Jan Bodakowski: Mam dość! Oto jak wyglądały demonstracje za PO - zdjęcie
29.07.18, 08:00fot. Jan Bodakowski

Jan Bodakowski: Mam dość! Oto jak wyglądały demonstracje za PO

Na wszelkie patriotyczne demonstracje chodzę od prawie 30 lat. Na postawie tego ile razy byłem spisywany przez policje, tylko za udział w legalnym zgromadzeniu, powinienem dostać uprawnienia kombatanckie. Byłem nawet zatrzymany i miałem postępowanie prokuratorskie za sprzeciwianie się integracji z Unią Europejska (konkretnie za porównanie UE z nazizmem stawiano mi zarzut propagowania faszyzmu). Pomimo, że przez te lata rządy sprawowały wrogie mi opcje polityczne to, nigdy nie łamałem przepisów, nie byłem agresywny wobec policjantów czy innych osób, nigdy nie złamałem żadnego przepisu.

 

Na wszelkich demonstracjach organizowanych przez środowiska patriotyczne otaczały mnie zawsze kordony funkcjonariuszy policji w rynsztunku bojowym, wyposażonych w strzelby, baniaki z gazem łzawiącym, długie pałki i tarcze. Mając doświadczenie, i niezwykle szybko biegając pod ostrzałem, uniknąłem naszczacie bycia pobitym, zagazowanym czy ostrzelanym. Wielu polskich patriotów nie miało tego szczęścia.

Gdy dziś słyszę hucpiarskie brednie przedstawicieli groteskowej opozycji agresywnych wobec policji (pozbawionej rynsztunku znanego z czasów rządów np. PO), która jest bierna nawet gdy przeciwnicy PiS łamią prawo blokując legalne zgromadzenia i atakując policjantów, brednie o łamaniu demokracji przez PiS, to jestem ciekawy z czym mieliśmy niedoczepienia np. za rządów PO? Jeżeli dziś PiS niszczy demokracje biernie utrudniając łamanie prawa przez groteskową opozycje, to jak nazwać represje polityczne za czasów PO?

Obawiam się jednak, że przeciwnikom PiS nie chodzi o to by policja nie utrudniała ich demonstracji, chodzi im o to, że policja przestała bić ich przeciwników politycznych. Groteskowej opozycji nie chodzi o demokracje, chodzi o to by środowiska wrogie Polakom ponownie rządziły w Polsce i ponownie mogły terroryzować polskich patriotów.

Przed 2010 rokiem Marsz Niepodległości był niezbyt liczny. Jednak kilka lat nagonki prasowej, medialnej antypolskiej kampanii nienawiści wobec młodych polskich patriotów, doprowadziły do tego, że wielu Polaków przełamało swój strach przed lewicowymi bojówkami oraz wykonująca polecenia antypolskich władz policją, i poszło w Marszu – jak za czasów pielgrzymek Jana Pawła II tak i wtedy młodzi polscy patrioci zobaczyli jak jest ich wielu, i że są liczniejsi od lewicy.

Marsz na początku zablokowali lewacy przebrani (zapewne za kapo) w obozowe pasiaki. Blokada legalnego marszu narodowców była, zgodnie z prawem o zgromadzeniach, przestępstwem. Policja wobec tego przestępstwa była bezczynna. Nacjonalistów otaczały dwa szpalery policjantów w rynsztunku bojowym, wyposażonych w rozpylacze gazu, psy i konie. Kordon policji jednoznacznie negatywnie naznaczał narodowców, wskazywał, że nie ma dla nich miejsca w III RP. By ominąć blokadę lewicy nacjonaliści zostali przez policje przepędzeni zostali na Powiśle.

W 2011 roku Marsz Niepodległości miał wyruszyć z Placu Konstytucji. Marszałkowska, od Ronda Dmowskiego w kierunku placu Konstytucji, była zamknięta. Idący na Plac Konstytucji patrioci przed samym placem mijali kilka samochodów policji, w tym jedną polewaczkę i samochód z działkiem ultradźwiękowym, którego policja nie może legalnie używać. Kierowani przez policjantów uczestnicy Marszu idący od strony centrum na plac Konstytucji byli kierowani przez policje na nie zabezpieczoną przez funkcjonariuszy blokadę lewicy. Taka sytuacja była albo spowodowana totalną amatorszczyzną w policji, albo specjalnie nie było kordonu by idący na Marsz natykali się na lewaków, i doszło do zamieszek.

Na placu Konstytucji miały zapewne niezauważone przez większość uczestników zamieszki, które jednak zdominowały medialne przekazy. W telewizji pokazywano zdjęcia jak z działań wojennych. O tym, że zamieszki nie były spontaniczne świadczyć może to, że w kilku miejscach Placu Konstytucji był niedokończony remont remont nawierzchni składającej się z kostki brukowej. Tak jakby ktoś specjalnie nie dokończył remontu chodnika w centrum miasta by prowokatorzy mieli skąd brać kostkę brukową składaną na hałdzie. W najlepszym przypadku ludzie mający dbać o za bezpieczeństwo w Warszawie nie zadbali by po placu nie walała się kostka brukowa.

Po zakończeniu Marszu przed pomnikiem Dmowskiego poza terenem zajętym przez manifestantów, pod koniec zgromadzenia miały miejsce niezwykle dziwne wydarzenie. Kilkudziesięciu policjantów prewencji najpierw otoczył samochód TVN stojący w oddaleniu od zgromadzenia, za dużym kwietnikiem, nad ówczesną aleją Armii Ludowej, a potem nagle się wycofał w kierunku Agrykoli. Z krzaków od strony Parku Ujazdowskiego wybiegła zamaskowana osoba i zaczęła rozbijać szyby w samochodzie telewizji TVN. Policjanci nie reagowali na jej zachowanie.

Relacje telewizyjne i medialne były mistrzowską manipulacją. Media wbrew prawdzie wmawiały, że za zamieszki odpowiadają uczestnicy Marszu. W rzeczywistości uczestnicy Marszu zachowywały się godnie i spokojnie. W zamieszkach brały udział osoby które nie wzięły udziału w Marszu tylko pozostały na placu Konstytucji, często noszące identyczne kominiarki, jakie kilka miesięcy wcześniej hurtowo miała zakupić policja. Do klasyki przeszedł film nakręcony przez osoby zmierzające na Marsz na którym widać napad policjanta osobę przypadkowo przechodząca w okolicach Marszu.

W 2012 roku do bojkotu Marszu Niepodległości nawoływali: Leszek Bubel, Janusz Korwin-Mikke, Adam Wielomski. Do zatrzymania Marszu nawoływało Porozumienia 11 listopada składające się z organizacji lewicowych, socjalistycznych, anarchistycznych, feministycznych, pacyfistycznych, gejowskich, filosemickich, trockistowskich, wegańskich, lesbijskich, transseksualnych i postkomunistycznych.

11 listopada kilkanaście minut po wyruszeniu Marszu, przed maszerującymi stanęły dwie kolumny policjantów. Nagle na wysokości ulicy Żurawiej rozpętało się piekło. Rozpoczęły się walki. Wybuchy wstrząsały ulicą. Setki ludzi biegły. Część osób uciekała Wspólną i Parkingową, by dostać się do Alej Jerozolimskich. Mijały ich setki biegnących policjantów z prewencji. Z perspektywy Nowogrodzkiej można było dostrzec nad Marszałkowską łunę i kłęby dymu. Nieustannie trwała kanonada.

Na rondzie Dmowskiego stał przez kilkadziesiąt minut zdezorientowany tłum spowity chemicznymi oparami. Marszałkowska płonęła blaskiem flar. Nieustający huk wystrzałów miesza się z patriotycznymi pieśniami. Po pewnym czasie dym flar wzbogacił się oparami gazy łzawiącego. Okazuje się ze gaz policyjny nawet z odległości kilkuset metrów podrażnia oczy i drogi oddechowe, powoduje ból głowy.

Organizator Marszu Niepodległości zarzucili policji: strzelanie z strzelb gładkolufowych i potraktowanie gazem łzawiącym osób nie biorących udziału w incydentach, udział zamaskowanych policjantów w cywilu wśród osób biorących udział w incydentach. Policja strzelać miała na wysokości głów demonstrantów. Atak policji na osoby nie biorące udziału w incydencie spowodował ucieczkę ostrzeliwanych osób i traktowanie osób za nimi stojących.

Zdaniem organizatora Marsz Niepodległości policja przez godzinę blokowała legalny przemarsz, nie udzieliła pomocy medycznej osobom poszkodowanym i utrudniała udzielenie takiej pomocy. O działaniach policji wobec Marszu Niepodległości krytycznie wypowiadał się generał Roman Polsko, komisarz Dariusz Loranty, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogusław Święczkowski.

W 2014 roku policja uniemożliwiła dotarcie na Marsz tysiącom osób. Funkcjonariusze po kilka razy po drodze zatrzymywali samochody i autokary z uczestnikami. Zatrzymanymi często byli członkowie Straży Marszu, co ewidentnie miało na celu ograniczenie bezpieczeństwa uczestników i porządku na zgromadzeniu. Dodatkowo policja uniemożliwiła przeprowadzenie pełnej transmisji z Marszu TV Trwam zatrzymując i przeszukując reporterów stacji.

Na antenie TVP Info były policjant Dariusz Loranty wyraził przerażenie działaniami policji, która zablokowało uczestników Marszu na moście nad Wisłą co zagrażało ich zdrowiu i życiu. Zdaniem byłego policjanta prowokatorzy atakujący policje nie byli uczestnikami marszu, tylko celowo i świadomi wbili się w uczestników Marszu. Zachowanie policji wobec sytuacji było zdaniem eksperta błędem lub celowym zachowaniem mającym na celu doprowadzić do zamieszek – co gorsza taki sam mechanizm występował już po raz czwarty podczas Marszu. Jest to tym bardziej dziwne, z racji tego, że zabezpieczenie antyfaszystowskiego marszu, który kilka dni wcześniej przeszedł przez Warszawę było wzorowe, więc policja wie jak zachowywać się w takich sytuacjach.

Gdy Marsz dotarł na plac przed Stadionem Narodowym jednostki policji zaatakowały uczestników marszu stojących na placu przed stadionem. Policja w ataku na pokojowych uczestników Marszu miała użyć gazu, granatów hukowych, strzelb i polewaczek.

W 2015 roku z powodu przejęcia władzy przez PiS nagle skończyły się wszelkie prowokacje, walki, i pacyfikacje policyjne.

By nie zostać kaleką, tak jak reporter Naszego Dziennika, któremu policyjna kula zmasakrowała gałkę oczną, i nie mając przez lata aparatu cyfrowego, nie ma zdjęć z dokumentacyjnych pacyfikacje demonstracji za czasów rządów groteskowej opozycji. Jednak kto ciekawy bez trudu znajdzie filmu dokumentujące opisane przez mnie wydarzenia. By jednak nie być gołosłownym prezentuje zdjęcia z wiosny 2012 pokazujące jak wyglądały oddziały prezencji policji za czasów rządów PO. Niech każdy błazen z groteskowej opozycji porówna sobie wygląd i wyposażenie policjantów zabezpieczających dziś manifestacje przeciwników PiS, i to jak na demonstracje przychodziła i czego używała policja za czasów PO.

Jan Bodakowski