Przykładem takiego zachowania był lot do Brukseli 15 października 2008 roku. Tego dnia z oficjalną wizytą do stolicy Belgii mieli lecieć prezydent i premier. Do dyspozycji pułku były wówczas dwa samoloty. Piloci relacjonują, że wszystko wskazywało na to, iż Lech Kaczyński poleci Jakiem. Samoloty i załogi były już przygotowane, jednak w ostatniej chwili padła komenda, że Jaki do Brukseli nie lecą - pisze "Nasz Dziennik".
Piloci mówią gazecie, że byli zaskoczeni taką nagła zamianą. W ich ocenie, założenie było proste: uniemożliwić za wszelką cenę prezydentowi wylot do Brukseli i przedstawić go jako awanturnika. "Był sygnał z kancelarii premiera, by zmienić zamówienie na lot" - mówią żołnierze, którzy pozostają anonimowi. Samolotami zarządzał wtedy minister Tomasz Arabski, który był koordynatorem lotów VIP - dodaje "Nasz Dziennik".
Widać jak na dłoni, że kancelaria Donalda Tuska prowadziła podjazdowe wojny z Kancelarią śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I nie chodzi tu o drobne uszczypliwości i niesnaski, ale o poważne naruszanie praw demokratycznego państwa. Czy takie wojenki mogły wpłynąć na tragedię smoleńską 2010 roku. Nie wiem, ale jeśli potwierdzą się doniesienia "Naszego Dziennika" obecny Premier powinien zabrać głos i dać na te rewelacje jakąkolwiek odpowiedź. Niestety, możemy się spodziewać tylko kuriozalnej wypowiedzi jakiegoś "małego" ministra kancelarii w jakimś programiku telewizyjno-radiowym, w którym powie coś o opozycji, która wykorzystuje tragedię smoleńską do własnych interesów. Nasza demokracja się kończy, tak samo jak nasza edukacja.

