Wczoraj pisałam na Fronda.pl o tym, że zdaniem pani prof. Środy okna życia to relikt dawnych czasów, który jest nam całkowicie zbędny. Etyczka jest przekonana, że to instytucja niepotrzebna, bo nowoczesna kobieta albo usunie ciążę, albo z dumą odda dziecko do adopcji. Prof. Środa nigdy zresztą nie ukrywała swoich proaborcyjnych poglądów. To tym bardziej znamienite, jak można odmawiać prawa do życia poczętemu dziecku, nazywając je jakimś embrionem, potencjalnym człowiekiem, a jednocześnie jak niepodległości bronić… zwierząt. - Rządząca partia i rzeźnicze polskie lobby chcą szybkiej zmiany ustawy dotyczącej uboju rytualnego, tak by był on w Polsce dozwolony. Ubój rytualny jest barbarzyńskim zwyczajem, który polega na zabijaniu zwierząt bez ich ogłuszenia, czyli de facto sprowadza się do torturowania zwierząt – pisze dziś w felietonie dla TOK FM Środa.

 

Zdaniem prof. Środy, ubój rytualny nie jest zabroniony, bo stoi za tym ogromna kasa. Ale do łez pani etyk rozbawiła mnie, kiedy na tapetę wzięła argumenty religijne: „Dla mnie pytaniem jest też to, czy rzeczywiście polscy Żydzi i muzułmanie nie potrafią przetrwać jako mniejszość bez barbarzyństwa dokonywanego na zwierzętach? Wiele kultur opartych na okrutnych obyczajach (np. na zwyczaju sati, czyli palenia wdów na stosie po śmierci mężów) przetrwało mimo zniesienia okrucieństwa. Być może przetrwało właśnie dzięki temu. Czy więc zgodność ze starotestamentowymi regułami nakładanymi niegdyś na dzikie plemiona przez Boga może dziś stanowić warunek religijności? To przecież absurd! Myślę, że również polski dobrobyt mógłby przetrwać mimo zakazu uboju rytualnego zwierząt. W XXI wieku nie powinno się budować żadnej kultury ani żadnego biznesu na masowej zbrodni i cierpieniu, nawet wtedy (a może zwłaszcza wtedy) gdy dotyczą one istot słabszych i bezbronnych”.

 

Nie chcę oczywiście powiedzieć, że jestem zwolenniczką mordowania zwierząt w jakiś okrutny sposób. Każdej istocie żyjącej należy się szacunek. Ale nie popadajmy w paranoję. Przypomina mi się w tym momencie moja rozmowa z Kazimierą Szczuką, z którą spotkałam się w jednym z programów w Polsat News. Rozmawiałyśmy wtedy na temat jej książki o aborcji. Za kulisami Szczuka zapytała mnie, czy jadam mięso. Kiedy jej odpowiedziałam, że owszem, feministyczna działaczka z oburzeniem na mnie naskoczyła, że jak to, nie godzę się na zabijanie zarodka, który przecież nic nie czuję, a zjadam mięso świnki, która - mordowana na kotleta - strasznie cierpi. No właśnie, tak mniej więcej wygląda (nie)logika zwolenniczek aborcji, a jednocześnie żarliwych obrończyń zwierzątek. Bo dziecko można zarąbać, ale krówka jest święta…

 

Marta Brzezińska