Stanisław Janecki: Dotychczasową prezydenturę Bronisława Komorowskiego nazwałbym prezydenturą neutralnego świadka, który przygląda się tylko temu, co robi rząd, i nie wykazuje żadnej inicjatywy, albo wykazuje inicjatywy pozorne. Taką jest np. powołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego w formule zaproponowanej przez Bronisława Komorowskiego. Jest to ciało dekoracyjne, które ma być jakimś super rządem, gronem super doradców. Jednak nie ma ono umocowań prawnych, które sankcjonowałyby taki jej status. Obecne działanie RBN jest działalnością zastępczą. Ona nie ma większego znaczenia, chodzi tylko o to, by ważni ludzie w państwie mogli się spotkać i porozmawiać. Mówienie, że to jest jakieś niezwykle ważne ciało, które cokolwiek może rozwiązać, jest nieporozumieniem. Prezydent zaprosił do niej całe spektrum polskich polityków. W ten sposób pokazuje, że prowadzi niesłychanie koncyliacyjną politykę. Jednak poza elementem propagandowym, nic specjalnego za nią się nie kryje.
Choć 100 dni to mało, żeby wyjść z jakąś inicjatywą ustawodawczą, jednak nie słychać żadnych symptomów, by prezydent cokolwiek w tej kwestii przygotowywał. Jedyną aktywnością ustawodawczą Bronisława Komorowskiego jest wycofywanie z Trybunału Konstytucyjnego ustaw zawetowanych przez Lecha Kaczyńskiego. Nie wiem jednak, czy to wyjdzie na zdrowie rządowi, ponieważ część z zastrzeżeń była sensowna. Na przykład odblokowanie ustaw zdrowotnych, które zmuszają do przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego, może doprowadzić do upadku tychże placówek. Prezydent Komorowski w sposób mechaniczny wycofuje ustawy z TK, nie zastanawiając się nad skutkami tych działań.
W dotychczasowych działaniach głowy państwa nie widać żadnej wizji innej niż ma rząd. Prezydent jest biernym obserwatorem. Natomiast wtedy, gdy w Polsce rządził Jarosław Kaczyński, a prezydentem był Lech Kaczyński, czy gdy rządził Leszek Miller, a prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, dochodziło do ucierania się wizji prezydenta i rządu w poszczególnych kwestiach. Prezydent dawał np. sygnały, że coś zawetuje, i wtedy razem z rządem prowadzili uzgodnienia dotyczące jakiejś ustawy. W tej chwili nic takiego się nie dzieje. Istnieje płynność i gnuśność, brak odróżnienia tego, co robią rząd i prezydent.
W dotychczasowej aktywności dotyczącej polityki zagranicznej mieliśmy wizyty prezydenta od Watykanu po Brukselę. Jednak nic z nich właściwie nie wyniknęło. Nie mamy najmniejszego śladu tego, by koncepcja polityki zagranicznej prezydent była inna niż rządu. Nie chodzi oczywiście o to, żeby prezydent koniecznie spierał się z premierem. Jednak polityka zagraniczna rządu nie jest również w żaden sposób chroniona od błędów, czy krytyki. Natomiast u prezydenta Komorowskiego nie występuje dystans. Miał go tymczasem nawet Aleksander Kwaśniewski za czasów, gdy Leszek Miller był premierem.
Potwierdza się teza, którą formułowano, gdy Komorowski wygrał prawybory w PO, że jego prezydentura będzie nijaka i dość dekoracyjna. Choć prezydent próbuje budować swoje środowisko w oparciu o Unię Wolności, jednak jest ono pozbawione wigoru i wizji tego, co można by zrobić inaczej niż robi rząd. Mimo iż prezydentura w Polsce ma silną pozycję w konstytucji, wbrew temu, co mówili niektórzy, to prezydent swoich możliwości nie wykorzystuje. To sprawia, że prezydent pochodzący z powszechnych wyborów upodabnia się do prezydenta niemieckiego, który jest wybierany przez parlament. Prezydentura Bronisława Komorowskiego jest zupełnie wycofana. Na razie po 100 dniach jego urzędowania niczego charakterystycznego i wyróżniającego go nie zauważyliśmy.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

