Nawiązując choroby Parkinsona, która dotknęła Papieża w 1991 roku, doktor Buzzonetti zdradził, że powiedział Ojcu Świętemu „nikt nigdy nie umarł” od trzęsącej się ręki. Jednak był to wyraźny sygnał, że Papież cierpiał z powodu choroby. „Życie Papieża bardziej się później skomplikowało z powodu bolesnych problemów stawowych, które były szczególnie intensywne w prawym kolanie, co uniemożliwiało Janowi Pawłowi II wstawanie i szybkie chodzenie. Te dwa symptomy razem wzięte sprawiły, że konieczne stało się skorzystanie z laski, a później również wózka inwalidzkiego”.
Pomimo bólu Ojciec Święty “nigdy nie prosił o środki uśmierzające, nawet w swoich ostatnich godzinach. Ból przewyższał wytrzymałość człowieka zamkniętego, przykutego do łóżka lub wózka, który stracił władzę w ciele. Nie mógł zrobić niczego samodzielnie, aż wreszcie stał się całkowicie niesprawny fizycznie: nie mógł chodzić, mówił jedynie słabym głosem, miał krótki, ciężki oddech, jadł z coraz większym trudem.”
Buzzonetti opowiedział o szczególnie dramatycznej chwili z ostatnich dni Papieża, gdy miał on otrzymać tracheotomię. „Po wybudzeniu go ze znieczulenia, po uzyskaniu jego zgody na operację, uświadomił sobie, że nie może już mówić. Nagle znalazł się w niezmiernie trudnej rzeczywistości. Na niewielkiej tablicy napisał: „Cóżeś mi uczynił. Totus tuus.”
“To było uświadomienie sobie nowego stanu, w jakim się znalazł, nagle przejęty aktem ufności Maryi.”
Buzzonetti powiedział, że ostatnie kilka dni z Janem Pawłem II było szczególnie intensywnych. „Czułem skrajne napięcie z powodu wielkiej odpowiedzialności na moich barkach... Moi koledzy i ja mieliśmy świadomość, że choroba osiągnęła ostatnie stadium. Naszą walkę prowadziliśmy z cierpliwością, pokorą i rozwagą, co było niezmiernie trudne, bo wiedzieliśmy, że zakończy się ona porażką.”
„Dla lekarza-chrześcijanina umierający człowiek stanowi obraz Pana. Każdy człowiek ma swoje rany, niesie swoją koronę cierniową, wymawia ostatnie słowa i powierza się w ręce kogoś, kto ponawia gesty Maryi, świętych kobiet, Józefa z Arymatei. Śmierć Jana Pawła II ujęła mnie jeszcze bardziej” – powiedział doktor
Lekarz powiedział, że śmierć Papieża Wojtyły „była śmiercią człowieka pozbawionego wszystkiego, który przeżył czas walki i chwały, który został wewnętrznie oczyszczony ze wszystkiego, by spotkać Pana i przywrócić klucze Królestwa. W tamtej godzinie bólu i zadziwienia miałem wrażenie, jakbym przebywał na brzegu Morza Galilejskiego. Historia zaczęła się na nowo, gdy Chrystus przygotowywał się do wezwania nowego Piotra".
MJ/CNA
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
