- Jakie są dalsze plany po batalii w Sejmie?
- Zasadnicze głosowanie wygraliśmy 254 do 151. Można powiedzieć, że 60 proc. posłów opowiedziało się za naszym projektem. To nie jest koniec batalii, chodzi żeby całe przedsięwzięcie doprowadzić do końca. Posłowie mają dwa wyjścia: albo uchwalą tą ustawę przed wyborami, albo - nie. Jak uchwalą przed wyborami, to będzie powód do świętowania. Jeśli nie, to zrobimy wszystko aby był to zasadniczy temat kampanii wyborczej. Wtedy z tysiącami zaangażowanych ludzi uruchomimy ruch społeczny, którego celem będzie promowanie spraw życia w wyborach parlamentarnych.
- Nie odpuścicie.
- Nie. Nie możemy odpuścić. To jest fundament, bo państwo, w którym można zabijać ludzi, jest państwem, w który można zrobić wszystko.
- Prezydent Komorowski powiedział dzisiaj, że jego doświadczenie, jako jednego z autorów pierwszej ustawy antyaborcyjnej pokazuje, że „przed wszystkimi wyborami pojawiają się różne pokusy i pomysły naruszania kompromisu”, a obecna ustawa „w sposób maksymalnie dobry, dostępny politycznie chroni życie nienarodzone”. Jakby pan skomentował te słowa?
- Nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy mówią o dobrym kompromisie. On polega na tym, że głównie zabija się dzieci chore. Pół tysiąca dzieci chorych w Polsce zabija się legalnie. Człowiek, który jest prezydentem Polski, jest jej uosobieniem, który powinien dbać o najsłabszych...
- ...i mówi z dumą, że ma pięcioro dzieci...
- ...właśnie, i mówi, że zabijanie dzieci w Polsce jest dobre. W głowie mi się to nie mieści.
- Będziecie chcieli się z nim spotkać, porozmawiać?
- Takich planów na razie nie mamy.
Rozmawiał: Jarosław Wróblewski

