Witold Jurasz dla Frondy: Romantyzm w zakresie celów, pozytywizm w zakresie metod - zdjęcie
16.09.16, 11:15

Witold Jurasz dla Frondy: Romantyzm w zakresie celów, pozytywizm w zakresie metod

Czy zawieszenie broni między siłami rządzącymi na Ukrainie a prorosyjskimi separatystami ma jakieś znaczenie i czy może doprowadzić do zmiany sytuacji. W komentarzu dla naszego portalu odpowiada Witold Jurasz.

 

Na wschodzie Ukrainy weszło w życie nowe zawieszenie broni między siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami. Co z tego wynika? Czy to coś zmieni?

Wydaje mi się, że nic nie zmieni. Tydzień temu przy okazji konferencji, w której brałem udział, byłem pytany o komentarz w sprawie zaostrzenia sytuacji na froncie, dziś rozmawiamy na temat zawieszenia broni, za tydzień możemy wrócić do rozmowy na temat zaostrzenia, a za dwa tygodnie uspokojenia. Ma to mniej więcej taki sens jak rozmowa na temat stanu zdrowia pacjenta w terminalnym stadium nowotworu z przerzutami – czasem jest lepiej a czasem gorzej, ale to nie zmienia faktu, że nowotwór jest.

Jaki może być dalszy rozwój tego „nowotworu”?

Porozumienia mińskie są właśnie takim terminalnym stadium, tak jest zresztą od samego początku, co nie oznacza, że to stadium będzie trwać wiecznie. To zależy od tego, co taktycznie będzie pasowało Władimirowi Putinowi. Cała istota rosyjskiej polityki polega na tym, że oni w doskonały sposób żonglują wzrostem i spadkiem napięcia. W zależności od tego czy w danym tygodniu inne sprawy (np. rozmowy na temat Syrii) idą lepiej, czy gorzej.

A więc różne okoliczności wpływają na rozwój „choroby”?

To wszystko jest ze sobą powiązane, w związku z tym liczy się kilka faktów – pierwszy jest taki, że rosyjskie wojska okupują nie tylko Krym, ale i znaczną część Donbasu. Liczy się fakt, że wobec Rosji zastosowano sankcje, ale te sankcje są słabe i liczy się fakt, że zachód się już do tego przyzwyczaił. Często występują kłopoty z kontrolą miejscowych dowódców polowych. Chociaż tu zakładam, że w większości przypadków są to agenci lub oficerowie rosyjskich służb specjalnych. Wreszcie porozumienia mińskie od początku do końca są „potworkiem”, dlatego że Rosja, czyli agresor bierze w tych udział tak, jakby była stroną zewnętrzną, a partnerem do rozmów są ludzie, którzy występują jako przedstawiciele niewiadomo jakich bytów, a w istocie są regularną rosyjską agenturą. Pewną pułapką jest analizowanie kolecorajnych etapów tych wydarzeń, bo z oczu znika nam istota problemu. A jest ona taka, że nic się nie zmienia.

Niedawno w Kijowie był prezydent Duda, a potem szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski. Czy Polska w jakiś sposób może obecnie realnie pomóc Ukrainie?

Chciałbym, żeby tak było, ale to wymagałoby tego, aby Polska zdołała wpływać na tych, którzy tak naprawdę decydują. A decydują Stany Zjednoczone, a w ich imieniu w ramach koncepcji partnership & leadership Niemcy, które oczywiście czasami różnią się w rozłożeniu akcentów z USA, ale ta różnica nie jest na tyle duża, by Stany Zjednoczone straciły zaufanie do Niemiec. Polityka Niemiec obliczona jest na to, aby być „odpowiedzialnym maklerem”, jak to ujmował kiedyś Bismarck, czyli taką stroną, która ma zdolność kontaktu ze wszystkimi innymi stronami.

Polska takiej roli pełnić nie może?

Obawiam się, że nie z szeregu powodów. Na pewno nie będzie jej pełnić, jeżeli nasz image będzie się pogarszał. Oczywiście to sformułowanie coraz częściej zaczyna prowadzić do sporu z takimi ideologicznie zaczadziałymi zwolennikami partii rządzącej, którzy twierdzą, że jeżeli ktoś uważa, że należy zwracać uwagę na swój image, to jest platformersem i uważa, że coś znaczymy tylko wtedy, gdy nas lubią. Oczywiście istotą dyplomacji nie jest to, by wszyscy nas lubili, a rządy PO o tym zapominały, jednak coraz częściej można odnieść wrażenie, że polska prawica zapomina, że bycie nielubianym i niemiłym nie pomaga w załatwianiu spraw. Miarą naszej dojrzałości czy raczej jej braku jest fakt, że jesteśmy w stanie przejść z jednej skrajności, którą było potakiwanie do drugiej skrajności, którą jest oświadczanie całemu światu, że w ogóle nie przyjmujemy do wiadomości, co ktoś o nas myśli. A można przecież być romantykiem w zakresie celów i pozytywistą w zakresie metod. Niestety jak dotąd to się nam nie udaje.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Rozmawiał MW