Hołownia komentuje w ten sposób marsz ateistów, który przeszedł wczoraj ulicami Warszawy i zapowiedzi prof. Pawłowicz, że wydarzenie należy zbojkotować (pisaliśmy o tym TUTAJ). "Łyszczyński (jeśli okazało się, że nie miał racji i gdzieś tam jednak jest) przeciera ze zdumienia oczy – dziś od kaźni ratowałaby go posłanka Pawłowicz" - pisze publicysta.
Hołownia dodaje, że ze współczuciem obserwuje starania środowisk ateistycznych, które daremnie szukają w Polsce kogoś, kto zechciałby je prześladować. "Nie pierwszy raz okazuje się, że wśród wierzących brak chętnych, by rwać język heretykom, muszą więc znów udręczyć się sami" - pisze publicysta.
"Gdyby stwierdzenie „Bóg nie istnieje" uznawali po prostu za fakt, każdy akt wiary w owego Boga kwitowaliby dobrodusznym wzruszeniem ramion. Co jednak robią? Budują Kościół a rebours" - pisze Hołownia i wymienia ateistyczne "liturgie" (apostazje, śluby humanistyczne), misje i misjonarzy (prof. Hartman).
Publicysta pochwala inscenizację ścięcia Łyszczyńskiego. "Niech ludzie zobaczą, że prześladowanie ateistów to wykopaliska, które do obecnej rzeczywistości mają się tak jak bitwa pod Grunwaldem do relacji Polska – Niemcy w XXI wieku. Zaprawdę, widziałem w kraju paru katolików, którzy nienawidzili innych katolików, w życiu nie spotkałem jednak żadnego, który nienawidziłby ateisty" - komentuje Hołownia. Całość felietonu TUTAJ.
MBW/Rp.pl
