Jak wynika z danych GUS, blisko 30 proc. rodzin w Polsce z czworgiem lub większą liczbą dzieci na utrzymaniu, żyje poniżej granicy ubóstwa skrajnego. Co mogłoby przekonać Polaków, by chcieli mieć więcej dzieci, skoro tak często każde kolejne  dziecko powoduje zubożenie?  

Te dane pokazują, że wielodzietni przedkładają radość życia w dużej rodzinie, nad zamożność. Dla większości wielodzietnych rodzin jest oczywiste, że decyzja na kolejne dziecko wiąże się z przykrą konsekwencją „zaciskania pasa”. Polska jest krajem, w którym kolejne dziecko, wpycha rodzinę w biedę. Ubożenie rodzin zwłaszcza poczynając od trzeciego dziecka w rodzinie, jest gwałtowne. Oczywiście, zawsze, we wszystkich pokoleniach było tak, że dziecko powoduje ubożenie, jednak dziś  pauperyzacja jest bardziej dotkliwa.Wielu młodych ludzi obawia się kosztów wychowywania dziecka oraz tego, że nie zdołają się utrzymać na rynku pracy. Trudno odmówić zasadności takim obawom – mamy wysokie bezrobocie, bardzo trudno o stałą pracę, o mieszkanie. Utrzymanie dziecka jest bardzo kosztowne. Dziś w Polsce nie jest łatwo zapisać dziecko do przedszkola, często trzeba sfinansować prywatne. Dalsza edukacja dziecka też wiąże się z dużymi kosztami (korepetycje, podręczniki, wycieczki, itd.). Warto zauważyć, że, według GUS-u, rodziny wielodzietne mają wyraźnie wyższy dochód niż inne rodziny, co może świadczyć o ich przedsiębiorczości albo determinacji w zdobywaniu środków na utrzymanie.Tyle, że ten większy dochód trzeba podzielić na więcej części. Dodatkowo w rodzinach wielodzietnych częściej ktoś musi zrezygnować z pracy zarobkowej, żeby zająć się dziećmi. Pieniędzy w domowym budżecie jest więc mniej. Państwo, w interesie wszystkich, powinno stworzyć taką politykę rodzinną, która zmniejszyłaby pauperyzację rodzin wychowujących dzieci. Chodzi o mechanizmy podatkowe, zasiłkowe, ale także zabezpieczające pracę po urlopach macierzyńskich i wychowawczych, a także działające w takim kierunku, aby dzietny pracownik był pracownikiem pożądanym. Oczywiście, wiąże się to z dużymi nakładami, ale polityka rodzinna leży w interesie państwa. Jeżeli nie podejmiemy długofalowych działań, czeka nas prawdziwa katastrofa demograficzna.

Jakie rozwiązania z zakresu polityki rodzinnej Państwa zdaniem, stanowiłyby realne wsparcie dla rodzin?

Polityka rodzinna to jest ogromny obszar działań. Moglibyśmy się wzorować na przykładzie Francji, która rozwinęła bardzo spójny system zabezpieczeń społecznych dla rodzin. Ich polityka rodzinna opiera się na czterech zasadniczych filarach. Po pierwsze ułatwień podatkowych, po drugie –powszechnych, uniwersalnych zasiłków, takich, które przekazuje się każdej rodzinie wychowującej  dzieci, niezależnie od dochodu. We Francji obowiązuje to od drugiego dziecka. Trzeci filar to pomoc rodzinom, które są  w trudnej sytuacji materialnej. A czwarty,  to usługi i instytucje, które wspierają rodziny. Aby polityka rodzinna była efektywna, te cztery działy muszą być zsynchronizowane. W naszym stowarzyszeniu wychodzimy z założenia, że jak najwięcej decyzji i jak najwięcej środków należy zostawić samej rodzinie. W związku z tym, jednym z naszych  postulatów jest wprowadzenie bonu polegającego na przekazaniu wprost rodzinie pieniędzy na wychowywanie dziecka do lat trzech. Rodzina mogłaby zdecydować, czy te pieniądze zostawi sobie, jeśli ktoś zrezygnuje z pracy, czy też przeznaczy je na opłacenie instytucji np. klubiku czy zapłatę za opiekę babci czy niani. Jako Związek Dużych Rodzin ”Trzy Plus”doceniamy pracę opiekuńczo-wychowawczą kobiety w domu, jeśli jest to jej wyborem, gdyż bezpieczna, kochająca relacja z matką, jest bezcenna  dla małego dziecka. Ważna jest także perspektywa kobiety: jeśli wybiera pracę zawodową powinna mieć możliwość powierzenia swojego dziecka opiece innych osób lub instytucji. Nie chcielibyśmy w żaden sposób warunkować wyborów kobiet. Chcielibyśmy, aby został wprowadzony taki mechanizm, który zapewniłby wolny wybór, ale wolny także od nacisku ekonomicznego. Tzn., żeby kobieta nie była zmuszona iść do pracy dlatego, że nie zdoła się utrzymać, ale też, żeby mogła sobie pozwolić na opiekunkę czy na żłobek, jeśli chce wrócić do pracy.

Tuż przed wyborami wszystkie partie polityczne ogłaszają, jak bardzo zależy im na polityce rodzinnej, a kolejne miesiące i lata pokazują, że były to tylko działania populistyczne. Czy  możemy się obecnie spodziewać decyzji, które w konkretny sposób wpłyną na poprawę sytuacji polskich rodzin?

Od dawna polityka rodzinna nie była priorytetem w naszym kraju. Można powiedzieć, że w latach bezpośrednio powojennych wprowadzono istotne narzędzia polityki rodzinnej (w latach 1946 i 1947  zasiłki powszechne dla osób wychowujących dzieci oraz bardzo korzystne dla rodzin ulgi podatkowe), ale z biegiem czasu przekształciły się one w działania wyłącznie socjalne, związane wyłącznie z kryterium dochodowym. Kiedy w 2006 r. zakładaliśmy Związek Dużych Rodzin Trzy Plus, w zasadzie o polityce rodzinnej w przestrzeni publicznej nie mówiło się.  Sukcesem dla nas było już to, że w ogóle w obszarach władzy państwowej ten problem został zauważony. Ponieważ polityka rodzinna nie jest bez kosztowa, wręcz przeciwnie, wymaga sporych nakładów, więc rozmowy o jej realizacji nie są łatwe. Wprowadzenie głębokich zmian jest sprawą niezwykle trudną. Tego nie da się zrobić w ciągu dwóch, trzech lat. Zwłaszcza, że mamy w tej dziedzinie ogromne zaniedbania. Chciałam tu zauważyć, że we Francji polityka rodzinna rozwija się od prawie 100 lat. Ogólnokrajowa Karta Dużej Rodziny została tam wprowadzona w 1921 r., a przez cały okres powojenny środowiska rządzące kładły ogromny nacisk na rozwój polityki rodzinnej. My tak naprawdę jesteśmy bliżej startu. Zdajemy sobie sprawę, że jest to powolna praca, która musi wiązać się z wieloma rozmowami, dialogiem społecznym, z wypracowaniem mechanizmów, które wpasują się w nasz system podatkowy, świadczeń etc., Do wprowadzania polityki rodzinnej potrzebna jest wola rządzących i ich przekonanie o racjonalności i konieczności podjęcia działań w tym obszarze. Tego nie da się zrobić za pomocą rewolucji i przewrócenia tego, co w tej chwili jest. Oczywiście, nie można powiedzieć, że nie stworzyliśmy w Polsce żadnych mechanizmów, które by wspierały rodzinę. Na pewno ważnym krokiem było wprowadzenie w 2007 r. ulgi podatkowej na dzieci. Dobrym rozwiązaniem jest też wprowadzenie rocznych urlopów – macierzyńskich i rodzicielskich. Choć niestety, nie przysługują one wszystkim osobom, a tylko tym, które są w określony sposób zatrudnione. Z inicjatywy Związku Dużych Rodzin ”Trzy Plus” powstał oddolny ruch samorządowy wprowadzania Kart Dużych Rodzin. Zaczęło się w 2008 roku od przekonania władz Grodziska Mazowieckiego przez członków ZDR3+ do uchwalenia takiej Karty. Jest to system zniżek na komunikację, a także w  dziedzinie kultury, rozrywki, sportu oraz handlu przysługujących rodzinom wielodzietnym. Dość szybko za przykładem Grodziska poszły inne gminy, często inspirowane przez środowiska rodzin wielodzietnych w całej Polsce. Mechanizm Karty okazał się stosunkowo mało kosztowny, za to bardzo dobrze przyjęty i przez rodziny i przez społeczności lokalne. Obecnie Karty Dużych Rodzin funkcjonują w ponad 200 gminach, w tym w prawie wszystkich dużych miastach Polski. Na Zjeździe dużych rodzin w Grodzisku w 2013 r. prezydent Bronisław Komorowski oraz minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedzieli wprowadzenie Ogólnopolskiej Karty Dużej Rodziny, która  będzie uzupełniała funkcjonowanie Kart gminnych o zniżki o charakterze ogólnopolskim (jak np. koleje ,  sieci handlowe itp.)

Czy mają Państwo pomysł na to, jak zmienić stereotypowy wizerunek wielodzietności, kojarzonej głównie z patologią społeczną?

Znam dziesiątki rodzin wielodzietnych, które przeżywają wielodzietność jako swój wybór i nie boleją nad tym, że są mniej zamożne, a cieszą się szczęściem relacji.W naszym kraju przez wiele lat wspieranie rodzin miało charakter socjalny, wspomagało się je jako biednych, a rodzinę stawiało się na pozycji niejako żebraczej. Trzeba było wykazać dochód, przedstawić różne zaświadczenia, wytłumaczyć się dziesięć razy, że jest się biednym... Często było to upokarzające. Pod tym względem idea Karty Dużej Rodziny może przyczynić się do zmiany społecznego wizerunku wielodzietności. Zakłada ona, że ulgi należą się rodzinie nie dlatego, że jest ona biedna, ale dlatego, że wychowuje dzieci. Chodzi o to, żeby społeczności lokalne zrozumiały, że rodziny, które wychowują dzieci, pracują. Że kobiety  nie „siedzą w domu”, ale pracują w domu. Wychowanie następnego pokolenia, to wielka wartość dla nas wszystkich. Na zmianę wizerunku wielodzietności duży wpływ mają też z pewnością media. Przyznam, że nie ma tygodnia, aby do mnie nie zadzwonił dziennikarz z prośbą o kontakt z rodziną wielodzietną. Są rodziny, które chętnie dzielą się świadectwem swojego życia i wyborów.  

Jakie były motywacje Pani i Pani męża, kiedy decydowali się Państwo na założenie rodziny? Czy od samego początku chcieli Państwo mieć dużą rodzinę?

To wynikało po prostu z naszego spotkania i ze szczęścia tego spotkania. Miłość wzajemna tworzy  klimat, w którym przeżywa się dzieci jako owoc miłości, jako największą radość.

Mimo że uważa się, że czasy były wtedy łatwiejsze do wychowywania dzieci, to przecież borykali się Państwo z różnymi problemami.  Jak udało się je pokonać?

Nie mieliśmy ani mieszkania, ani nawet żadnych perspektyw na mieszkanie. Mój mąż nie miał pracy – to były inne czasy, on był wtedy opozycjonistą, traktowanym jak „pasożyt społeczny”. Ale te trudne warunki nas nie odstraszyły, aby zdecydować się po pierwsze na małżeństwo, chociaż nie mieliśmy zapewnionego bytu i żeby zdecydować się na to, żeby przyjąć dzieci. Mieliśmy zawsze to przekonanie, że kochając się i wspierając, zdołamy rozwiązać nasze problemy. Tak się po latach stało, że poprzez wspólnerozwiązywanie bieżących problemów, udało nam się i zbudować dom i wykształcić dzieci, można powiedzieć – spełnić nasze nadzieje. Nie była to łatwa droga, ale jak mawiał mój mąż: „ kto  powiedział, że ma być łatwo?”

Rozmawiała Emilia Drożdż

Joanna Krupska – prezes Związku Dużych Rodzin Trzy Plus, żona Janusza Krupskiego, działacza opozycyjnego w PRL, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., mama siedmiorga dzieci  

Joanna Krupska  Związek Dużych Rodzin Trzy Plus  polityka rodzinna  katastrofa demograficzna wielodzietność  wychowanie  Karta Dużej Rodziny  rynek pracy  ulgi dla rodzin