10 marca 120 biskupów wybierze przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Szanse abp Leszka Sławoja Głódzia są niewielkie, wcześniej wydawał się niemal pewnym następcą abp Józefa Michalika. Od kilku miesięcy do Krakowa ciągną pielgrzymki biskupów, którzy proszą kard. Dziwisza, aby stanął na czele episkopatu. Wśród nich najsilniej lobbuje metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz. Obaj się świetnie znają. Łączy ich wieloletnia przyjaźń. Ponoć to Stanisław Dziwisz zaproponował Benedyktowi XVI kandydaturę Kazimierza Nycza na metropolitę warszawskiego po skandalu lustracyjnym z abp Stanisławem Wielgusem.

W Krakowie mówi się nawet, że Nycz miałby szansę na stanowisko przewodniczącego episkopatu, gdyby nie abp Leszek Sławoj Głodź. - Jeśli jednak 10 marca kard. Dziwisz zgodzi się kandydować, to Głódź nie będzie miał szans. I może o to właśnie chodzi Nyczowi - mówi „Polsce" osoba z kręgów episkopatu. Wysoko postawione osoby z kręgów kościelnych nieoficjalnie przyznają, że abp Nycz zamierza z tylnego siedzenia wpływać na kierunek rozwoju Kościoła przez następne pięć lat - tyle trwa kadencja przewodniczącego.

Sam wybór przewodniczącego episkopatu składa się z kilku etapów. Najpierw, na godzinę przed oddaniem głosu, biskupi diecezjalni, a jest ich 43, na piśmie zgłaszają kandydatów. Głosowanie jest tajne i mają do niego prawo wszyscy biskupi diecezjalni jak i pomocniczy, razem około 120 osób. Dwóch, którzy w pierwszej turze otrzymają największą liczbę głosów, ale nie osiągną większości bezwzględnej, przechodzą do drugiej tury. Jeśli i wówczas żaden nie dostanie bezwzględnej większości, przewodniczącym zostaje ten, który otrzymał najwięcej głosów. Po wyborze przewodniczącego biskupi wybierają jego zastępcę - wedle tej samej zasady. Ale zawsze wygrywa osoba z tej samej frakcji co przewodniczący, by nie prowokować wewnętrznych konfliktów.

 

JaLu/Polska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »