Trudno się doprawdy dziwić, skoro całe dekady prawie wszystko należało do państwa. Państwo dzieliło, rządziło, decydowało, najczęściej oczywiście wielkodusznie i w imię jak najwyższych celów i jak najwartościowszych symboli. Zapewne właśnie dlatego do dzisiaj bardzo często błędnie utożsamia się pojęcia dochodu narodowego z budżetem państwa. To z kolei powoduje zasadnicze błędy w postrzeganiu gospodarki i bogactwa Polski. Dlatego warto w tym miejscu wyjaśnić, co jest czym i skąd się bierze.
Krok trzeci: odróżnić dochód od budżetu państwa
Kiedy mowa jest o dochodzie narodowym, którego najczęściej wymienianym miernikiem jest produkt krajowy brutto (PKB), odnosi się to do gospodarki jako całości, czyli do wartości tego wszystkiego, co społeczeństwo zdołało wytworzyć w danym okresie w postaci dóbr materialnych i usług.
Budżet państwa to z kolei zestawienie przychodów i wydatków państwa realizującego określone zadania przy pomocy pozyskanych od obywateli zasobów. Budżet państwa to główny element sektora finansów publicznych, cały zaś sektor finansów publicznych oprócz budżetu państwa obejmuje też budżety samorządów oraz funduszy i jednostek takich jak np. szkoły wyższe, instytucje kultury, Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, NFZ, FGŚP, NFOŚiGW i rożne inne skróty, o których istnieniu czasem lepiej nie pamiętać.
Porządkując hierarchię powyższych należy wskazać, że największą wartość prezentuje PKB (w roku 2011 to ponad 1,5 biliona złotych). Mniej więcej 40% z PKB stanowi sektor finansów publicznych (ponad 650 miliardów złotych), a z kolei niespełna połowa tej kwoty to budżet państwa (czyli niecałe 20% PKB). To pewnie mniej niż się wielu wydaje, ale mimo wszystko kwota 300 000 000 000 (miliardów - trzysta i dziewięć (!) zer) złotych rocznie pobudza wyobraźnię i uzasadnia powszechnie stosowaną przenośnię „koryta”. „Koryto” to jednak nie tylko budżet państwa; wszystkie instytucje sektora finansów publicznych to instytucje zarządzane według klucza politycznego, czy to na poziomie centralnym czy samorządowym, dlatego je również zaliczamy do “koryta”.
Krok czwarty: wiedzieć skąd Polska ma pieniądze
Sprawdźmy zatem skąd się biorą publiczne pieniądze. Struktura zakładanych dochodów budżetu państwa na rok 2012 wskazuje, iż prawie 90% dochodów budżetowych pochodzi z podatków. Przede wszystkim jest to podatek VAT i akcyza (blisko 70%), pozostałe 30% to w większości podatek dochodowy – od osób fizycznych (to my) i osób prawnych (to np. posiadane przez nas spółki z o.o., które miały szczęście wypracować zysk). Reszta dochodów budżetowych to najróżniejsze opłaty, kary, grzywny, cła, mandaty, odsetki od udzielanych pożyczek i zyski przedsiębiorstw, których właścicielem jest państwo.
Z szerszej perspektywy - z perspektywy całego sektora finansów publicznych - “koryto” zapełniane jest jeszcze innymi podatkami (np. od nieruchomości, rolnym) oraz obowiązkowymi opłatami i składkami (czyli parapodatkami, takimi jak opłaty skarbowe, środowiskowe, składki na ubezpieczenia emerytalne, zdrowotne, chorobowe, rentowe, wypadkowe, na Fundusz Pracy, na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, abonament RTV itd.). Prawda, że jest ich sporo?
Około 15% całości dochodów sektora finansów publicznych pochodzi z dochodów innych niż podatki, z czego większość w ostatnich latach stanowią dotacje z funduszy unijnych. W samym roku 2012 udało się nam rozliczyć z dotacji na kwotę blisko 56 miliardów złotych. W porównaniu do 650 miliardów całego sektora publicznego nie jest to wartość powalająca, jest za to dobrze skomunikowana rozlicznymi kampaniami reklamowymi. Możemy dzięki nim nabierać przekonania, że Unia Europejska to żyła złota.
Krok piąty: wiedzieć na co Polska wydaje swoje pieniądze
Załamując ręce nad skalą ucisku podatkowego nie można zapomnieć, że to wszystko po to, by państwo mogło realizować przypisane mu zadania. Przypisane na podstawie tzw. umowy społecznej, czyli przegłosowane ustawowo przez demokratycznie wybrane oświecone władze. Przyjrzyjmy się zatem, na jakie cele są te wydatki przeznaczane.
Otóż przede wszystkim sektor finansów publicznych zajmuje się organizacją systemu zabezpieczeń społecznych i wspierania rodziny. W samym budżecie centralnym to około jedna czwarta wydatków, a jeśli do tego doliczyć samorządy i instytucje wypłacające świadczenia społeczne, otrzymamy kwotę trzy razy wyższą, dającą w strukturze całego sektora finansów publicznych blisko jedną trzecią wszystkich wydatków. Gdyby koszty realizacji zadań państwa spróbować zobrazować jako przejazd samochodem na trasie Kraków -> Warszawa, to system zabezpieczeń społecznych i wspierania rodziny oznacza drogę z Krakowa do punktu gdzieś w środku drogi pomiędzy Jędrzejowem a Kielcami.
Dalej mamy zarządzanie finansami publicznymi, czyli cały system ich planowania, poboru i kontroli (parę kilometrów przed Skarżyskiem-Kamienną). Jest też ochrona zdrowia (gdzieś tak w połowie drogi między Skarżyskiem a Radomiem), a kolejno mamy infrastrukturę (ok. 10%, czyli kilka kilometrów za Radomiem) edukację (9%, to już Białobrzegi) i dopiero bezpieczeństwo wewnętrzne i porządek publiczny oraz obronę narodową, a dalej naukę i szkolnictwo wyższe (powyższa trójka to łącznie ok. 9,5%, co doprowadza nas do Grójca). Poza tym państwo zajmuje się jeszcze m.in. rolnictwem, ochroną środowiska, rynkiem pracy, gospodarką przestrzenną, kulturą fizyczną i sportem, kulturą i dziedzictwem narodowym oraz innymi rzeczami, które mogą wpływać w istotny sposób na gospodarkę, mimo relatywnie niewielkich nakładów pieniężnych (czyli mimo tego, że z Grójca pod Pałac Kultury jest już niedaleko).
Krok szósty: wiedzieć, że Polska wydaje ponad stan
Zarówno cały sektor finansów publicznych, jak i w szczególności budżet państwa od lat odnotowują deficyt, to znaczy, że wydatki przekraczają dochody, za wyjątkiem roku 2007, kiedy to odnotowano minimalną nadwyżkę sektora finansów publicznych (dochody przekroczyły wydatki).
Abstrahując na chwilę od tego, jakie konsekwencje rodzi taka sytuacja dla zadłużenia państwa i kosztów jego obsługi, zadajmy sobie pytanie, jaka prywatna firma byłaby w stanie przez tak długi okres regularnie osiągać stratę? Czy jakikolwiek bank udzieliłby takiemu przedsiębiorstwu kredytu? Nie wspominając o tym, że kontrola skarbowa długo by nie czekała, aby sprawdzić księgi takiej spółki, bo strata firmy oznacza przecież brak podatku dochodowego. Sama siebie kontrola jednak nie kontroluje.
Kiedy firma regularnie osiąga wysokie straty, oznacza to, że gospodaruje swoimi zasobami nieefektywnie. Czy zainwestowalibyśmy w takie przedsiębiorstwo swoje pieniądze? Czy z wielką chęcią i bez poczucia pewnego ryzyka nawiązalibyśmy z nim współpracę? Czy chcielibyśmy w takiej firmie pracować? Odwołując się ponownie do przenośni drogowej - czy to normalne, że wybierając się w podróż samochodem z Krakowa do Warszawy dojeżdżamy co najwyżej w okolice Tarczyna? Może jechaliśmy okrężnymi drogami albo wybraliśmy bardzo drogi w eksploatacji samochód?
Może zbyt śmiałą, nawet jak na okoliczności publicystyczne, byłaby teza, że pieniądze publiczne się marnują. Ale czyż nie wystarczy kilka nikomu niepotrzebnych kontaktów z różnymi instytucjami, żeby bez wątpienia stwierdzić, że w pewnym zakresie rzeczywiście się marnują? Dlaczego więc nie trafia nas przysłowiowy szlag, gdy słyszymy rokrocznie, że budżet się zwiększa? Skoro i tak wydatki przewyższą dochody - wzrośnie też dług.
Drugie pytanie brzmi: czy rzeczywiście państwo powinno się zajmować aż tyloma rzeczami w aż tak dużym zakresie? Czy nie byłoby zasadne ograniczenie niektórych funkcji państwa lub przynajmniej rozpoczęcie realnej debaty na ten temat? Może zamiast uległości wobec propagandy troski o zasobność portfela publicznego warto zadać sobie pytania nie tylko o efektywność, ale też sensowność angażowania się aparatu władzy w niektóre przedsięwzięcia? Czy kiedy zaczyna nam brakować pieniędzy planujemy zakup nowego samochodu, ciśnieniowego ekspresu do kawy, butów z cekinami, zegarka z diamentem, wycieczki do Indii, dywanu, kursu tańca? Czy też wprost przeciwnie - dwa razy oglądamy każdą złotówkę nim ją wydamy, a i nagle okazuje się też, że lodówka wcale nie musi widzieć, że stoi i z większą dyscypliną wyłączamy światło w kuchni, by zeżarło trochę mniej prądu, gdy nas w tej kuchni nie ma? Przecież pieniądz publiczny to tak naprawdę nasz pieniądz, który zasługuje na szacunek, szczególnie jeśli zarobiony jest w pocie czoła i stresujących okolicznościach.
Paweł Kopieć (1980) - z wykształcenia ekonomista, z zawodu finansista, doradza głównie spółkom komunalnym przy przygotowaniu i realizacji inwestycji infrastrukturalnych. Mieszka w Krakowie.
W następnych odcinkach między innymi:
Dlaczego nie można wszystkim po prostu dać więcej pieniędzy?
„Prywaciarz chce się tylko nachapać”
„Trzeba chronić/tworzyć miejsca pracy”
„Tego kryzysu nie mógł nikt przewidzieć”
Antykryzysowy Pakiet Frondowy w każdą środę na Fronda.pl.
Dostępny również w całości WYŁĄCZNIE W PRENUMERACIE jako dodatek do kwartalnika Fronda.
A w kolejnej “Frondzie”:
Jakie poglądy ekonomiczne ma papież?
Rodzina a kryzys na przykładzie rodzin wielodzietnych.
Czy polityk może coś poradzić na ubóstwo w kraju?
Co robi kryzys ekonomiczny z kulturą?
Psycholog o sposobach radzenia sobie z trudną sytuacją finansową.
