- Nie było mnie w Łodzi, gdy przyszedł ten facet z pistoletem do mojego biura poselskiego. Moja asystentka dała sobie jednak z nim radę. Facet wyciągnął przy niej pistolet i chociaż na kulki to jednak był to pistolet. Ona zachowała zimną krew, bo jak zobaczyła, że wyciągnął pistolet to wyszła na korytarz, zamknęła drzwi i on nie mógł ich otworzyć od wewnątrz. Były to drzwi antywłamaniowe. Szybko powiadomiła policję i zadzwoniła do mnie. Jak się dowiedziałem to byłem przerażony. Gdy policja obezwładniła go, to się uspokoiłem. On podobno powiedział, że ja jestem jego ostatnią deską ratunku i... wyciągnął pistolet. Dlaczego?
Postawione mu zostały zarzuty gróźb karalnych pod adresem pani Zdanowskiej, prezydent Łodzi. Pod moim adresem nie było gróźb, ale takie wyciągnięcie pistoletu nie jest przyjemne, zwłaszcza, że dwa lata temu w Łodzi zabito Marka Rosiaka właśnie w biurze poselskim.
Podjąłem już środki ostrożności w przyjmowaniu jakichkolwiek interesantów. Po prostu nie każdy z ulicy będzie mógł wejść do mojego biura poselskiego. Czy boję o swoje życie? Nie. Przez pewien czas byłem wrogiem publicznym nr 1 w Polsce, czyli do ostatniego meczu drużyny Smudy, Laty i PZPN. Ale to jest sport, a ja nigdy nie miałem żadnych pogróżek, a nawet cieszę się ogólną sympatią. Może był to tylko głupi żart?
A co dalej z polską piłką? Do PZPN musi wejść kurator, bo PZPN jak stajnię Augiasza trzeba oczyścić go od prezesa po sprzątaczkę. Tam jest państwo w państwie. Prawdopodobnie ministra Mucha dogadała się z Platinim i na jesieni prezesem PZPN zostanie Zbigniew Boniek. Jeśli jednak wybiorą go grabarze polskiej piłki to, on może być od nich później uzależniony, więc moim zdaniem lepiej jakby został kuratorem w PZPN i z dystansem przyjrzał się temu wszystkiemu – mówi Tomaszewski.
Not. Jarosław Wróblewski

