Głosowanie

 

Wykreślenie, o którym mowa, nie nastąpiło w wyniku przeprowadzonych badań naukowych ale na podstawie przeprowadzonego wśród członków Towarzystwa korespondencyjnego referendum. Wszystko to odbyło się w atmosferze szantażu i nacisków wywieranych przez homoseksualnych aktywistów. Dr. Robert Spitzer (dziś już profesor) wyznał po latach, że głosował wtedy za wykreśleniem będąc pod ich wpływem. Trudno mu się zresztą dziwić, homoseksualiści urządzali wrzaskliwe pikiety, przerywali spotkania psychiatrów, przyrównywali ich do nazistów, zarzucali prześladowania. Któż normalny by to wytrzymał?

 

Dziś prof. Spitzer jest gorącym zwolennikiem terapii reparatywnej, pozwalającej wyzwolić się z homoerotycznych uwarunkowań. W 2003 roku na łamach naukowego periodyku Archives of Sexual Behavior wyniki przeprowadzonych przez siebie badań z zakresu zmiany orientacji seksualnej. Dowiódł w nich, że zmiana taka jest możliwa przynajmniej dla części pacjentów i wpływa pozytywnie również na ich pozaseksualne sfery życia. Niestety, opinii naukowca nie podziela jego macierzysta organizacja, APA (Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne), które stwierdza autorytatywnie, że wszelkie próby zmiany orientacji seksualnej należy potępić i uznać je za szkodliwe. Zaleca się natomiast terapię afirmatywną, pozwalającą zaakceptować pociąg do tej samej płci i żyć z nim w zgodzie. Decyzję tę podjęto zapewne na drodze głosowania. Nie znam co prawda ścieżki decyzyjnej obowiązującej w APA, ale szkoda byłoby rezygnować ze sprawdzonych metod...

 

Szturm

 

W roku 1987 na łamach amerykańskiego „Guide Magazine” (pismo dla mniejszości seksualnych) ukazał się manifest, czy też może raczej instrukcja postępowania dla aktywistów walczących o przywileje dla homoseksualistów:

 

Krok 1: Mówcie o homoseksualistach i homoseksualizmie tak często i tak głośno, jak to możliwe. Stoi za tym prosta zasada: niemal każde zachowanie zaczyna wyglądać normalnie, jeśli stykasz się z nim dość często w swoim bliskim otoczeniu (…).

Krok 2: Przedstawiajcie gejów jako ofiary, nie jako agresywnych rywali (…).W tym celu osoby występujące w kampanii powinny być prawe i przyzwoite, miłe w obyciu i godne uznania wedle zwyczajnych standardów, całkowicie niewyróżniające się wyglądem – jednym słowem, nierozróżnialne od heteroseksualistów, do których chcemy dotrzeć (…).

Krok 3: Nasza kampania nie może domagać się bezpośredniego wsparcia dla praktyk homoseksualnych; powinna natomiast obrać za główny wątek walkę z dyskryminacją. Wolność słowa, wolność wyznania, wolność zrzeszania się, prawo do sprawiedliwego procesu i powszechna ochrona prawna – takie problemy powinna uwypuklać nasza kampania.

Krok 4: Zadbajcie, żeby geje dobrze wypadali (…). W krótkim czasie zręczna i bystra kampania medialna może przemienić wspólnotę gejowską w matkę chrzestną cywilizacji zachodniej. Równolegle nie powinniśmy zapominać o poparciu ze strony gwiazd.

Krok 5: Sprawcie, aby wrogowie wypadli źle. Na późniejszym etapie kampanii, kiedy już reklamy gejowskie spowszednieją, nadejdzie czas rozprawić się z pozostającymi nadal przeciwnikami. Mówiąc bez ogródek – trzeba ich zmieszać z błotem. Mamy przy tym dwojakie cele. Po pierwsze chcemy zastąpić pewną siebie homofobię ogółu wstydem i poczuciem winy. Po drugie chcemy sprawić, by wrogowie gejów wyglądali tak paskudnie, że przeciętny Amerykanin będzie chciał się od nich trzymać z daleka. (przekład za „Gość Niedzielny” 19/2008 11-05-2008).


Z powyższego wynika jasno, jaki sposób walki wybrali gejowscy aktywiści. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Goebbels, gdyby żył, podpisałby się zapewne bez zastanowienia pod tą akcją propagandową. Wybielenie siebie i zohydzenie wroga to mechanizm, który działa od wieków.


Akcja przyniosła skutek. Dziś już żadne mainstreamowe medium nie mówi o homoseksualistach inaczej, niż w superlatywach, patronat nad paradami „równości” organizowanymi w największych miastach Europy obejmują niejednokrotnie przedstawiciele najwyższych władz, a krytycy są odsądzani od czci i wiary przez wszelkiej maści autorytety i oskarżani o „mowę nienawiści”, która w wielu krajach może narazić na poważne kłopoty. Brytyjczyk Adrian Smith na swoim facebookowym profilu skomentował możliwość zawierania jednopłciowych ślubów w kościołach zdaniem „równość ponad miarę”. Jego pracodawca – firma Trafford Housing Trust – natychmiast wszczęła postępowanie dyscyplinarne i ukarała „winowajcę” degradacją i obniżką wynagrodzenia o czterdzieści procent. Podobne przykłady można by mnożyć, Fronda pisała o nich niejednokrotnie, nie ma więc sensu się powtarzać. Ale nasuwa mi się jeżące włos na głowie pytanie: czy w niedalekiej przyszłości na terenie postępowej UE powstaną obozy reedukacyjne, do których zamykać się będzie homofobów by nauczyć ich tolerancji? Wizja przerażająca, ale nawet w Polsce ś.p. Janusz Kochanowski (rzecznik praw obywatelskich) zastanawiał się nad uwzględnieniem postulatów środowisk Kampanii Przeciw Homofobii i rozszerzeniem art. 257 KK -  "Kto publicznie zniewwaza grupe ludnosci albo poszczegolna osobe z powodu jej przynaleznosci narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej lub z powodu bezwyznaniowosci lub z takich powodow narusza nietykalnosc cielesna innej osoby podlega karze wiezienia do lat 3" – o słowa „lub z powodu jej orientacji seksualnej”.


Jak to się skończy?


Ludzka wytrzymałość ma swoje granice. Po ich przekroczeniu może nastąpić dwojaka reakcja: załamanie i podporządkowanie, albo bunt połączony ze ślepą furią. Działacze homoseksualni liczą na tę pierwszą ewentualność, jest to jednak z ich strony niczym nie uzasadniony optymizm. Każde dążenie do totalitaryzmu i dominacji (a takim jest działalność środowisk gejowskich) musi spotkać się ze sprzeciwem. Załamią się ludzie słabi, zwłaszcza ci, których patronem jest św. Spokój. Ale większość zaprowadzona pod ścianę zbuntuje się i ruszy do walki o normalność i wolność. Skutek będzie taki, że w miejsce niczym nie uzasadnionych przywilejów zaczną się, równie nieuzasadnione, prześladowania. I dopiero wtedy będzie można mówić o dyskryminacji...


Alexander Degrejt