Fundamentalne prawdy o naturze małżeństwa są poddane ,,diabolicznym'' i ,,szaleńczym'' atakom, powiedział kardynał Raymond Leo Burke.

Amerykański hierarcha przemawiał w ubiegłym roku w filadelfijskiej katedrze śś. Piotra i Pawła. Odbyła się tam konferencja pod hasłem: ,,Małżeństwo: Odkrywając ponownie jego prawdę''. Kardynał Burke był najważniejszym jej uczestnikiem. Konferencja odbywała się w diecezji kierowanej przez arcybiskupa Charlesa Chaputa, gorliwego obrońcę Tradycji i niezmienności Magisterium.


Kardynał Burke mówił zgromadzonym w katedrze wiernym, że celem zrozumienia kryzysu panującego w Kościele wokół małżeństwa muszą zastanowić się nad szeregiem spraw. Wskazał: relację między wiarą a kulturą; prawdziwy cel synodu biskupów; ograniczenia władzy papieskiej i władzy Kościoła w kwestii anulowania małżeństw; relacją między doktryną a dyscypliną; zamieszaniem wokół ludzkiej seksualności.


- W chwili obecnej nie ma być może w Kościele ważniejszego tematu niż małżeństwo - powiedział kardynał. - W świecie, w którym instytucja małżeństwa jest atakowan od dekad, Kościół pozostawał wiernym bohaterem prawdy o Bożym planie dla mężczyzny i kobiety - podkreślił.


- Obecnie jednak, niewątpliwie pod wpływem całkowicie zsekularyzowanej kultury, coraz większe zamieszanie, a nawet błędy przeniknęły do Kościoła, co poważnie osłabi - jeżeli całkowicie nie skompromituje - świadectwo Kościoła - podkreślił. To z kolei odbyłoby się ,,ze szkodą dla całego społeczeństwa''.

Jak mówił kardynał, synody o rodzinie pokazały, o jaką stawkę toczy się batalia. Purpurat zwrócił uwagę na słynny dokument synodalny relatio post disceptationem, wstępny dokument, który stał się podstawą do dalszych prac synodalnych.

- To nie był raport. To był manifest. Rodzaj wglądu w nowe podejście do fundamentalnych kwestii ludzkiej seksaulności w Kościele - powiedział kardynał.

- To podejście jest rewolucyjne - to oznacza, że różni się od tego, czego zawsze nauczał Kościół i co praktykował - dodał.

Chodzi tu między innymi o nową ocenę rozwodników w nowych związkach, homoseksualistów, osób żyjących bez ślubu.

- Tak, Kościół powinien chodzić na peryfria współczesnej kultury, ale zawsze bezpieczny w swojej tożsamości, prezentując najwyższe współczucie, co w sposób konieczny zakłada szacunek dla prawdy sytuacji kulturowej, tak często znaznaczonej zamieszaniem i błędami o fundamentalnych prawdach o ludzkim życiu i credo, jakim jest rodzina - podkreślił.

- Kościół musi nazywać rzeczy po imieniu, nie ryzykując wzmacniania zamieszania i błędów - kontynuował, dodając, że to byłoby wielkim skandalem. 

Hierarcha podkreślił, że trzeba być miłosiernym wobec grzeszników tak, jak Pan Jezus - udzielając przebaczenia, ale wymagając odrzucenia od grzechu.

Wezwał na koniec do naśladowania przykładu świętych Jana Chrzciciela, Tomasza Morusa i Jana Fishera, którzy za świadectwo prawdzie o świętości małżeństwa oddali życie.

jr/lifesitenews.com