Premier Ewa Kopacz zapowiedziała w czasie zeszłotygodniowej konferencji prasowej dopłaty do minimalnego wynagrodzenia osób pracujących na etat. Choć zapowiedź jest nieprecyzyjna i nie znamy projektu legislacyjnego, który miałby wprowadzić takie rozwiązanie, wydaje się, że nowy rządowy pomysł jest wariacją na temat koncepcji negatywnego podatku dochodowego. „Promowany przez amerykańskich liberałów z Miltonem Friedmanem na czele pomysł podatku negatywnego jest warty rozważenia, ale w formie zaproponowanej przez Panią Premier wydaje się raczej wypaczeniem, a nie realizację tej koncepcji. To fundamentalna reforma, która wymaga szczegółowych wyliczeń, a nie nieprecyzyjnych wzmianek na konferencjach prasowych” – ostrzega Marek Steinhoff-Traczewski, prawnik z Klubu Jagiellońskiego.
"Jeśli nawet pracodawca podpisze umowę o pracę - ale nie mówię o umowie zlecenie czy umowie o dzieło - na najniższych warunkach, będzie płacił minimum temu, którego zatrudnia, a ten, który szuka pracy, znajdzie tego pracodawcę, to pracodawca odprowadzając swoje składki, będzie i tak od tej najniższej kwoty płacił zdecydowanie mniej, natomiast rolą państwa, by temu, który będzie tak mało zarabiał, dopłacić to, co pozwoli mu godnie żyć" – mówiła premier Ewa Kopacz.
„Koncepcja, by państwo dopłacało obywatelom, którzy osiągają dochód niższy, niż określony jako kwota gwarantowanego dochodu, nie jest tak absurdalna, jak może się wydawać. Na tym de facto polega koncepcja negatywnego podatku dochodowego, który był w Stanach Zjednoczonych dyskutowany i promowany przez poważnych ekonomistów na czele z noblistami Miltonem Friedmanem czy Edmundem Phelpsem, a w ostatnich latach został wprowadzony w Izraelu” – mówi Steinhoff-Traczewski.
„Zgodnie z tą koncepcją państwo ustala kwotę, która jest w pełni zwolniona od podatku dochodowego i stanowi dochód gwarantowany. Załóżmy, że jest on na poziomie 2000 złotych. Osoby, które osiągają dochody niższe, niż ta kwota – bez względu na to, czy pracują i na jakiej formie umowy – otrzymują wsparcie od państwa w określonej procentowo kwocie. Jeżeli osoba zarabia 2000 złotych – nie dostaje wsparcia od państwa, ale nie płaci jeszcze podatku dochodowego. Jeżeli zarabia 3000 złotych, to powyżej kwoty wolnej zaczyna już płacić podatek.” – wyjaśnia Steinhoff-Traczewski. „Taki system mógłby mieć sens, ale trudno zgadnąć, skąd w budżecie miałyby się znaleźć środki zarówno na podwyższenie kwoty wolnej do pułapu umożliwiającego egzystencję, jak i na ewentualne dopłaty” – zaznacza.
„Rzecz w tym, że proponowane przez Friedmana i innych ekonomistów rozwiązanie było jako alternatywa, a nie dodatkowa forma pomocy społecznej. Modelowo powinno oznaczać likwidację wszystkich innych mechanizmów socjalnych: zasiłków, rent etc., ale też likwidację płacy minimalnej” – podkreśla prawnik z Klubu Jagiellońskiego. „Jeżeli pani Premier Ewa Kopacz rzeczywiście planuje konsekwentną realizację takiego pomysłu, to będzie to bezprecedensowa rewolucja. Jej konsekwencją musiałoby być radykalnie ograniczenie biurokracji i likwidacja tysięcy etatów urzędników dziś zajmujących się pomocą społeczną. Trudno to sobie dziś wyobrazić. Jeżeli zaś państwo będzie tylko dopłacać do najniższych pensji, to raczej będziemy mieli kolejny mechanizm socjalny komplikujący i tak nieprzejrzysty system transferów społecznych”.
„Oczywiście z wprowadzeniem modelowego podatku negatywnego także wiążą się zagrożenia. Po pierwsze, wśród ekonomistów istnieje spór o to, czy podatek negatywny nie zniechęca bezrobotnych do podejmowania pracy. Po drugie, likwidacja polityki społecznej w dzisiejszym kształcie oznaczałoby się wycofanie się państwa z pewnych przywilejów: na przykład dla rodzin wychowujących dzieci. Po trzecie, nikt dotychczas nie próbował wyliczyć, jakiego rodzaju oszczędności przyniosłaby likwidacja dziś obowiązujących w Polsce mechanizmów pomocy społecznej i ile kosztowałby taki program” – ostrzega Steinhoff-Traczewski.
„Brak wyliczeń poważnie niepokoi, bo proponowana reforma powinna oznaczać fundamentalny zwrot w myśleniu o systemie pomocy społecznej. To można zrobić: w latach 70-tych w USA ekonomiści policzyli, że w Stanach Zjednoczonych przy radykalnym ograniczeniu aparatu biurokratycznego i bez zmian podatków taki dochód gwarantowany mógłby wynieść około 60% średniej krajowej. Bez podjęcia analogicznych szacunków trudno poważnie traktować deklaracje premier Kopacz” – podsumowuje prawnik z Klubu Jagiellońskiego.
Marek Steinhoff-Traczewski, prawnik, dyrektor Poradni Obywatelskich Klubu Jagiellońskiego
21.07.2015, 10:56
fot. Twitter
Ewa Kopacz, Milton Friedman i likwidacja zasiłków. O co może chodzić w dopłatach do najniższych pensji?
/
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
