„Władca Pierścieni jest zasadniczo dziełem religijnym i katolickim” - w ten sposób Tolkien charakteryzował swoje opus magnum. Choć "Hobbit, czyli tam i z powrotem" nie umywa się do monumentalnej trylogii, to jednak właśnie od niego wszystko się zaczęło. Baśniowy świat pisarza, pełen hobbitów, krasnoludów, elfów i goblinów/orków stanowił mozaikę nawiązań do wielu europejskich legend. Co ciekawe, niektórzy doszukiwali się polskich akcentów choćby w imionach takich jak Faramir czy Boromir...
Oprócz odniesień do mitów, a nawet historii (wielu krytyków dopatrywało się analogii do II wojny światowej, choć Tolkien unikał takich porównań - przyp. red.) lekturze dzieł Tolkiena towarzyszy poczucie obcowania z literaturą religijną. I chociaż na kartach książek nigdzie nie pojawiają się określenia nawiązujące do chrześcijaństwa, wyraźnie czuć inspiracje religią katolicką.
O ile sam „Hobbit” nie roztacza przed czytelnikiem szerszej wizji, tak „Władca Pieścieni” czy „Silmarillion” dokładnie pokazują chrześcijański rdzeń twórczości pisarza. W przeciwieństwie do autora „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa, Tolkien nie stawia na jednoznaczne analogie w których bohaterowie mają swoje pierwowzory w Dziejach Apostolskich. Na próżno dopatrywać się w Boromirze – Świętego Piotra, we Frodo Bagginsie – Chrystusa, a Tomie Bombadilu – Jana Chrzciciela. Tolkien ukazał po prostu pewne mechanizmy, które – dzięki swojej baśniowej atrakcyjności – pozwalają zrozumieć Tajemnicę.
Tyle, że to właśnie od "Hobbita" zaczyna się poznawanie Tolkienowskiego świata. Sympatyczna, pouczająca, a przede wszystkim porywająca opowieść dla całej rodziny podana w nowoczesnym opakowaniu (3D, efekty specjalne, gwazdorska obsada) pomoże na nowo odkryć walory twórczości angielskiego pisarza. Pisarza katolickiego.
Aleksander Majewski
WIĘCEJ O TWÓRCZOŚCI TOLKIENA CZYTAJ TUTAJ
