Jak przekonuje John Harlow, do lamusa odchodzą czasy, gdy reżyserzy chcieli szokować widzów scenami seksu czy zwykłą nagością.
Wszystko za sprawą technologii CGI (computer generated imagery - przyp. red.), która pozwala, aby komputer wytworzył wszystkie elementy obrazu: postacie, krajobrazy, pojazdy.
Skąd jednak wiadomo, że kinomanów bardziej pociąga widok klęsk żywiołowych, niż scen seksu? Jak podaje "Polska The Times", po prostu zamówiono badania sondażowe.
"Okazało się, że ludzie i tak wolą oglądać porno w sieci. Jeszcze ważniejszy jest jednak inny czynnik - zaobserwowano widoczny wśród kobiet trend do oglądania filmów razem z partnerem. I to one zazwyczaj wybierają, jaki obraz para obejrzy" - pisze Harlow.
Coś w tym jest. Wystarczy zwrócić uwagę, że nowe produkcje, których znakiem rozpoznawczym mają być odważne sceny łóżkowe, zamiast szokować, wywołują tylko ziewanie krytyków i ironiczny uśmieszek szarych widzów. Konserwatyzm miłośników kina? Raczej efekt przekroczenia wszelkich granic, za którymi zionie już tylko pustka.
AM/polskatimes.pl
