O sprawie poinformował pro-lajerski portal Life Site News. Redaktorka witryny, Jill Stanek przypomniała, że jednocześnie administracja popularnego portalu pozwala proaborcyjnym działaczom na zamieszczanie zdjęć z instrukcjami dokonania – nota bene – nielegalnych samodzielnych aborcji (wprawdzie administracja najpierw zbanowała takie grafiki, ale potem je przywróciła i przeprosiła za cenzurę).

 

Publicystka Life Site News zastanawia się, czy – wobec postępowania Facebooka względem antyaborcyjnych zdjęć – nie byłoby logiczne cenzorowanie w ogóle wszystkich treści odnoszących się do przerywania ciąży. Tymczasem portal de facto przyczynia się do promowania aborcji, jeśli kasuje tylko i wyłącznie zdjęcia, pokazujące jak naprawdę wygląda ten „zwyczajny zabieg”.

 

Za co została zbanowana Victoria Jackson? „Facebook zbanował mnie na 24 godziny za to, że opublikowałam artykuł pro-life. Myślę, że to z powodu zdjęcia abortowanego dziecka. Więc co? Mogą legalnie zabić dziecko, ale już patrzeć na to nie chcą?” - napisała pro-lajferka.

 

Victoria opublikowała na Facebooku zdjęcie, przedstawiające abortowane dziecko z komengtarzem: „Obama walczył o legalizację aborcji. Spójrz na zdjęcie i zobacz jak too wygląda”.

 

Podobna sytuacja miała miejsce w lutym 2012 roku, kiedy Facebook usunął post działacza pro-life Bryan'a Kempera. Takich przykładów zresztą nie trzeba daleko szukać. W grudniu 2012 administracja Facebooka zbanowała na jeden dzień profil portalu Fronda.pl za to, że opulikowaliśmy na nim zdjecie, przedstawiające rozszarpane ciało dziecka nienarodzonego. Przy tej okazji otrzymaliśmy jasny komunikat, że jeśli powtórzy się taka sytuacja to zostaniemy usunięci ze społeczności Facebooka.

 

W styczniu ubiegłego roku pisałam także na Fronda.pl o niesprawiedliwej polityce administracji Facebooka, która kasuje zdjęcia abortowanych dzieci, a jednocześnie toleruje publikowanie instrukcji, jak samodzielnie zabić swoje poczęte dziecko. Można to tłumaczyć chyba tylko ogromną hipokryzją, powtarzając za Vitorią Jackson, że ci sami ludzie, którzy tak aktywnie walczą o „prawo do wyboru”, jednocześnie nie są w stanie popatrzeć, jak wyglądają „efekty” tego „wyboru”.

 

Marta Brzezińska