej: nie pozwoli mi zginąć. Wiem tez, że nigdzie przedtem nie miałam okazji doświadczyć Żywego Boga tak jak w Neokatechumenacie. Bóg jest w moim życiu, działa, przemienia moje serce i uzdalnia mnie do czynów, które przynoszą pokój mojemu sercu.
anonim2014.12.19 12:47
Dlaczego nie nosi prawdziwego imienia , jakie ma od chrztu - Kiko?
anonim2017.07.11 13:44
Kiko - gosc bez przygotowania teologicznego, nawet nie wiadomo czy i kiedy ochrzczony, w jakiej wierze wychowany a bierze sie za zmienianie Kosciola, liturgii, kreuje 'nowy sposob' - swietokradczy! przyjmowania komunii swietej, msze swiete poza kosciolem, tworzy wlasne seminaria i glosi nauki ktore sa w sprzecznosci z nauka Kosciola, wpycha czlonkow w drogi w ramiona judaizmu, protestantyzmu, a wszystko to w sosie gnozy i stopni wtajemniczenia jak w sekcie a my udajemy ze nie widzimy w tym zagrozenia dla jednosci Kosciola i dla dusz tych, ktorzy sa w NW? Ludzie, obudzcie sie!