Wiosna przyniosła widoczne już gołym okiem przebudzenie konserwatywnie i katolicko nastawionych Polaków. Marsze w obronie wolności mediów, wrzenie ogarniające kolejne miasta i miasteczka (jeżdżę ostatnio sporo po Polsce i spotykam się z ludźmi, którzy mają już dość milczenia, ograniczania ich praw, wyśmiewania), wreszcie tłumy na ulicach Warszawy, Krakowa, Poznania i innych miast są najlepszym dowodem, że coś zaczyna się dziać, że apatia, która nas ogarnęła odchodzi w przeszłość. I że powoli zaczynamy się budzić.

 

Widzą to także przedstawiciele drugiej strony. Sięgają zatem po sprawdzone metody wyśmiewania, dyskredytacji, których nauczycielem (od lat) był Jerzy Urban. Tyle, że to już nie wystarcza. Lisowe okładki, podśmiewania się „Gazety Wyborczej” czy próby rozmiękczania konserwatywnej opinii publicznej sugestiami, że jednak coś jest w naszych argumentach, czy wreszcie zapowiedzi „zrobienia porządku” już nie wystarczają. Ludzi przestało to ruszać. Przebudzenie następuje obok mediów, wbrew nim, i pokrzykiwania, nawet w amoku, nic tu nie pomogą. Są one tylko dowodem na lęki tamtej strony, na świadomość, że coś się kończy, że Polacy znowu się budzą... To musi być rzeczywiście trudne dla lojalnych pracowników propagandowych tego rządu.

 

Tomasz P. Terlikowski