Mustafa Dżemilew, przywódca Tatarów krymskich, powrót na Krym zagwarantowany ma dopiero po wyzwoleniu. Jak zauważy w rozmowie z „Rzeczpospolitą” „rosyjska taktyka polega obecnie na wypychaniu z półwyspu przywódców naszej społeczności”.
„Gdyby Rosja kierowała się swoim dobrze pojętym interesem- mówi Dżemilew- a nie zaborczymi ambicjami, to powinna jak najszybciej opuścić okupowane terytorium. Ale większą rolę odgrywa teraz u nich tandetny patriotyzm. Imperialistyczny.
W Rosji pojawiło się ciekawe zjawisko: normalni wydawałoby się ludzie wpadają w zachwyt z powodu zaboru cudzego terytorium”.
Relacjonując sytuację Tatarów na Krymie Dżemilew zaznaczył, że najbardziej doskwiera brak wolności.
„Najbardziej doskwiera im brak wolności. Mamy wrażenie, że znów nas odwiedziła władza radziecka, i to nie ta z czasów pieriestrojki. Rusyfikacja, przymus przyjmowania rosyjskich paszportów i porzucania ukraińskiego obywatelstwa, wszystko przy dźwiękach rosyjskiego hymnu, który słychać wszędzie. Utrata oszczędności, które przymusowo przeliczają z hrywien na ruble”- wylicza.
Dżemilew z nadzieją patrzy na władzę w Kijowie.
„Kijów wreszcie zrozumiał wagę społeczności tatarskiej. Poprzednio – szczególnie za prezydentury Janukowycza – uważano nas za potencjalnych separatystów czy islamistów. Aparat państwowy był nacelowany na Tatarów. Gdy nadszedł kryzys, to okazało się, że poza nami nikt nie broni ukraińskiej państwowości.
Równo 20 lat temu półwysep miał już rosyjskie władze: wybrany na prezydenta Jurij Mieszkow otwarcie głosił, że chce przyłączyć półwysep do Rosji.
Tak, ale to były czasy prezydentury Jelcyna. Rosja nie prowadziła tak zuchwałej polityki. Mieszkow zaczął od tego, że wprowadził czas rosyjski, chciał jeszcze wprowadzić rubla, stworzył MON i MSZ. Ponieważ jednak nie było groźby wtargnięcia rosyjskich wojsk, Kijów prowadził spokojną i mądrą politykę. Rosyjscy działacze szybko się pokłócili, głównie o podział środków płynących z Moskwy”.
W rozmowie z „Rz” Dżemilew zaapelował do światowych przywódców o wzmocnienie Ukrainy.
„Najważniejsze to wzmocnić ukraińską gospodarkę i obronność. Gdyby Rosja nie była pewna, że ukraińskiej armii prawie nie ma, to by nie ośmieliła się działać tak zuchwale”.
Urodzony na Krymie Mustafa Dżemilew był współorganizatorem wszystkich dysydenckich inicjatyw w ZSRR i jednym z najbliższych przyjaciół laureata Pokojowej Nagrody Nobla Andrieja Sacharowa.
Gdy miał pół roku, cały jego naród został na rozkaz Stalina wysiedlony z Krymu. Dopiero gdy padł Związek Radziecki, Tatarzy mogli wrócić do ojczyzny. Walce o to proste prawo Dżemilew poświęcił całe życie.
Ab/rp.pl
