- Zwołałam dzisiaj posiedzenie Konwentu Seniorów i na tym konwencie przedstawiłam konkretną propozycję. Ona nie uzyskała jednolitej zgody, ale wbrew temu podjęłam decyzję i ona będzie kluczowa. Do końca tej kadencji fundusz nagród dla Prezydium Sejmu jest zamrożony i go nie ma. Taką decyzję mogłam podjąć jako marszałek Sejmu - tłumaczyła dziennikarzom Ewa Kopacz.

 

Marszałek zwróciła jednocześnie uwagę, że przyznała nagrody dopiero w drugim roku kadencji Sejmu, a w 2011 roku środki z funduszu nagród zostały w całości zwrócone do budżetu.

 

- Podtrzymuję swoją opinię o pracy wicemarszałków i będę ją oceniać, bo taka jest rola marszałka - zaznaczyła Kopacz.

 

Marszałek zapowiedziała jednocześnie, że swoją nagrodę przekaże na cele charytatywne, m.in. dla hospicjum w Pucku.

 

Można? Można. Ten przykład dobitnie pokazuje, że wystarczy podnieść niezły jazgot, aby politycy zaczęli myśleć. Niestety niektórzy muszą usłyszeć dopiero głośne chrząknięcie, aby pamiętać o dobrych manierach. Póki co, polityczny savoir vivre ma się kiepsko.

 

AM/tvn24.pl