Prawnicy litewskiego Sejmu uważają, że posłowie wywodzący się z mniejszości polskiej, nie mogą jednocześnie posiadać Karty Polaka i być posłami. Ich zdaniem dokument pociąga za sobą zobowiązania posłów wobec Państwa Polskiego. Kartę Polaka posiadają Waldemar Tomaszewski i Michał Mackiewicz - posłowie z ramienia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Z prośbą o ustalenie, czy obaj Polacy są lojalni wobec Litwy zwrócił się do Głównej Komisji Wyborczej Gintaras Songaila z Partii Konserwatywnej. Posłowie otrzymali Karty Polaka 16 czerwca 2008 roku podczas wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Litwie. Karta to dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego. Waldemar Tomaszewski oświadczył w Sejmie, że jeśli będzie musiał wybierać między Kartą Polaka, a mandatem posła sejmu litewskiego - wybierze Kartę Polaka.

 

Wniosek prawników został poddany pod obrady sejmowego komitetu do spraw prawa i praworządności. Marszałek Sejmu Arunas Valinskas uspakaja, że dopiero po decyzji komitetu, będzie można zwrócić się o rozstrzygnięcie do Sądu Konstytucyjnego. Niewykluczone, że litewski sąd konstytucyjny zbada wkrótce dopuszczalność łączenia mandatu litewskiego posła z posiadaniem Karty. Jeżeli orzeczenie będzie nieprzychylne dla posłów polskiej mniejszości, najprawdopodobniej utracą mandaty.

- Z tych doniesień nic pewnego jeszcze nie wynika, dopiero wypowiedzieli się sejmowi prawnicy – mówi portalowi Fronda.pl Tomasz Kwaśnicki, redaktor naczelny portalu Kresy.pl. - Przedstawiciele partii konserwatywnej wnioskują o sprawdzenie czy parlamentarzyści z Kartą nie mają zobowiązań wobec Polski, bo wydaje ją polski konsul. Właśnie odbieranie Karty z rąk konsula innego kraju staje się pretekstem do takich wniosków.


Litewski Sejm odrzucił pod koniec listopada kandydaturę Jarosława Narkiewicza z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie na wiceszefa parlamentarnego komitetu oświaty, nauki i kultury. Jednym z powodów była właśnie Karta Polaka, którą Narkiewicz mógłby przyjąć w przyszłości, co zdaniem niektórych posłów prawicowej koalicji byłoby zaciągnięciem "zobowiązań wobec obcego państwa".

- Sprawa jest prosta i wpisuje się w szerszy kontekst nieumiejętnej polityki Polski na Litwie – mówi Kwaśnicki. Na czym ta polityka polega? - Ustępowaliśmy Liwtinom w wielu kwestiach, myśląc, że to pomoże nam rozwiązać problemy, które niewątpliwie istnieją w naszych stosunkach. Te problemy to m. in. zwrot ziemi, której albo wcale się Polakom nie zwraca, albo zwleka się z tym, albo daje się ziemię inną niż ta, która kiedyś należała do ich rodzin. Polacy nie mają od państwa właściwie żadnej pomocy w tej kwestii. Inną sprawą jest pisownia polskich nazwisk. Litwini zgodzili się ostatecznie, żeby fonetycznie polskie nazwiska zapisywać przy użyciu litewskiej ortografii. Niedawno jednak zabronili nazwania polskiej szkoły imieniem Emilii Plater, powołując się na ustawę o języku. Szkoła miała otrzymać nazwę Emilijos Platerytes. To był pierwszy raz, kiedy mniejszość polska sięgnęła po środek radykalny i wystąpiła do Trybunału w Sztrasburgu – mówi Tomasz Kwaśnicki

 

aj, IAR, Kresy.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »