Czy amerykańska polityka w Europie Środkowej będzie kontynuowana? Według Georgea' Friedmana z ośrodka Stratfor tak, ale trzeba pamiętać o realiach. W rozmowie z "Plusem Minusem" Rzeczpospolitej Friedman mówi, co zmieni się za Trumpa.
"Poza formalnym sojuszem NATO nie istnieje. Europa, która ma PKB tak duże jak USA, powinna mieć armię co najmniej tak dużą jak Stany Zjednoczone. Nie ma jej – i w tej sytuacji to, czy Ameryka dalej będzie dawała gwarancje Portugalii czy Włochom, pozostaje otwarta kwestią" - mówi Friedman.
Ekspert zaznacza jednak: "Stany Zjednoczone bardzo angażują się w powstrzymywanie Rosji i sojusz z Polską. Podczas kampanii nikt tego nie podważał".
Friedman mówił następnie, że wysłanie czterech batalionów na wschodnią flankę NATO w obliczu rosyjskiego zagrożenia jest tylko pustym gestem. Powiedział dosłownie: "Tragedią NATO jest to, że wszyscy myślą, że te cztery bataliony symbolizują militarną odpowiedź. Europa powinna wysyłać nie bataliony, lecz dywizje, ale nie ma takich sił. W tej sytuacji to, co dostajecie od NATO, to gesty. Nie popieram Trumpa, ale jest dla mnie oczywiste, że przy rozpadającej się Unii Europejskiej i presji wewnątrz NATO z drugiej strony musimy pomyśleć nad nowymi strukturami Sojuszu" - wskazał.
Pytany, czy może to oznaczać NATO bez USA, Friedman stwierdził wprost: "Stany Zjednoczone są zainteresowane zaangażowaniem w Europie, ale nie musi się ono dokonywać za pośrednictwem NATO".
I ostrzega, że Polacy w 1939 roku patrzyli na Francję jak na obrońcę. Pomoc nie przyszła... A dziś tak samo patrzymy na NATO. Friedman zapewnił też, że przykładowo Niemcy nie pójdą na wojnę z Rosją, bo "nie mają potencjału, by odpowiedzieć". Zapewnił przy tym, że w jego ocenie Rosja "oczywiście nie zaatakuje Polski".
ol/rzeczpospolita.pl
