Nie będę analizował sensu wypowiedzi posła Ruchu Palikota, gdyż nie ma to najmniejszego sensu. Publikuję tylko niektóre fragmenty wypowiedzi Grodzkiej, które czytelnik zinterpretuje sam.
Zapytana przez dziennikarzy "GW" czy jej kandydatura na wicemarszałka Sejmu to prowokacja Palikota, by wywołać kolejną awanturę, Grodzka odpowiada, że jej kandydatura może być kontrowersyjna, ale też pyta czym prowokuje? " Cechami osobistymi, tym że byłam kiedyś mężczyzną, a teraz jestem tym, kim się czuję, czyli kobietą? Jeżeli to jest prowokacja, to taką samą byłoby kandydowanie na wicemarszałka Sejmu kogoś czarnoskórego albo o innym pochodzeniu etnicznym". Pierwsza złota myśl Grodzkiej.
Odnośnie słów prof. Krystyny Pawłowicz: "Pani Pawłowicz podkreśla, że jest katoliczką, ale myślę, że katoliczka, w której jest tyle nienawiści do drugiego człowieka, zaprzecza chrześcijaństwu. Ja jestem niewierząca, ale wiara chrześcijańska polega przecież na prymacie ducha nad ciałem, na miłości do drugiego człowieka - mówi Grodzka. Bez komentarza!
I oczywiście dostało się redaktorowi Terlikowskiemu: "Poczułam się upokorzona wynurzeniami pana Terlikowskiego, który podważał moją tożsamość. Twierdził, że jestem mężczyzną i że nie można tego zmienić, bo geny o tym decydują. Pisał, że dostałam się do parlamentu tylko dlatego, że jestem transseksualistką. Pozwałam Terlikowskiego do sądu. A teraz poczułam się tak upokorzona wypowiedziami pani poseł Pawłowicz. Oni twierdzą, że płci zmienić nie można. Całkowicie podzielam tę opinię. Tyle że płcią nie są geny, genitalia ani ludzki fenotyp. Płeć mamy w głowie, w duszy, w sercu - dodaje Grodzka. Tak Pani/Panie Grodzka, płeć to nie genitalia, ale transseksualizm to choroba psychiki ludzkiej. I tyle.
sm/Gazeta Wyborcza
