Kiedy u dr. Wociala zdiagnozowano nowotwór, przerzuty były już tak liczne, że leczyć można było tylko te przerzuty. Choroba jednak nie powstrzymała aktywności filozofa. Trochę ją tylko przeorganizowała. A dr Wocial, lekcję filozofii życia i śmierci zafundował sobie oraz tym, którzy Go otaczali

- Choroba uczy pokory i bardzo dobitnie pokazuje, jak bardzo zależni jesteśmy od innych. Nie wyobrażam sobie, jak bym funkcjonował, gdybym był człowiekiem samotnym. Jesteśmy jednak niesamodzielni również w tym sensie, że potrzebujemy obecności i bliskości drugiego człowieka. Bardzo potrzebujemy, żeby nas ktoś pocieszył, uścisnął, okazał nam swoją solidarność. Tak jesteśmy ukonstytuowani - mówił dr Wocial „Rzeczpospolitej” o kondycji człowieka w perspektywie swoich doświadczeń.

Dr Wocial opowiada, z jaką trudnością przychodziło mu najpierw proszenie o pomoc, a później przyjmowanie oferowanej pomocy. Odkrył w tym prawdę, której nie daje teoretyczne filozofowanie na temat życia człowieka.

- Jesteśmy bytem kruchym, ułomnym, przemijającym i choroba z całą mocą uwydatnia i unaocznia nam tę prawdę. Wielokrotnie rozważałem te sprawy na przykładzie tekstów Platona czy stoików. Teraz muszę im stawić czoło w sposób jak najbardziej praktyczny – opowiada filozof o lekcji udzielonej mu przez chorobę. - W sytuacji śmiertelnej choroby, z jaką się obecnie borykam, filozofia okazuje się boleśnie niewystarczająca. W takim momencie najcenniejsza jest realna obecność bliskiego człowieka – dodaje dr Wocial.

Siłę do stawienia czoła chorobie i śmierci Wocial czerpał z relacji z Bogiem i Kościołem.

- Dla mnie bezcenną pomocą jest również wiara – siłę czerpię z mojej osobowej relacji z Bogiem i z Kościołem. Ani przez chwilę nie miałem żalu do Boga. Od samego początku, kiedy dowiedziałem się, że mam nowotwór, było dla mnie jasne, że to doświadczenie, które Bóg mi przeznaczył. Nie było żadnego buntu czy pytania: dlaczego ja – mówi dr Wocial „Rzeczpospolitej”.

Skutkiem tych relacji było przechodzenie z życia do śmierci, które oddziaływało na zdrowych ludzi spotykających się z Profesorem. Piotr Skwieciński pisze na swoim blogu o „Harmonii odchodzenia, którą wyraźnie się czuło".

- Lekarz z hospicium z długim doświadczeniem, który przeprowadził już od życia w śmierć dziesiątki, jeśli nie setki ludzi, powiedział o Jurku, że w ciągu całej kariery może dwa razy dane mu było uczestniczyć w takim odejściu – pisze w osobistym tekście publicysta.

Skwieciński dzieli się wiedzą, że dr Wocial pobłogosławił przed śmiercią całą rodzinę. - Wiem też, że całe dobro, emanujące z Jego odejścia wynikało z wiary, do której kilkanaście lat temu powrócił – bardzo intensywnie. Ja nie jestem, jak to mówią wierzący, obdarzony tą wiarą. Ale dzięki doświadczeniu, jakim była moja obecność u Niego – wtedy, tydzień temu, przez półtorej godziny – odczułem (wiedziałem to oczywiście wcześniej, ale co innego wiedzieć, a co innego zobaczyć, poczuć), jakim błogosławieństwem wiara potrafi być – wyznaje Piotr Skweciński, dodając, że myśląc o swojej śmierci, chce odchodzić w taki sposób jak dr Wocial.

Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie...

 

* Ś.P. dr Jerzy Wocial był filozofem, wykładał w IF UW. Współpracował z "Rzeczpospolitą". Był członkiem rady redakcyjnej "Więzi". Tłumaczył również teksty dla polskiej edycji "First Things".

 

MM/Rz/Salon24.pl

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »