Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Cyryl przybędzie na Ukrainę już po raz trzeci w tym roku. Dla porównania: jego poprzednik Aleksy II w ciągu 18 lat urzędowania odwiedził Kijów tylko dwa razy. Ukraina jest dla Patriarchatu Moskiewskiego szczególnie ważnym miejscem. Ten 46-milionowy kraj pozbawiony jest własnej autokefalicznej Cerkwi prawosławnej, która posiadałaby status kanoniczny, czyli była uznawana przez Jedność Prawosławia, a więc przez wszystkie autokefaliczne Cerkwie prawosławne na świecie. Żeby taka Cerkiew uzyskała status kanoniczny (taki, jak ma np. Cerkiew prawosławna w Polsce, Finlandii czy Rumunii), potrzebna jest jednomyślna zgoda wszystkich autokefalii, a na to nie wyraża zgody Rosyjska Cerkiew Prawosławna.


Obecnie na Ukrainie istnieją trzy oddzielne i rywalizujące ze sobą Kościoły, które w nazwie mają to samo określenie: Ukraińska Cerkiew Prawosławna. Jedna z nich stanowi egzarchat Patriarchatu Moskiewskiego i podporządkowana jest patriarsze Cyrylowi. Jako jedyna z trzech posiada status kanoniczny, czyli oficjalne uznanie świata prawosławnego. Dwie pozostałe – Patriarchat Kijowski oraz Cerkiew Autokefaliczna – są niekanoniczne. Za cel stawiają sobie zrzucenie zwierzchności od Patriarchatu Moskiewskiego, stworzenie Cerkwi niezależnej od struktur rosyjskich i uznanie tego faktu przez Jedność Prawosławia. Nie ukrywają też, że skłonni są uznać nad sobą duchowy prymat patriarchy Konstantynopola. Ich argumentacja jest następująca: skoro rumuńscy, polscy czy nawet fińscy prawosławni mają swój niezależny Kościół narodowy, to dlaczego nie mogą go mieć Ukraińcy? Czyżby byli narodem niepełnowartościowym?


Rosyjska Cerkiew Prawosławna nie godzi się na powstanie oddzielnej narodowej Cerkwi na Ukrainie z jednego zasadniczego powodu: bez Ukrainy Rosja straciłaby swoją pozycję w świecie prawosławnym jako kraj o największej liczbie parafii i wiernych. O sile Patriarchatu Moskiewskiego decyduje bowiem w dużej mierze ukraiński egzarchat. Według państwowych danych z 2010 roku Patriarchat Moskiewski posiada na Ukrainie 10.984 parafie, do których należy ok. 9,5 mln osób. Gdyby uzyskali oni autokefalię, czyli kanoniczną niezależność, i połączyli się z Patriarchatem Kijowskim (który posiada 4281 parafii z 14 mln wiernych), wówczas to Ukraina – a nie Rosja – stałaby się pierwszą siłą w prawosławiu. Kijów ma nad Moskwą jeszcze tę przewagę, że jest kolebką wschodniosłowiańskiego chrześcijaństwa. Kiedy w 988 roku władca Rusi Kijowskiej św. Włodzimierz przyjmował chrzest, na miejscu Moskwy szumiały lasy.


Patriarcha Cyryl tak często przyjeżdża do Kijowa, gdyż wie, jak kluczowym miejscem dla prawosławia pozostaje Ukraina. Jednakże obecna wizyta moskiewskiego władyki nad Dnieprem ma jeszcze jeden wymiar związany z rywalizacją o prymat w światowym prawosławiu. Wiąże się on z niedawną decyzją patriarchy Konstantynopola Bartłomieja, który ogłosił wskrzeszenie po wielu stuleciach pentarchii.


Koncepcja pentarchii wywodzi się ze starożytnego chrześcijaństwa, z okresu po Soborze Chalcedońskim w 451 roku, gdy najważniejszymi ośrodkami ówczesnego Kościoła, było pięć patriarchatów: Rzym (jego biskup nosił tytuł papieża – „primus inter pares”, czyli pierwszy między równymi), Konstantynopol (jego zwierzchnik tytułowany był patriarchą ekumenicznym), Aleksandria, Antiochia i Jerozolima. Według części teologów prawosławnych, władza nad Kościołem spoczywa w ręku owych pięciu patriarchów, którzy pozostają w jedności wiary i mają na swych terytoriach kanonicznych te same prawa.


Gdy do mediów zaczęły przedostawać się informacje, że patriarcha Bartłomiej pragnie po wiekach powrócić do koncepcji pentarchii, rosyjscy komentatorzy religijni spekulowali, że jedno z miejsc w owym gremium powinno przypaść patriarsze Moskwy. Chodziło oczywiście o miejsce biskupa Rzymu, gdyż papież, jak wiadomo, nie należy do Cerkwi prawosławnej, lecz jest głową Kościoła katolickiego. Byłoby to zresztą zgodne z wywodzącą się od mnicha Filoteusza koncepcją, że to Moskwa jest Trzecim Rzymem. Tymczasem patriarcha Bartłomiej zwołał pierwsze posiedzenie pentarchii na wrzesień br., ale jako piątego – zamiast patriarchy moskiewskiego Cyryla – zaprosił arcybiskupa Cypru Chryzostoma.


Reakcja Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej na ten krok mogła być tylko jedna. Metropolita Hilarion Ałfiejew, osoba nr 2 w Patriarchacie Moskiewskim, oświadczył: „W żadnym wypadku nie możemy zgodzić się na to, by taka czy inna grupa Cerkwi była traktowana jako 'rdzeń' światowego prawosławia na podstawie tego, że ich autokefalia jest starsza niż autokefalia pozostałych Cerkwi”. Rosyjscy publicyści religijni zaczęli pisać, że koncepcja pentarchii w wydaniu Bartłomieja jest anachronicznym pomysłem, który nie odpowiada współczesnym realiom.


Z wystąpień Władimira Legojdy, szefa wydziału informacyjnego Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, można wysnuć wniosek, że odpowiedzią patriarchy Cyryla na inicjatywę pentarchii będą jego spotkania ze zwierzchnikami innych Cerkwi w Kijowie. Nowa tradycja ma zostać zapoczątkowana właśnie podczas obecnej wizyty Cyryla nad Dnieprem. Patriarcha Moskiewski ma wystąpić w Kijowie w roli gospodarza, który przyjmie katolikosa – patriarchę Gruzji Ilię II (którego stosunki z władzą Micheila Saakaszwiliego pozostają dość napięte). Ukraińscy publicyści twierdzą, że o ile projekt Bartłomieja jest próbą konsolidacji prawosławia śródziemnomorskiego, o tyle odpowiedzią Cyryla będzie skonsolidowanie wokół Moskwy prawosławia wschodnioeuropejskiego, zwłaszcza zaś słowiańskiego. Obie koncepcje doczekały się nawet wśród komentatorów osobnych nazw: „Duchowe Bizancjum” kontra „Rosyjski Świat”. Miejscem, w którym rywalizacja między tymi dwoma tendencjami, jest szczególnie silna, pozostaje Ukraina. Być może właśnie tu, jak przewidywał już sto lat temu mesjanista Wiaczeław Łypynśkyj,  rozstrzygnie się przyszłość prawosławia.


Grzegorz Górny