Przez tydzień byłam całkowicie pozbawiona dostępu do internetu, telewizji, prasy, radia, słowem – wszelkich informacji (zasłużony urlop hen daleko stąd). Do Polski wracałam z nadzieją, że może oto pod moją nieobecność wydarzyło się coś mega – PiS obalił rząd, palikociarnia wypadła poza orbitę okołoziemską, euroland upadł z kretesem albo chociaż woda w Wiśle przestała wysychać. Nic z tych rzeczy. Ominął mnie za to arcyzabawny list studentek, którym pękła gumka do premiera Tuska, zatrudnienie młodej Tuskówny na jednej z uczelni i – hit tygodnia nie do przebicia – Figurski, któremu po zwolnieniu z Eski Rock nie starcza na sushi.

 

- Liczymy z Odetą na czym zaoszczędzić, co jest zbędne. Wiesz, przestajesz chodzić co tydzień na sushi, kupować w drogich sklepach. Zauważasz, ile kosztuje benzyna. Zaczynasz liczyć, ile warte są twoje samochody – żalił się „Gazecie Wyborczej Michał Figurski, który za żarty wespół z Powiatowym na temat Ukrainek wyleciał z Eski Rock i od jakiegoś czasu znajduje się na bezrobociu.

 

Absurd nad absurdy, ale Figurski chyba mówił całkiem poważnie. Podobnie poważnie jego gorzkie żale potraktowała pewna grupa cierpiąca na lemingozę, która w geście solidarności utworzyła na Facebooku profil „Tydzień bez sushi”. Wprawdzie większość internautów kpi i drwi, nie zostawiając suchej nitki na biednym dziennikarzu, to jednak zdarzają się wpisy typu: „bardzo bym nie chciała by nasz gest miał jakąkolwiek wymowę polityczną, czy też był komentarzem społecznym. bardzo bym chciała, żeby ten gest był miłością ♥ tak zwyczajnie, po ludzku, po prostu”.

 

Nie zamierzam wpadać w moralizatorski ton i natrząsać się nad panem Figurskim, który bądź co bądź dał wyraz swojego kompletnego oderwania od rzeczywistości. Chcę tylko napisać, że jest jeszcze dla niego nadzieja. Dziś rano zmierzając do pracy (ach!) zobaczyłam nad jedną z knajp w Al. Jerozolimskich wielki napis: „Sushi już od 6 złotych!”. Wprawdzie oferta obejmowała wybrane dni tygodnia (nie wiem dokładnie które, nie przepadam za tą potrawą), ale z pewnością Figurski ze swoją potrzebą spożywania raz na tydzień się załapie. Taniej zawsze byłoby przyrządzić sushi w domu, z produktów kupionych w Lidlu albo Bidronce (sklep dla bogatych!), ale tego przecież celebrycie zaproponować nie wypada.


Marta Brzezińska

 

ps. Zawsze pozostaje mu napisanie listu do Premiera, który podpromuje „Wyborcza” zatytułowanego „Panie Premierze, nie starcza na sushi. Jak żyć?”.