A wszystko w wywiadzie Grzegorza Sroczyńskiego ze mną. Nie wierzyłem, że ten wywiad kiedykolwiek się ukaże. Z Grzegorzem Sroczyńskim rozmawiało mi się bardzo dobrze. Miło wspominam nasze spotkanie. Ale miałem wrażenie, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” nigdy się nie zdecydują na jego wypuszczenie. A jednak, muszę zwrócić im honor, zdecydowali się. I nawet jeśli zrobili to tylko po to, by postraszyć swoich czytelników strasznym Tomaszem Terlikowskim, który na śniadanie zjada dwóch ateistów (dlatego taki grubawy jest), to i tak dobrze, że ktoś może przeczyta o dramacie zabijania niewinnych.
Poniżej niewielkie fragmenty wywiadu.
Co zrobić z ustawą antyaborcyjną?
Zmienić. To jest zgniły kompromis, dla nas nie do zaakceptowania. Zgodnie z polskim prawem morduje się 549 osób rocznie - to są oficjalne dane za 2009 rok. Dla mnie podstawą jest całkowity zakaz aborcji i jak będzie, to możemy się dalej sprzeczać.
A ja nie chcę żyć w takim kraju. I co?
A ja z kolei nie mogę w tej sprawie odpuścić. Zrozum to. Dla mnie jest to taka sama sytuacja, jakby ginęli dorośli. Nie mogę iść na kompromis po trupach ludzi. Niemcy godzili się na zabijanie Żydów...
No i właśnie - to jest ten wasz język. „Holocaust nienarodzonych”. Po co?
W czasie Holocaustu zginęło 5-7 mln Żydów, wymordowano prawie cały naród. W wyniku aborcji, według danych Światowej Organizacji Zdrowia, ginie rocznie 42 mln ludzi. To nie jest porównanie kuriozalne.
Kuriozalne.
I tu, i tu giną ludzie. Na naszych oczach pewną grupę ludzi pozbawia się człowieczeństwa, dehumanizuje, żeby zabić. Tu nie ma o czym dyskutować. Nie ma. Aborcja polega na tym, że się dziecko rozrywa na strzępy.
Płód.
Nie. Człowieka.
A czy ja mogę uważać, że płód?
Możesz sobie uważać, co chcesz. Tyle że nie masz racji.
„Holocaust to pikuś w porównaniu z masowym mordem na wielką skalę, który trwa obecnie”. To cytat z ciebie.
Tak.
Czy nie rozumiesz, że słowa „Holocaust to pikuś” są potwornie obraźliwe dla milionów ludzi?
Zaraz zostanę antysemitą, tak?
Nie, daj spokój. Tylko dlaczego wy - dobrzy chrześcijanie - nie macie podstawowej wrażliwości?
„Pikuś” jest niedobre. Zgoda. Wycofuję. Ale porównanie do Holocaustu - podtrzymuję. Bo dla mnie jest ważniejsze, żeby 42 mln ludzi żyło, niż to, że ktoś ma dobre samopoczucie. To nie jest spór o to, czy nam się dobrze i kulturalnie rozmawia, tylko o mordowanie ludzi.
Problem jest taki, że ty tę granicę przesuwasz w nieskończoność. Aż do zygoty. Kolejny cytat z ciebie: „Za 80 milionów dzieci, które zginęły w czasie procedury in vitro, kiedyś odpowiecie”. Jak to policzyłeś?
To są dane naukowe. Żeby urodziło się jedno dziecko z in vitro potrzeba 20 innych dzieci. Chodzi zarówno o te zamrażane, jak i te, które są wszczepiane i umierają. Średnio tyle wychodzi. To są dane włoskie. Jeśli na świecie żyje 5 mln ludzi z in vitro, no to razy 20 - czyli 80 milionów dzieci musiało zginąć.
Tomek! Zarodków, a nie dzieci.
Nie powinno się używać terminu zarodek. „Dziecko na zarodkowym etapie rozwoju” albo „człowiek na zarodkowym etapie rozwoju”.
I to też jest Holocaust. Tak?
Giną niewinni, ale nie do końca Holocaust. W przypadku aborcji celem jest zabicie dziecka, a tutaj - powołanie dziecka. Więc intencje lekarza i rodziców są jednak inne.
(…)

(…)
W ramach debaty po katastrofie smoleńskiej napisałeś tekst, że Polska dostała od Chrystusa specjalną misję dziejową. Mnie to bawi.
No i dobrze. Bo nic z tego nie rozumiesz.
To wyjaśnij.
Nie wiem, czy jest sens. Bo to tekst religijny. Jak patrzę na naszą historię, to mam wrażenie, że Bóg chciał coś światu przez Polskę powiedzieć. Weźmy Faustynę i jej objawienia. Jest tam fragment, w którym Pan Jezus mówi: z tego miejsca wyjdzie iskra, która przygotuje świat na powtórne moje przyjście.
Strasznie megalomańskie.
Bo w to nie wierzysz, więc się mądrzysz. Objawienia Świętej Faustyny są objawieniami prywatnymi, katolik nie musi ich przyjmować, ale ja je przyjmuję. I czuję, że Pan Jezus chciał nam powiedzieć coś ważnego. Jesteśmy krajem, który może się przyczynić do reewangelizacji Europy. I to jest właśnie nasza misja. Smoleńsk jest pewnym znakiem. Przypomina Polakom, że nie mają tak prosto: tylko zarabiać, kupować i spać. Wzorzec wygodnego, fajnego życia nie do końca jest dla nas. Mamy zrobić coś więcej.
Co?
Pewien mój znajomy misjonarz mówi krótko: prawdziwie wierzący kościół oddaje dziesięcinę z księży tam, gdzie są potrzebni. Nasi księża są potrzebni w Europie Zachodniej. Ale świeccy też powinni być misjonarzami. Polacy jeżdżą po całej Unii, mogą pokazywać swoją wiarę. Niekoniecznie wykrzykując pobożne hasła, a raczej świadcząc dobrym życiem. Chociaż potrzebna jest też odwaga powiedzenia w jakiejś dyskusji: jestem wierzący. Coraz częściej odwaga jest do tego potrzebna. Kolejna misja dotyczy polityków. Żeby jasno angażowali się na przykład w obronę chrześcijan na Bliskim Wschodzie, obronę krzyża w szkołach, obronę życia. Nasi politycy katoliccy powinni pokazywali na forum unijnym, że bronią wartości, z których Polska wyrasta.
Tylko co Europa ma zobaczyć pociągającego w tym naszym katolicyzmie? Czy my jesteśmy lepsi niż inne narody? Czy na przykład mniej się mordujemy? Nie - wskaźniki morderstw mamy złe. Czy się bardziej miłujemy? Uczciwsi jesteśmy? Z czym do gościa!
Czeski filozof i ksiądz Tomas Halik zadał mi podobne pytanie: „W czym wy jesteście lepsi od nas - Czechów, ateistów. Nie ma u nas więcej przestępstw, nie pijemy więcej”. Odpowiedziałem: „To wszystko prawda. Ale proszę pomyśleć, co to by było, gdyby Polacy nie byli chrześcijanami. Kogo byście mieli za miedzą! Jeśli nawet przy pomocy łaski bożej jesteśmy tacy słabi, to bez niej bylibyśmy potworami”. Tak uważam. Być może Czesi łaski bożej nie potrzebują, żeby trzymać pion. A Polacy potrzebują. I chciałbym, żeby wiedzieli, że mają skarb. I pokazywali innym, jaki to skarb.
Bardzo ciekawe jest jednak również to, co z wywiadu wyleciało (choć było już autoryzowane). Nie ma na przykład ani słowa o tym, że „Warto pomyśleć, jak doprowadzić do tego, żeby było mniej rozwodów. Bo zgodzimy się chyba, że to nie jest dobra sytuacja, kiedy połowa małżeństw się rozpada."
Zgodzimy się.
I że dobrze by było, gdyby ludzie bardziej świadomie zawierali małżeństwa. Warto ich edukować. Sporo można zrobić na poziomie parafii, szkoły, przygotowania do małżeństwa. Kłócimy się o ideologię, a jeśli zejdziemy do poziomu praktycznego, to wiele rzeczy mogłoby nas łączyć. Na przykład troska o to, żeby więcej ludzi miało dobre dzieciństwo. Ideologia jest tu wtórna”.
Tego nie ma. Tak jak nie ma mocno udokumentowanych opinii na temat tego, jak demokracja zamienia się w lekko zakamuflowany totalitaryzm. Ale mniejsza z tym. Zaskoczony jestem samym faktem, że tekst się ukazał, bo o pewnych rzeczach trzeba mówić. Wszędzie i zawsze. Niezależnie od tego, jakie są intencje tego, który do rozmowy zaprasza!
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

